piątek, 17 stycznia 2014

czego nauczyło mnie podwójne macierzyństwo

Od kilku miesięcy uczę się być podwójną mamą niemowlaczka i przedszkolaka. Wiele się przez ten czas nauczyłam i dowiedziałam o sobie.Między innymi tego, że to co brałam kiedyś za zmęczenie wcale zmęczeniem nie było :-) Teraz jeśli mam pod opieką tylko jedno z dzieci to czuję się tak jakbym nie miała żadnego, nawet jeśli dzieckiem tym jest zbuntowany przedszkolak.
Doświadczyłam takiego szczęścia, radości i spełnienia jakiego nie doświadczałam jako mama jedynaka patrząc na Piotrka głaszczącego Tomka lub broniącego innym dzieciom dostępu do niego czy próbującego uczyć go chwytania grzechotki. Nie twierdzę, że posiadanie większej ilości dzieci niż jedno jest lepsze czy gorsze, ale na pewno jest to zupełnie inne i nowe doświadczenie. Przynajmniej dla mnie.
Dowiedziałam się, że jestem w stanie wykonać o wiele więcej czynności w o wiele krótszym czasie niż sądziłam do tej pory. Wszystko jest kwestią organizacji. Nauczyłam się większej elastyczności. Nie trzymam się sztywno rytuałów, bo jest to niemożliwe. Czasem Piotrek kąpany jest przed Tomkiem, czasem odwrotnie, czasem razem. Są dni kiedy wszystko idzie jak po maśle - Piotrek chętnie spędza ze mną czas gdy Tomek śpi lub zajmuje się sam sobą na macie lub leżaczku, dogadujemy się, kiedy Tomek potrzebuje mojej większej uwagi to Piotr towarzyszy mi i troskliwie się bratem opiekuje albo przynosi wtedy książki i czytamy albo bawi się sam, wieczorem mogę poświęcić mu trochę czasu bo Tomek drzemie lub czuwa spokojnie, a później powolutku wykąpać i nakarmić maluszka. Kocham takie dni. Ciesze się gdy mam trochę czasu wieczorem dla każdego osobno, jest to potrzebne i im i mnie.
Podwójne macierzyństwo ma też swoją mroczną trudną stroną Nigdy do tej pory nie czułam takiej frustracji, bezradności, nigdy nie byłam tak zdenerwowana jak bywam teraz. Obok dni dobrych zdarzają się trudne. Dni kiedy Piotrek dostaje kręćka, szarpie mnie za rękę gdy karmię Tomka lub wskakuje mi na głowę, wrzeszczy na cały dom "mamoooo bajkę", "mamo pobaw się", "mamo chce jeść" gdy jesteśmy sami i karmię lub próbuję wyciszyć i utulić maluszka. Nie znoszę takiego nawoływania po pięśćset razy. Ileż można tłumaczyć, że w tym momencie musi poczekać. Czasami sama nie wiem co robić, czy przerywać karmienie, odłożyć płaczącego Tomka na chwilę bo Piotruś faktycznie czeka już długo, czy próbować zachować spokój i dokończyć to co muszę zrobić w towarzystwie wkurzonego 3.5-latka. Nie wypracowałam jeszcze skutecznej metody jak to wszystko pogodzić. Bywam zła na Piotrka, że zachowuje się jak niemowlak, bywam też rozdrażniona gdy Tomek nie daje się choć na chwile odłożyć na matę kiedy ma gorszy dzień, a ja nie mogę nawet zbudować ze starszym głupiej wieży z klocków. Serce mi pęka kiedy jedno musi czekać, a akurat bardzo mnie potrzebuje, zżerają mnie wyrzuty sumienia
Wiem, że tak będzie już zawsze, że pojawią się konflikty między rodzeństwem. Wiem również, że z czasem zaczną mieć własne wspólne sprawy i mam nadzieję będą sobie bliscy. Jestem bardzo ciekawa naszej wspólnej przyszłości.


5 komentarzy:

  1. wyobrażam sobie, że nie jest lekko
    w końcu przyjdzie czas względnej kooperacji :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nic dodac, nic ujac ;) W kazdym razie podwojne macierzynstwo na pewno nie jest nudne ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pamiętam, jak pod koniec drugiej ciąży miałam wszystko poukładane w głowie "jak to teraz będzie", czyli choćby kąpiel o stałej porze, żeby potem był czas jeszcze dla Elizy, itd, itd... No, i to by było na tyle, jeśli chodzi o planowanie, układanie czegokolwiek... Lila jest hm, absorbująca ponad miarę, od samego początku. I właśnie to co piszesz- frustracja. Też mam wrażenie, że nigdy wcześniej nie czułam Jej tak dotkliwie, że czasem, aż boli... Ale podwójna fala mega uczuć macierzyńskich, która na mnie spływa, kiedy widzę jak Lila podchodzi, żeby dać Elizie buziaka przed jej wyjściem do szkoły- nie da się tego opisać słowami. To jest coś, co będę miała do końca życia przed oczami.
    Jedyne czego mi czasem brakuje to cierpliwości. Mając tylko Elizę jakoś mi jej nie brakowało. Za to teraz... Tak często się irytuję, za często... Potem zjadają mnie wyrzuty sumienia i zamiast spać, żeby móc stawić czoła rano nowym wyzwaniom, to leżę, myślę, żałuję...

    OdpowiedzUsuń
  4. Znam tą frustracje... zwłaszcza, że mój syn nie pozwalał (bywa że nadal nie pozwala) odkładać się wcale. Często nawet kiedy śpi muszę być przy nim i trzymać go na rękach bo inaczej wybudza się co chwilę.
    Nie da się tego wytlumaczyć starszemu dziecku. Mimo że Sonia starsza jest i teoretycznie rozumie, rzadko kiedy robi problemy, to wiem, że jest jej po prostu przykro...

    OdpowiedzUsuń
  5. jestem pełna podziwu, dla mnie matki 2 małych dzieci to mistrzynie ;)
    malutki jest słodki. pozdrawiam :* oliwek

    OdpowiedzUsuń