środa, 31 grudnia 2014

stary i nowy rok

Myślę, że mogę śmiało powiedzieć, że rok 2014 był dla mnie wielką lekcją pokory. Na wielu polach. Los pokazał mi, że to co brałam za pewnik wcale pewnikiem nie jest, nauczył mnie prosić o pomoc (a  ja mam obsesję na punkcie bycia niezależną), pokazał, że w wielu sprawach nie damy rady sobie sami, okazalo sie również, że potrafimy przeżyć za znacznie mniejsze kwoty niż do tej pory i żyć dużo dużo skromniej. Moje dzieci również uczyły mnie pokory. Na własne oczy  zobaczyłam jak różne są dzieci, jak różnie reagują i że patenty wypróbowane na starszym bracie niekoniecznie zadziałają na młodszego. Przekonałam się czym są nieprzespane noce, choroby i niepewność jutra.
W 2015 chcialabym troche odsapnąć i wreszcie dojrzeć do pewnych decyzji zawiodowych, które do tej pory odkładałam ze względu na sprawy macierzyńskie i kiepską dyspozycyjność związaną z chorowaniem dzieci. Mam nadzieję, że w nowym roku chorób będzie mniej.
Wam zaś życzę by Nowy Rok zaskakiwał Was li i jedynie pozytywnie :-)

wtorek, 30 grudnia 2014

Święta rodzinki S fotograficznie

Święta święta i po świętach. Początek trudny - wielkie maruderstwo Tomka w Wigilię i pierwszy dzień Świąt. Potem przemiana w aniołka. Kilka dni wcześniej w prezencie nasz mlodszy syn naprawił się i znów przesypia noce w całości lub z jedną tylko pobudką.
Nie podziewałam się, ale naładowały mnie te Święta pozytywnie emocjonalnie. Odnalazłam z powrotem w sobie pokłady cierpliwości i siły do trójki moich chłopaków. Nabrałam dystansu. Wprawdzie teraz u schyłku Starego Roku siły fizyczne mam na wyczerpaniu, czuję się chorawa i sypiąca się (trzy ukruszone plomby na dzień przed Wigilią!), ale emocjonalnie psychicznie jest o niebo lepiej niż ostatnio.
Trochę fotek.

wtorek, 23 grudnia 2014

Dobrych Świąt

Wszystkim Wam życzę z całego serca po prostu dobrych Świąt końcówki roku.
Miło Was czytać, miło być częścią blogosfery :-)

poniedziałek, 22 grudnia 2014

nie znoszę wycia swojego dziecka

Możecie nazwać mnie wyrodną. Mam problem, z którym nie umiem sobie poradzić. Nie znoszę dźwięków, które wydaje mój młodszy syn gdy wpada w histerię, gdy się wścieka, generalnie gdy wyje. Nie przypominam sobie bym miała z tym problem przy Piotrku. Oszem wkurzało mnie często, że wyje, często liczyłam do stu i brałam głębokie oddechy, ale chodziło o powód płaczu.  Mam wrażliwy słuch. Nie lubię hałasu, ale radzę sobie z tym przy dwójce dzieci. Nauczyłam się wyłączać. Jednak dźwięki jaki wydaje z siebie Tomek gdy się nakręci wwiercają mi się w mózg, czasem cała się kulę gdy to słyszę, wpada w bardzo bardzo nieprzyjemne dla mnie rejestry. Ze wszystkich sił staram się wyłączać psychicznie i oddzielać emocje jakie odczuwam słysząc te wibracje od osoby, które je wydaje, koncentruję się na powodzie, ale Tomek wszedł już w wiek, gdy często trzeba po prostu wycie zignorować pozostając blisko dziecka. Potrafi wpaść w straszną złość gdy na coś mu się nie pozwoli i zanim zainteresuje się proponowaną przez nas alternatywą daje koncert z zaciśniętymi oczami, a ja odczuwam to jak młot pneumatyczny wbijający się w głowę. Serio. Czasem posiłkuję się zatyczkami do uszy by dźwięki te nieco stłumić, to pomaga mi zachować spokój. Czasem mówię do siebie, śpiewam, by odwrócić uwagę. Najtrudniej jest gdy jestem z nim sama w domu i nie ma kto mnie zastąpić w chwilach eskalacji. Smutno mi z tego powodu, ale prawda jest taka, że te dźwięki są same w sobie dla mnie wyjątkowo trudne i przykre. Sam fakt, ze myślę o tym per „wycie” a nie „płacz”. Ciężko mi z tym.
Jakoś przetrwać bunt dwulatka.....

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Mało mnie w blogosferze ostatnio. Nie piszę. Czytam i nie komentuję. Brak czasu, brak siły.  Życie ostatnio mnie przytłacza. Trochę nieprzyjemnych spraw natury finansowej - mniejsze wpływy niż zakładaliśmy, większe wydatki. Dużo niepewności odnośnie organizacji opieki nad Tomkiem w przyszłym roku. W gardle gula i niepokój. W pracy nieciekawie, a tutaj Piotrek ma grypę więc kolejne zwolnienia, opieki, Tomek też katar.  Każdego dnia martwię się czy kolejny przeminie mniej więcej zgodnie z planem czy trzeba będzie kombinować.... Tomek wariujący wieczorami i nocami. Nie, nie pociesza mnie to, że inne dzieci też tak mają, że inni mają gorzej, tak szczerze to w ogóle mnie to nie obchodzi. Nie umiem na dłuższą metę działać w trybie ciągłej gotowości, jestem zmęczona i przytłoczona wiecznym biegiem, wiecznym trybem stand-by, pośpiechem. Dom brudny, nie czuję atmosfery świąt w ogóle w tym biegu, w tej niepewności, chciałabym przespać kilka dni. Zamiast spacerować po rynku i oglądać światełka kisimy się w domu z chorymi dziećmi. Potrzebuję czasu dla siebie, bardzo chciałabym wyjechać sama na kilka dni czego oczywiście nie zrobię. Szczerze mówiąc na myśl o tych wolnych dniach, które nadchodzą wcale nie czuję wielkiej radości. Dom mnie przytłacza.
A Tomek skończył dziś 14 miesięcy. Oto on i starszy brat w tym samym wieku. Podobni?

czwartek, 4 grudnia 2014

nocne przeboje by Tomek

Tomek uczy mnie pokory. Dopiero teraz rozumiem w pełni jak różne są dzieci i.... jak niewielki wpływ mamy na to.
Tomek jest tak różny od brata. Na pozór spokojniejszy od niego, dokładniejszy, bardziej skrupulatny. Na pewno dużo bardziej niż Piotrek w jego wieku potrafi zająć się sam sobą. Nie wiem na ile wynika to z faktu, że musi dzielić się uwagą dorosłych, a na ile taki po prostu jest. Mam wrażenie, że w środku wszystko przeżywa intensywniej od brata i intensywniej odreagowuje. Dotyczy to również kwesti snu. Spokojny, pogodny i raczej bezproblemowy póki co w ciągu dnia Tomek od pewnego czasu nasze wieczory i noce zamienia w jazdę bez trzymanki....Ciężko to znoszę, bo przyzwyczaiłam się do trybu "intensywny czas z dzieckiem, a potem switch off" i 2-3h na obowiązki domowe, pracę, czas z mężem. Taki reset, którego bardzo potrzebuję. Obecnie nie mamy takiej możliwości. Działamy ponownie w trybie stand by jak przy noworodku
Przyznaję, że Piotrek nas rozleniwił. Piotr potrzebował dużo uwagi w ciągu dnia i ją otrzymywał na wyłączność. Ostro przeżywał bunty dwulatka i późniejsze, to prawda, ale ze snem problemów nie ma niemal żadnych. Odkąd skończył bodajże pół roku przesypia całe noce kamiennym snem. Musi być naprawę chory (gorączka), musi go coś  bardzo boleć lub śnić mu się coś potwornego by się obudził w nocy, a nawet jeśli to wystarczyło zapodać mu mleko, wodę albo położyć się z nim lub przygarnąć go do naszego łóżka by w sekundę zasnął z powrotem. Przez około 2.5 roku był rannym ptaszkiem  i fundował nam pobudki między 6 a 7, ale obecnie w weekend śpi do 8 lub nawet 9 - miodzio. W okresie gdy spał w dzień miał dwie, a potem jedną drzemkę o w miarę stałych porach.
A Tomek? Jeszcze dwa miesiące temu przesypiał całą noc. Obecnie jest jazda bez trzymanki. W dzień sypia różnie. Bywa, że jest jedna drzemka półgodzinna, bywa, że śpi 3 godziny, czasem dwa razy dziennie. W żaden sposób nie przekłada się to na sen nocny. Czasem po dniu z małą ilością snu faktycznie w nocy śpi dobrze, a czasem nie. Nie ma reguły. Wieczory i noce to ostatnio wariactwo. Dwa miesiące temu zaczęły się problemy z usypianiem. Trzeba przy Tomku dłużej posiedzieć, głaskać i niestety często zastosować smoka. Przewiduję jazdy z odstawianiem, a nie mam żadnego doświadczenia w tym względzie, bo Piotrek był bezsmoczkowy. Nie widzę jednak innej możliwości. Czasem bez smoczka nie zaśnie i już, będzie płakał, rzucał się po łóżeczku, a położenie się z nim w naszym łóżku nic nie daje. Tak samo będzie płakał i się rzucał. Potem wróciło budzenie się koło północy na mleko. Ok, przywykliśmy. Nawet dobra pora, bo wtedy z reguły idziemy spać, więc czekaliśmy, aż Tomek da sygnał, że trzeba go "dotankować", a potem uderzaliśmy wszyscy w kimono. Tomek zazwyczaj od razu, nawet bez smoka. Potem doszło popłakiwanie i wiercenie się między 22 a północą i wędrówki do jego pokoju by go pogłaskać, posiedzieć przy nim lub dać tego nieszczęsnego smoka. Ostatni miesiąc zaś to już zupełnie cyrk na kółkach. Trudności w usypianiu, potem płacze. Czasem nawet nie zdążę poczytać Piotrkowi, podrapać go po plecach i poprzytulać, a Tomek już zaczyna koncert. Wielka szkoda, bo i ja i Piotrek bardzo potrzebujemy tych chwil gdy Tomek już śpi i mamy czas tylko dla siebie. Obecnie różnie z tym bywa. Tomek często nie popłakuje tylko od razu zaczyna okropnie krzyczeć i płakać na cały głos, tak, że zrywamy się na równe nogi. Może nie powinnam tego pisać, ale dźwięk ten jest wyjątkowo dla mnie nieprzyjemny i irytujący i trwa długo, bo nawet jeśli popędzimy do niego z prędkością światła i od razu przytulimy on reaguje z opóźnieniem. Po prostu musi się wyryczeć, wykrzyczeć, a nam pękają uszy. Nikt kto zna Tomka tylko za dnia nie wierzy, że ten spokojny chłopiec potrafi tak się drzeć! Około północy zazwyczaj mleko i bardzo często wtedy Tomek stwierdza, że nie chce już spać. Jest w pełni przytomny, uśmiechnięty i nie ma zamiaru siedzieć w łóżeczku. Wyjęty z niego bawi się radośnie i gada po swojemu. Gdy go głaszczemy w łóżeczku lub zabieramy do naszego łóżka jest wściek, płacz, w łóżku co chwilę siada, szarpie nas za włosy, wpycha palce do oczu. Nie lubię brać go do nas bo łóżko nie stoi przy ścianie i chyba trzeba kupić dodatkowe barierki albo coś, bo boję się, że spadnie. Raz spadł. To było straszne. Rano spał na środku obłożony poduszkami, wyszłam do toalety.....On jeszcze nie umie wchodzić na łóżko ani tym bardziej bezpiecznie zejść. Ogromnie utrudnia mi to życie, bo boję się zejść rano do kuchni by przygotować sobie coś do pracy zanim chłopcy wstaną, zjeść coś, nawet gdy M jest w domu, bo on śpi tak jak Piotr - bardzo twardo i  nie poczuje przez sen, że Tomek się budzi i porusza. Ja tak. No naprawdę barierki są niezbędne, bo obecnie zazwyczaj niosę Tomka ze sobą i kładę w łóżeczku turystycznym w pokoju gościnnym na dole, ale on zwykle się wtedy budzi i tyle moich spokojnych przygotowań ;-)
Ostatnio imprezował od 23.30 do 3. Budzi się między 6 a 7, często z mega kupsonem wymagającym umycia w wannie i przepierki.
Jestem tym "nieco" zmęczona, zwłaszcza ja bo i Piotrek i Tomek wieczorami i nocą potrzebują głównie mnie,. Bardzo często M usiłuje Tomka uspokoić, a on płacze i wrzeszczy aż się pojawię. Mam nadzieję, że to okres przejściowy - jakieś skoki rozwojowe + ząbkowanie + może rodzaj lęku separacyjnego. Bardzo brakuje mi tej odrobiny czasu dla siebie, dla męża czy na pracę. Teraz ciągle jestem w biegu lub na stand by. Kładę chłopców i pędem na szybko biorę prysznic i coś jem, bo wiem, że za chwilę Tomek może rozpocząć balety i będę musiała przy nim siedzieć lub z nim się położyć. Jak wspominałam M też próbuje go pacyfokować, ale Tomek woła mnie i przy tacie potrafi płakać, krzyczeć i wściekać się bardzo długo. Ja nie potrafię wtedy skupić się na niczym, na żadnej pracy nie wspominając o odpoczynku. Ekspresowo więc myję się i jem i zazwyczaj od razu kładę się spać by pospać choć godzinę przed północą, o której Tomek zbudzi się na jedzenie i może zaśnie a może czekać nas będzie impreza przez pól nocy.
Bardzo nam z M brakuje tej odrobiny czasu razem wieczorem, już dawno nie obejrzeliśmy razem w całości żadnego programu nie wspominając o filmie czy innych przyjemnościach. Z przyjaciółką przez telefon prawie nie rozmawiamy, tylko ewentualnie gdy chłopcy się kąpią parę słów, bo wieczorem albo śpię albo biegam albo towarzyszę Tomkowi. Ze światem komunikuję się głównie przez komunikatory gdzieś w międzyczasie, rzadko w czasie realnym..

piątek, 28 listopada 2014

komunikujemy się


Niesamowite jest patrzeć, jak dziecko zaczyna się z nami komunikować. Wspominałam już, że tak generalnie to codzienność z małym niemowlakiem mnie nuży. Nudzi mnie guganie do dziecka i machanie mu przed nosem grzechotką. Zdecydowanie wolę, gdy dziecko jest już trochę podrośnięte i kumate z wszystkimi niedogodnościami takiego stanu typu duża mobilność, bunty dwulatka i inne bunty, niemożność wykonania czegokolwiek w domu. Tomek wszedł właśnie w taki etap. Nie chodzi jeszcze sam, jest ostrożny i boi się puścić, by stanąć samodzielnie lub chodzić. Za to zaczął bardzo fajnie komunikować się z nami. Mówi niewiele podobnie jak jego brat na tym etapie (w zasadzie w słowniku ma tylko "mama" i od niedawna "uś" czyli "Piotruś"). Mimo to dogadujemy się coraz lepiej. Boki można zrywać jak raczkuje po domu lub chodzi przy meblach i pokazuje co chwilę palcem na coś chcąc zwrócić naszą uwagę, że świeci lampa, lub patrzy pytająco prosząc o wyjaśnienie co to jest lub domaga się czegoś (np. wskazuje na radio gdy chce by mu je włączyć). Przynosi mi klocki i wkłada do ręki prosząc bym z nim pobudowała. Kiedy nie potrafi sobie poradzić z sorterem przychodzi i ciągnie mnie za rękę, a potem wskazuje palcem , gdzie napotkał trudność. Dzisiaj domagał się wyraźnie włączenia zmywarki (bardzo lubi gdy szumi i gdy na podłodze odbija się czerwone światełko). Kiedy nie ma ochoty na jakąś potrawę kręci głowa na nie lub robi papa (płaczę wtedy ze śmiechu) i np. wskazuje palcem na garnek na kuchence dając do zrozumienia, że woli inną zupę. Komunikuje się w ten sposób też z bratem, który jest wyraźnie zadowolony, że braciszek zaczyna przypominać człowieka, choć nadal jest niepocieszony, że nie mówi. Lubi bawić się w karmienie pluszaków. Piotrak nigdy to nie interesowało. Zaczyna przejawiać empatię. Dawniej gdy Piotrek płakał lub się wściekał to po prostu patrzył zaintrygowany lub sam uderzał przestraszony w płacz. Teraz coraz częściej zdarza się, że próbuje nieudolnie brata przytulać lub głaskać (to spotyka się z umiarkowanym entuzjazmem zainteresowanego, bo przy okazji szarpie go za włosy i obślinia), a czasem przynosi jakieś autko i wciska Piotrkowi do ręki na pocieszenie.
Mówi się, że młodsze rodzeństwo społecznie rozwija się szybciej i zdecydowanie coś w tym jest.




poniedziałek, 24 listopada 2014

dlaczego nie robimy porządków świątecznych

Na różnych blogach czytam o przygotowaniach do Świąt. O listach spraw do załatwienia, o myciu okien, o generalnych porządkach.
My nie robimy na Święta żadnych generalnych porządków.

sobota, 22 listopada 2014

Ostatnie dni są dla mnie trudne emocjonalnie i fizycznie. Możecie mnie nazwać wyrodną matką, trudno, ale nie cierpię siedzieć z dzieciakami zamknięta w domu. Nie znoszę aresztu domowego, a taki mamy od środy.
Nie ma dla mnie problemu zostać samą z dwójką dzieci nawet na kilka dni. Może będę się nosem podpierała wieczorem, ale dopóki możemy wyjść na jakiś spacer, plac zabaw czy choćby do sklepu, no w najgorszym razie przed dom to dzień jakoś fajnie się układa. Siedząc cały dzień w domu męczymy się. Pamiętam jak dostawałam do głowy w zeszłym roku zimą z maleńkim Tomkiem i potem gdy dzieci były chore.....
Piotrek czuje się dobrze i roznosi go energia. Owszem jest mądry i samodzielny i nie wisi na mnie, rozumie, że muszę uśpić Tomka albo go przebrać, ale dostaje małpiego rozumu i zajęcia, które sobie wynajduje w takich okolicznościach przyrody wiążą się z hałasem, który mnie irytuje. Jeździ pchaczem Tomka, biega, skacze. Na dodatek z powodu zapalenia uszu gorzej słyszy, więc i głośniej mówi, my też musimy się do niego głośniej zwracać. W czwartek trzeba było prawie, że krzyczeć by coś usłyszał, teraz już lepiej. Tomek bał się, bo nie jest przyzwyczajony do podnoszenia głosu i choć robiłam to z uśmiechem to często reagował płaczem. Miałam więc w domu półgłuchego niewyżytego 4.5-latka oraz zapłakanego roczniaka. Kakofonia. Głowa mi pęka. Starałam się ciekawie zorganizować  im czas, ale z Tomkiem zabawa jest trudna - przewraca klocki, dobiera się do kleju i nożyczek. Jestem w stanie cierpliwie manewrować w ten sposób przez 2-3 godziny, potem czuję, że cała się gotuję. Zwłaszcza, że mam pms.
Ostatnie dni to więc ciągłe gryzienie się w język, liczenie w myślach do 10, głębokie oddechy.
Miałam nadzieję, że w weekend mąż mnie odciąży. Niestety walczy z przeziębieniem i odseparowałam go na weekend od dzieci. Umówiliśmy się, że w poniedziałek i wtorek on bierze na nie opiekę, a w środę i czwartek znowu ja idę na urlop, bo Piotrek pójdzie do przedszkola dopiero w piątek, na bal andrzejkowy. M nie może wziąć wolnego w środę i czwartek, bo jedzie w delegację z bezpośrednim przełożonym. Mam nadzieję, że wykuruje się do jutra, bo jeśli będę musiała zostać z dziećmi cały kolejny tydzień to po pierwsze oszaleję, a po drugie nie odrobię się z zaległości w pracy i szef mnie powiesi. Mamy teraz szczyt sezonu i każdy dzień nieobecności to duże tyły....

piątek, 21 listopada 2014

ucho :-/

Niestety Piotrka dopadło obustronne zapalenie ucha środkowego. W nocy z wtorku na środę obudził się z bólu, a rano z ucha pociekła wydzielina. Jest na antybiotyku i nurofenie i prawdopodobnie do przedszkola wróci dopiero na bal andrzejkowy (mam taką nadzieję). Kombinujemy z mężem opiekę nad nim. Ja jestem na zwolnieniu w tym tygodniu, M zostanie z nim w poniedziałek i wtorek, w środę pewnie znowu ja, w czwartek on. Piotrek trzyma się nieźle. Kiedy pojawia się gorączka idzie spać, poza tym zachowuje się normalnie i rozsadza go energia. Młodszego brata też. Chciałby wyjść na spacer, ale pogoda średnio sprzyja - jest zimno, szaro i ponuro. Tomek póki co jest zdrowy i trochę cierpi na tym, bo skoro brat nie wychodzi to on też nie, kiedy M wraca z pracy jest już ciemno. Może w przyszłym tygodniu z babcią gdzieś wyjdzie.Taki jesienny czas.Niestety Piotrek jest chwilowo przygłuchy na to chore ucho, musimy mówić do niego głośniej niż zwykle. Po leczeniu czeka nas tympanometria.

piątek, 14 listopada 2014

Jesteśmy w miarę zdrowi STOP
Mam urwanie kapelusza w pracy STOP
Nie wiem w co ręce włożyć STOP
Modlę się by dzieci się nie pochorowały, bo nie odrobię się z zaległości w pracy, teraz szczyt sezonu STOP
Synkowie fajnie razem się gonią po całym domu na czworaka i szaleją w ikeowskiem tunelu :-) Piotruś był dziś na wycieczce w ekospalarni śmieci z przedszkolem STOP

Ciszy mi potrzeba

poniedziałek, 10 listopada 2014

dzień dwóch kreseczek

Nie, nie jestem kolejny raz w ciąży. Po prostu wzięło mnie na wspominki. Dobrze pamiętam dni, gdy ujrzałam wreszcie na teście ciążowym upragnione dwie kreseczki. Będę je pamiętała do końca życia

sobota, 8 listopada 2014

planszówki

Jako dziecko uwielbiałam grać z mamą w planszówki. Nie mogłam doczekać się, aż Piotrek sie nimi zainteresuje. W końcu się doczekałam :-) Od dwoóh tygodni z zapałem gramy w grzybobranie, chińczyka i warcaby, a od pań w przedszkolu wiem, że również i tam Piotrek nagle zaczął wykazywać zainteresowanie tego typu rozrywką (nagle z dnia na dzień, jak to on).
W związku z powyższym proszę Was o radę. Jakie planszówki polecacie dla dziecka 4.5-letniego? Podkreslam - chodzi mi o planszówki (pionki, kosta etc), nie gry zręcznościowe typu spadajace małpki (mamy kilka i większego entuzjazmu brak) ani nie łamigłówki i logiczne (łamigłówki smoka obiboka, dzień i noc i tym podobne tez posiadamy i akurat tego typu grami Piotrek już od dawna sę interesuje).

czwartek, 6 listopada 2014

Piotrek, który zasypia gdzie popadnie ;-)

Wspominałam, że mój starszy syn ma kamienny sen, a gdy jest bardzo zmęczony zasypia tam gdzie akurat się znajduje? Na przykład na schodach jak na fotce powyżej. Z tego powodu gdy po powrocie ze spaceru lub szaleństw przed domem widzę, że słania się na nogach lub ze zmęczenia wariuje moim priorytetem jest jak najszybciej zagonić go pod prysznic i przynajmniej pobieżnie zmyć z niego piach, błoto, pot etc. Inaczej zaśnie gdziekolwiek przed myciem i taki brudny prześpi kilka godzin lub nawet całą noc, a że sen jak wspomniałam ma kamienny próby budzenia go by się umył są..... jakby to powiedzeć.... wysoce nieroztropne.
Poniżej co ciekawsze pozycje do spania.
Można kimać na stojąco na przykład. Pamiętam, że w tej pozycji spał prawie 2 godziny.
Można skulić się na krześle
Albo tak - dobrze widzicie. Siedzi na autku, krzesło robi za poduszkę. Byłam wtedy sama w domu z bardzo małym Tomkiem, którego usiłowałam uśpić, a starszy usnął z nudów czekając aż będę wolna.

Można też standardowo na podłodze. Pamiętam, że tego popołudnia wybieraliśmy się na zajęcia adaptacyjne w przedszkolu. Nie dotarliśmy na nie, bo kiedy poszłam zgarnąć Młodego zastałam taki widok
Do podłogi w ogóle mamy szczególny sentyment. Przez kilka miesięcy około 2 roku życia Piotrek dzienną drzemkę jeśli akurat wypadała w domu odbywał wyłącznie na podłodze w swoim pokoju na barłogu z kołder i kocy, o tak. Łóżko w dzień parzyło, wróciło po pewnym czasie do łask.
Rzecz jasna spać można w samochodzie i to długo po wyłączeniu silnika
No i tradycyjnie drzemka na kanapie w salonie, czyli switch off podczas oglądania bajki.







poniedziałek, 3 listopada 2014

domowo i filmowo

Nie byliśmy w tym roku na grobach z dziećmi. Cały weekend spędziliśmy w domu. Tylko ja w niedzielę wyskoczylam SAMA :-))))) do kina by zresetować umysł ("Bogowie" absolutna relwelacja, polecam). Tomek wychodził z zapalenia oskrzeli, Piotrek trochę pociągał nosem, trochę pokasływał i wykorzystaliśmy te dwa dni by doprowadzić Młodzież do stanu używalności. Weekend więc upłynął nam tak, a ja z radością dzisiaj poszłam do pracy :




piątek, 31 października 2014

dziecko i śmierć

Jak wytłumaczyć dziecku śmierć?
Do kwietnia tego roku to pojęcie stanowiło dla Piotrka kompletną abstrakcję. Potem zmarł mój wujek, którego dobrze znał, lubił i każdy wyjazd na wieś był wyjazdem "do wujka Michała", choć spędzaliśmy tam czas w większym gronie rodzinnym. Wieś = wujek Michał.
Na pogrzeb Piotrka nie wzięliśmy. To była niespodziewana śmierć, szok dla wszystkich i nie chciałam by oglądał bliskich pogrążonych w rozpaczy. Wytłumaczyliśmy mu co sie stało na miarę naszych możliwości delikatnie. Powoli dociera do niego, że wujek już nie wróci. Widzę, że to w nim tkwi. Ni stąd ni zowąd podczas zabawy zadaje nam pytania:
"Dlaczego wujek Wojtek nie ma już taty?"
"Dlaczego lekarze nie mogli pomóc wujkowi Michałowi?"
I trudniejsze
"Czy jeśli zachoruję to mi lekarze też nie pomogą? Czy wtedy umrę?"
"Mamo jak długo będziesz żyła?"
Mimo, że osobiście wieżę w reinkarnację boję się tego tematu. Wiem, że w jego główce powoli pojawia się świadomość, że rodzice nie będą żyć wiecznie, że się tego boi.
Chciałabym synku dożyć sędziwej starości i towarzyszyć Ci jak najdłużej.....

czwartek, 30 października 2014

makabreska w kościele

W zeszłą sobotę byliśmy na ślubie znajomych w kościele Arka Pana w Krakowie i od tego czasu ciągle mam przed oczami tę figurę Chrystusa. Rzeźbę, którą mnie przeraziła i zniesmaczyła.

poniedziałek, 20 października 2014

moje - twoje, czyli walka o własność w rodzeństwie - prośba o rady



Doszliśmy do etapu, gdy ustosunkować trzeba się do tematu własności i jej poszanowana w kontekście rodzeństwa. Przyznam, że trochę się miotamy i będę wdzięczna doświadczonym multi-mamom za podzielenie się swoimi doświadczeniami w tej kwestii.

sobota, 18 października 2014

Wioski Świata

W centrum Krakowa, praktycznie nierozreklamowany znajduje się Park Edukacji Globalnej "Wioski Świata" prowadzony przez Salezjański Wolontariat Misyjny "Młodzi Światu". Nazwa może trochę na wyrost, ale na pewno jest to miejsce warte odwiedzenia z dzieciakami.

piątek, 17 października 2014

urodziny, zgrzyty ze szwagrem i choroby

Impreza urodzinowa Tomka odbyła się w sobotę. Nic formalnego. Grill przygotowany przez teścia, spaghetti, sałatki i tort. Pogoda dopisała, więc spędziliśmy czas przed domem. Nie posiadamy jeszcze porządnych mebli ogrodowych, więc oprawa lekko prowizoryczna.

wtorek, 14 października 2014

Sto lat Tomusiu :-)



15 października o 8.30 minął rok odkąd jesteśmy we czwórkę.
Rok odkąd nasza rodzina jest kompletna. Odkąd w obu pokojach dziecięcych nocą słychać posapywanie ich lokatorów (no OK, w Tomkowym od przeprowadzki w Sylwestra ;-)
Piotruś wywrócił nasze życie do góry nogami, a Tomek wywołał kolejne trzęsienie ziemi. Pozytywne.
To był dla mnie pełen przeróżnych silnych emocji, od euforii i pełni szczęścia do kompletnego załamania. Rok bardzo intensywny. Było pięknie i potwornie ciężko.
Rok temu nie wiedziałam, jak to będzie. Byłam mamą trzylatka, której wyobrażenia na temat podwójnego macierzyństwa, teraz to widzę, miały się nijak do rzeczywistości. Bo jest zupełnie inaczej niż sądziłam. Pod pewnymi względami dużo łatwej niż przewidywałam, pod innymi ciężej, generalnie zupelnie inaczej i czas gdy byłam mamą tylko jednego chłopczyka wydaje mi się teraz bardzo odległy.
Po domu raczkuje Tomek, tak podobny do taty, tak różny od brata. Pogodny niebieskooki chłopczyk. Dokładny i skrupulatny. Sam wynajduje sobie różne zajęcia i obserwuje życie domowe, podąża za bratem i cieszy całym sobą na jego widok i z każdej oznaki zainteresowania z jego strony. To taki nasz domowy misio kochany. Kocham Cię Synku. Życzę Ci żebyś miał dobre życie, żebyś mądrze decydował i żebyś zawsze miał obok siebie bliskich.

















czwartek, 9 października 2014

wtorek, 7 października 2014

w górach jest wszystko, co kocham

Spędziliśmy absolutnie świetny, wspaniały, rewelacyjny weekend ze starszym synem na rajdzie rodzinnym PTTK w Beskidzie Wyspowym!!!!
Kocham góry, a w szczególności Beskidy i Bieszczady. Większość moich najlepszych wspomnień sprzed narodzin dzieci ma w tle górskie szlaki.

czwartek, 25 września 2014

"Czy mogę pogłaskać psa?" - Bezpieczne dziecko

Niedawno w bibliotece wpadła mi w ręce ciekawa moim zdaniem pozycja. "Czy mogę pogłaskać psa" autorstwa Elżbiety Zubrzyckiej. Jest to seria Bezpieczne dziecko - poznaj, zanim zaufasz, Gdańskie Wydawnictwa Pedagogiczne.

wtorek, 23 września 2014

idzie jesień drogi rozkopane, czyli jak nasza logistyka codzienna ledwo dycha

Jak co roku jesienią z impetem ruszają w Krakowie roboty drogowe. Jak co roku wkurza mnie to niemiłosiernie, bo naprawdę nie pojmuję dlaczego nie można zabrać się za remonty od razu na wiosnę, albo starać się większość prac przeprowadzić latem gdy nie ma studentów i aut na ulicach mniej. Zamiast tego prace ruszają w 2 połowie września, a w naszym klimacie wiadomo, że śnieg i mróz w październiku nie jest niczym dziwnym. Jak co roku wiele prac zostanie przerwanych w połowie ze względu na warunki atmosferyczne, a ulice pozostaną rozkopane lub prowizorycznie zalepione do wiosny, no w najlepszym razie coś będzie się próbować sztukować zimą - czytaj mijanki i objazdy akurat w tej i tak gorszej porze roku. Nasza logistyka codzienna właśnie mocno się z tego powodu pokomplikowała.

środa, 17 września 2014

podwójne rodzicielstwo i relacje braterskie - kolejny level


Nasze życie rodzinne nabrało nowej jakości, a to za sprawą mobilności Tomka, która przewróciła codzienność do góry nogami, a starszego brata postawiła w zupełnie nowej dla niego sytuacji.

sobota, 13 września 2014

młody inżynier w elektrociepłowni, schodki i twarda woda

Dzisiaj dzieciaki miały używanie. Tomek cieszył się kilkoma godzinami z tatą na wyłączność (tata to naczelny klaun rodzinny, dużo zabawniejszy od mamy), a ja z Piotrkiem wybraliśmy się na dzień otwarty w krakowskiej elektrociepłowni.

wtorek, 9 września 2014

sobota, 6 września 2014

mały GPS

Mam w życiu szczęście do facetów - łazików. Mój eks był geografem, mój mąż geodetą, a mój starszy syn ma talent do orientacji w terenie. Ja gubię się zawsze i wszędzie. Nie potrafię wyczuć kierunku, nie potrafię iść na azymut i mam zerową pamięć do twarzy, miejsc i szczegółów tras. Piotrek z kolei odziedziczył po tacie kompas w głowie. Po jednym przejechaniu jakieś trasy potrafi następnym razem bezbłędnie wskazać mi gdzie skręcić. Mało tego. Kilka razy zdarzyło się, ze jechałam na mojego wątpliwego "czuja" nieznanymi ulicami, a syn wiedząc gdzie zmierzamy wskazywał mi kierunek. Po prostu azymut. Mój mały GPS!

piątek, 5 września 2014

przytłacza mnie

Czasem przytłacza mnie świadomość, że nie mogę tak po prostu wyjść. Wczoraj mialam ochotę rzucić wszystko i jechać wieczorem gdziekolwiek. Nie pojechałam, bo Piotrek mial łzy w oczach i nie chciał zostać z tatą, chciał bym utulila go do snu.
U mnie emocje są na wierzchu. Tak mam. Trudno mi je ukrywać . Są dni gdy potrzebuję chwili samotności by się uspokoić, są dni gdy łzy same płyną z oczu, a ja muszę się trzymać do wieczora dla moich dzieci. Uśmiechać na siłę, normalnie rozmawiać. Czasem nie mam rano psychicznie siły na kolejny dzień. Chcialabym zwinać się w kłebek i tak leżeć. Jednak wstaję i robię to co zawsze przez kilkanaście godzin.
Trochę jakbym nie miała prawa do końca być sobą. Nie mogę. Dla nich muszę być skałą i opoką.

poniedziałek, 1 września 2014

7 rocznica

7 rocznica ślubu dzisiaj, kilkanaście dni temu 14 rocznica związku. 10 lat i 2 miesiące mieszkania razem, 3 miejsca zamieszkania, 2 dzieci. Takie statystyki.
Wiele wzlotów i upadków za nami, kilka poważniejszych kryzysów. Trzymamy się razem. Nadal lubię przypominać sobie jak się poznaliśmy, bo przydarzyło mi się to o czym piszą w "harlekinach". Zakochałam się od pierwszego wejrzenia, od początku wiedziałam, że to będzie mój przyszły mąż. Nie było podchodów, wszystko potoczyło się błyskawicznie. Spotkałam go na urodzinach koleżanki ze studiów i po prostu wiedziałam, choć nie rozmawialiśmy prawie w ogóle. Nieśmiała byłam. Potem grupowy wypad rowerowy za miast i wyjazd do Zakopanego. Drugiego dnia zostaliśmy parą. To był piękny dzień. Burza na Hali Gąsienicowej, przemoczone buty, błoto. Ehhh, piękne mam wspomnienia :-)
Dzisiaj są z nami dwa nasze klony. Kolejne spełnione marzenie. Jestem szczęściarą.
1 rocznica - nadal we dwoje, po przeprowadzce z kawalerki do większego wynajmowanego mieszkania, czekamy na pozwolenie na budowę
2 rocznica - ciągle we dwoje, budujemy dom
3 rocznica - dołączył do nas Piotruś, budujemy dom
4 rocznica - mieszkamy z Piotrusiem u mojej mamy, trwają gorączkowe przygotowania do przeprowadzki
5 rocznica - we troje mieszkamy w nowym domu
6 rocznica - czekamy na Tomisia
7 rocznica - jest na czworo
:-)

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Weekend

Weekend w wiekszosci przelezalam lub przesiedzialam na podlodze slaba jak kot. Czyms sie strulam. Nie mialam sily podniesc Tomka. W sobote pojechalismy w odwiedziny do tesciowej i tam doslownie padlam. Zasnelam na kilka godzin. M przez dwa dni prawie w100% zajmowal sie dziecmi. Dzis juz troche lepiej tylko spuchniete kolano szczypie. W sobote ortopeda, umowie tez jakis dalszy termin na NFZ, bo cos mi sie wydaje ze to dluzsza sprawa i nie damy rady na dluzsza mete udzwignac prywatnych wizyt.
Dzis pierwsze zabiegi Piotrka. Bylo OK. 10 min inhalacji, 10 min naswietlania i 10 min tlenoterapii. Ogladal bajki na laptopie tylko nudzil sie podczas naswietlan bo zapomnielismy okularow przeciwslonecznych i musial miec zamkniete oczy

piątek, 22 sierpnia 2014

kolejne atrakcje :-/

Po laryngologu. Piotrek ma zawalone zatoki. Trzeba je jak najszybciej udrożnić zanim zacznie się sezon infekcyjny bo będzie nieciekawie. Mamy skierowanie na 12 zabiegów inhalacji, tlenotrapii i naświetlania specjalną lampą. Zabiegi trzeba wykonywać w ciągu by to miało sens, najlepiej codziennie, najlepiej dwa razy dziennie. Jest to trochę nierealne logistycznie, bo to jest ok 45 minut jazdy samochodem łącznie z parkowaniem i dojściem (strefa i brak parkingu obok tego miejsca ergo wciskanie się gdzieś na chodniku - Kraków, Kraków, Kraków i jego uroki). Możemy jeździć albo na 7.30 albo na 18.30 (bo praca). Rano i tak się spóźnię troche do pracy bo choćbym stanęła na głowie nie zdążę odwieźć Piotrka do przedszkola czy domu i dojechać do biura na 9, po południu muszę sie pół godziny zwolnić by zdązyć na 17 do przedszkola (bo nie ma sensu by M odbierał go pół godziny wcześniej niż ja bym to zrobiła po to bym jechała po niego po domu, bliżej jest jechać prosto z przedszkola). Liczę na wyrozumialość pracodawcy.... Mąż rano nie ma za bardzo możliwości (pracuje od 7.30), po południu ustaliliśmy, że zajmie się Tomkiem gdy my pojedziemy na zabiegi (tak będzie lepiej bo Piotrek nie znosi inhalacji, trzeba go pilnować, przekonywać by siedział spokojnie z tym że domu inhalujemy się góra 10 minut, a tam trzeba będzie pół godziny. M nie ma w takich przypadkach tyle cierpliwości co ja - wypróbowane, przetestowane). Do tego jeszcze domowe inhalacje na zapalenie płuc rano i wieczorem.
W każdym razie najbliższe dwa tygodnie upłyną mi pod znakiem budzenia Piotrka przed 6 i poranków w biegu lub przekonywania go po przedszkolu, że jazda na zabieg to jest strasznie fajna sprawa.Tak ustawiłam telefonicznie te terminy zabiegów by były jak najbardziej w ciągu na miarę naszych możliwosci logistycznych bo to ważne by to zadziałały, jakoś damy radę.
Plan na najbliższy tydzień:
poniedziałek - inhalacje domowe, leki, praca, zwolnienie się, po Piotrka do domu (teściową ubłagałam by została z nim do środy), zabieg, powrót do domu, inhalacje, leki,  i na 21 na kolację służbową
wtorek - inhalacje, leki, od rana ważne rozmowy, usmiechanie się, zwiedzanie Krakowa, kolacja, powrót pewnie w nocy
środa - obudzić Potwora przed 6, szybko leki, inhalacje, zabieg, odstawić Piotra do domu i do pracy
czwartek i piątek będę korzystała z tego, że to ostatnie dni kiedy jeszcze nie pracuję więc na zabiegi pojedziemy i rano i wieczorem z tym że akurat w towarzystwie Tomka bo nie będzie już mojej mamy, a M wróci późno (mam nadzieję, ze Piotrek jakoś przywyknie, a Tomek pobawi się sam przez pół godziny gdzieś na podłodze), w międzyczasie podjechać do sądu złożyć wniosek  o odpis postanowienia bo już się uprawomocni
potem kolejny tydzień już praca na full
poniedzialek - praca, zabieg
wtorek - wstawanie przed 6, zabieg, do przedszkola, praca, zabieg
środa - wstawanko przed 6, praca
czwartek - odstawić Piotrka do przedszkola, Tomka do teściowej, przedszkole, potem zabeig, M po Tomka i w piątek tak samo

W międzyczasie pasowałoby wcisnąc jakoś ortopedę, bo znowu kolano mi spuchło, pewnie znów krwiak, najlepieje wtedy gdy M jest w domu bo tym razem boję się jechac z dziećmi. Nie wiem co mnie czeka tym razem. Ostatnio wielka strzykawka krwi. Tylko kiedy??????

kryzysy Tomisiowe + sypiące się zdrowie

Tomek przechodzi zdaje się skok rozwojowy. Nie śledzę zazwyczaj tych tabelek, ale tym razem zajrzałam i wiekowo by się zgadzało. Od trzech tygodni wieczorem mamy w domu cyrk. A my z Piotrkiem sypiemy się zdrowotnie i łapię z tego powodu doła.

wtorek, 19 sierpnia 2014

Park Jordana


Są dwa parki w Krakowie, które darzę szczególnym sentymentem odkąd jestem mamą - Park Jordana i Młynówka Królewska.

czwartek, 14 sierpnia 2014

Tomiś ma już 10 miesięcy

Tomasz skończył 10 miesięcy. DZIESIĘĆ! Dopiero się urodził, a za chwile będzie dmuchał swoją pierwszą świeczkę.