poniedziałek, 20 stycznia 2014

matka do chrzanu

Są wieczory takie jak dzisiaj kiedy czuję się jak najgorsza z gorszych. Mam dwóch wspaniałych synków, których krzywdzę każdego dnia. Krzywdzę, bo nie potrafię dać im tego co potrzebują, mojej uwagi, ciepła, cierpliwości. Krzywdzę zniecierpliwionym tonem głosu, czasem krzykiem, krzywdzę gdy płaczą a ja nie podchodzę dość szybko lub co gorsza nie okazuję zrozumienia. Los dał mi tak wiele, a ja nie potrafię tego docenić i co krok zawalam na całej linii, a potem leżę i łykam łzy. Czasem czuję, że ja po prostu nie nadaję się na matkę. Chciałabym by moje dzieci miały szczęśliwe dzieciństwo, ciepły dom, a zamiast tego jestem ja - nerwus i egoistka :-( W ich oczach, zwłaszcza w oczach Piotrka widzę żal i rozczarowanie. W tym momencie gdy o tym piszę coś mi się w środku skręca.
Ja po prostu nie daję rady. Wiem, że nie jestem jedyna, wiem, że inni mają gorzej, ale bezczelnie nie pociesza mnie to. Zawsze byłam i będę egoistką.
Dni są w porządku, rozwalają mnie poranki i wieczory. Bo to jest tak, że mój maż wychodzi do pracy miedzy 6.30 a 7.00, więc poranne czynności przy dzieciach spadają na mnie. Obecnie zazwyczaj wraca ok 16.00-17.00, ale od 19.00 do ok 22.00 znów jest unavailable i tak, na razie musi tak być bo mój zasiłek macierzyński jest śmiechu warty, a rachunki płacić trzeba.Za wyjątkiem weekendów, zresztą nie wszystkich rano i wieczorem muszę ogarniać wszystko sama i to mnie dobija. Czasem wszystko idzie świetnie, spokojnie, ale częściej działam jak robot albo się denerwuję albo panuje ogólny chaos, jedno lub oboje płaczą, Piotrek wariuje, a ja nie ogarniam. Tomek budzi się ok 5 rano, biorę go wtedy do sypialni i karmię i na chwilkę z nim przysypiam, za chwilę dzwoni budzik w komórce, szybko ją wyłączam i zaczynam odhaczać po kolei punkty planu. Przygotowuję mleko modyfikowane dla chłopców (tak Piotrek prawie 4-latek nadal rano pije Bebilon 4 z butli, wiem, że to źle, nie udało mi się odzwyczaić go od tego przed porodem, a teraz gdy widzi Tomka to już w ogóle nie ma mowy). Do tego kanapka dla Piotrka. Póki Tomek drzemie idę do Piotrka, włączam cicho muzykę i budzę go, nie jest zachwycony, ale wciskam mu do łapy butlę i w tym czasie ekspresowo myję zęby i  prowizorycznie układam włosy na lokówce by wyglądać jak człowiek. Wracam do Piotrka i ubieram go. Musze to zrobić kiedy jest jeszcze w takim półśnie zagadując go o to co mu się ostatnio śniło i takie tam. Inaczej albo zacznie się pokazówka pt. "ja chcę jeszcze spać" albo odwrotnie - zacznie biegać radośnie po całym domu bez skarpetek i zazwyczaj bez piżamy, wyrywać mi się. Nie muszę wspominać, że wszelkie rady typu pozwól dziecku ubierać się samodzielnie w jego tempie mogę o kant d... rozbić - biegałby na golasa i 2h, skończyłoby się to pewnie chorobą, nie mówiąc o tym, ze w życiu do przedszkola byśmy nie dotarli na czas. Ubieram go wiec szybko i zagaduję licząc na to, że akurat dzisiaj nie będzie wybrzydzał i zaakceptuje mój wybór ubrań. Potem zęby, lekarstwa, psikacz do nosa, czyszczenie nosa, czesanie i wysyłam go na dół informując, że jeśli ma ochotę to na stole jest kanapka. Zanim urodził się Tomek rano chwilę się bawiliśmy lub czytaliśmy. Po porodzie próbowałam tak robić jeszcze jakiś czas, ale po prostu nie dawałam rady - Tomek płakał, ja nieubrana, nieumyta biegałam w szale miedzy jednym a drugim w międzyczasie usiłując pojeździć autkiem. Postawiłam więc Piotrkowi sprawę jasno - rano bawi się sam. Wiem, że mu z tego powodu smutno no ale... może gdy zrobi się cieplej i nie będzie już rano tyle ubierania, tylko ja w maju wracam do pracy więc z kolei  sama będę więcej czasu potrzebować... W każdym razie niepedagogicznie włączam mu bajkę, sadzam przed TV z kanapką i biegnę do Tomka, przebieram go, ubieram siebie i schodzę na dół gdzie siadam z Piotrkiem przed TV i karmię Tomka. Zwykle w międzyczasie Piotrek wrzeszczy na cały dom bo potrzebuje coś tam lub mu się nudzi.Czasem uda mi się jedną ręką zjeść parę kęsów pozostawionego przez męża śniadania. Potem ubieranie - jeśli najpierw ubiorę Piotrka (wcześniej trzeba go przekonać, że już czas) to w czasie gdy ubieram Tomka on nudzi się na ganku i wariuje, jeżeli najpierw załaduję Tomka do fotelika to potem on płacze gdy Piotrka szykuję. I naprawdę nie przypominam cierpliwej mamusi gdy Piotrek tańczy zamiast ubierać buty, a jego młodszy brat wyje w tym czasie w foteliku.Czasem nocuje u nas moja mama, ale ona wstaje dopiero koło 8.00, wcześniej jest nieprzytomna. Codziennie się staram wyrobić i codziennie Piotrek przychodzi na śniadanie do przedszkola spóźniony.
Wieczory są jeszcze ciekawsze. Staram się tak pokierować drzemkami Tomka by był w dobrej formie w czasie kąpieli i wieczornego czytania Piotrka, ale nie zawsze się da. I wtedy jest chaos. Tomek ryczy w łazience na przewijaku, pasowałoby go już karmić i kłaść spać, potrzebuje się wyciszyć, a Piotrek jest głuchy na moje prośby by wyszedł z wanny. Wiem, że nie mogę go w tej wannie zostawić, bo usypianie Tomka trwa przeciętnie godzinę i jeśli przerwę by pomóc Piotrkowi się wytrzeć kiedy łaskawie już z wanny wyjdzie to będę się z nim bujać do północy.
Wiem, to nic nowego, wszystkie matki dójki i więcej tak mają, ja chyba jakaś nieodporna psychicznie jestem, że tak często dzień kończę w nerwach. Powiedziałam mężowi, ze raz w miesiącu muszę wyjść z domu wieczorem, a w przyszłości po prostu nie wracać po pracy i to on ma sobie to zorganizować jakoś. Wychodzę 30 stycznia. Oby nic nie stanęło na przeszkodzie, bo cieszę się jak murzyn blaszką.
I jeszcze jestem potwornie zmęczona dźwiganiem fotelika niemowlęcego, a dźwigam go ciągle. Dla przypomnienia - mieszkamy na górce, do garażu wolnostojącego trzeba zejść serpentyna i póki dzieci są małe jedynym sposobem opuszczenia domu jest samochód, ponieważ od przystanku autobusowego dzieli nas spory kawałek ruchliwą droga bez chodnika i praktycznie bez pobocza. Ręce mi już odpadają od noszenia tego coraz cięższego nieporęcznego fotelika. W dól jeszcze jako tako, ale kiedy wracamy do domu to gdy stanę u stóp schodów na ganek (a jest ich 14 plus 2 kroki do drzwi) jestem półżywa i resztką sił pokonuję te schody. Nie mogę się doczekać wiosny kiedy  można będzie Tomka inaczej ubierać. Wtedy fotelik będzie zawsze w samochodzie, a ja będę tylko dziecko znosiła na rękach. Poręczniej i łatwiej. Póki co jednak mamy śpiworek w foteliku i instaluję go w domu żeby nie zmarzł podczas znoszenia. No boję się o niego po tym zapaleniu płuc bardzo. No i teraz leje albo są przymrozki, droga do garażu jest śliska - wydaje mi się, że jest bezpieczniejszy w fotelik gdybym się poślizgnęła. Doszło też noszenie starszaka. jeśli zaśnie w samochodzie a męża nie ma w domu toi nie mogę już jak do tej pory czekać aż się łaskawie obudzi bo jest brat. Wyciągam go wiec i na rękach dźwigam pod górę. Czuję, że plecy zaczynają mi się powoli buntować. Do tego stopnia, że chociaż z parkingu do przedszkola mamy może dwie minuty drogi to ja wyciągam stelaż od wózka z bagażnika, rozkładam go i wpinam fotelik, a potem wypinam przed drzwiami bo szatnia jest zbyt mała by wjechać wózkiem. Po prostu nie daję już rady go dźwigać.
To sobie ponarzekałam.

23 komentarze:

  1. o której kapiesz dzieci, że mąż nie może w tym uczestniczyć??? kochana musisz wyluzować. mały w foteliku niech sobie chwilke popłacze... ja niepedagogicznie daje w tej sytuacji telefon bo mały chociaż na chwilkę się zainteresował i nie wył a ja w tym czasie ubieram starszą córkę. małego wystawiam na ganek żeby się nie darł że mu gorąco.a jesli chodzi o wieczory to organizuję kapiel i cały cyrk z usypianiem jak już mąż wróci z pracy i chociaż wiem że jest zmęczony to nie odpuszczam...musi mi pomóc i już. ja też z dwójka w domu miałam meksyk mąż jest kochany i nie robi nigdy problemów i przyznaję się bez bicia że jak wiem że wieczorem będe sama to kapię tylko córkę, mały towarzyszy nam w łazience później kładę się z nimi na łóżku córa zasypia.. ja ja przenoszę i później zajmuję się małym.... myję na sucho karmię i usypiam. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak pisałam mojego męża zwykle nie ma w domu między 19 a 22, więc nie mogę czekać na niego. Piotrek około 19 jest już zmęczony i o 19.30 zaczyna potykać się o własne nogi, jeśli w tym czasie się nie umyje to kończy się tym, że z wielkim marudzeniem zasypia nieumyty w ubraniu gdzieś na podłodze w pokoju. Tomek ma dopiero 3-miesiące, nie potrafi jeszcze chwytać zabawek więc zabawiać można go jedynie kładąc w zasięgu jego wzroku coś ciekawego. Sęk w tym, że on tez ma taki rytm, że w tym czasie robi się bardzo senny. Próbowałam karmić go przy Piotrku, ale on chce bym do snu mu czytała, więc muszę mieć jakieś światło - a Tomka to kompletnie rozbudza. Woli zasypiać w ciemności. Piotrek przed snem wierzga, wędruje po całym łóżku, gada - to też nie pomaga. Dlatego staram się robić to wtedy gdy mały jest jeszcze w dobrym nastroju i zadowoli się przysłuchiwaniem albo obserwowaniem, a potem spokojnie go kąpie koło 20.15. Nie zawsze jednak plan wypala. Mam nadzieję, że gdy będzie sam siedział i bawił się grzechotkami będzie łatwiej, no i możliwa będzie wspólna kąpiel chłopców.

      Usuń
    2. współczuje :( tak na pewno jak młodszy troszke podrośnie to będzie łatwiej.

      Usuń
  2. A może niech M. kąpie Tomka przed 19-ą? Albo Piotrka, zanim wyjdzie? Ja często wrzucam Radka do wanny wcześniej, a potem pozwalam się jeszcze bawić w pidżamie. A jak mam wszystkiego dosć, to wydłużam kąpiel - czasem siedzi i godzinę, tylko wody mu ciepłej dolewam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem tak robimy jesli Piotrka uda sie przekonac, ze to fajniejsze od jezdzenia autkami lub biegania.W sobote gdy M nie bylo a Tomek spal po prostu weszlam z nim do wanny i mial frajde. Z Tomkiem nie bardzo. On sobie zakodowal, ze po kapiel jest noc, jedzonko po ciemku i dluzsze spanie.Czyli godzina wyciszania, a wtedy trzeba sie zajac Piotrem wiec raczej staram sie by to starszy wczesniej wyladowal w lozku gdy jestem sama w domu.

      Usuń
  3. Nie jestem na Twoim miejscu, wiec nie wiem do konca jak to jest, ale czasem mam wrazenie, ze za duzo pozwalasz Piotrkowi - czesto powtarzasz "jesli Piotrka uda sie przekonac". Ty nie masz go przekonywac, on nie ma decydowac - to Ty decydujesz, a on powinien sie podporzadkowac. Jasne, czasem focha mozna strzelic, ale czterolatek potrafi sie ubrac sam i nie wyobrazam sobie, zeby Camilla miala w tym wieku latac po domu zamiast zakladac to co jej przygotowalam... No, ale kazda sytuacja i kazde dziecko jest inne. Frustracje rozumiem, sama za czesto dre sie na Cami i trace cierpliwosc bo musze trzy razy wszystko powtarzac zanim zrobi to o co prosze, a potem mam wyrzuty sumienia. U nas sajgon bywa wieczorami, jesli Cati nie pospi wystarczajaco w dzien i jest marudna wtedy, gdy ja chce poswiecic czas Camilli. Wczoraj tak wlasnie bylo i wykonczylo mnie to psychicznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak sobie rozmyslam - czy kanapka jest rano Piotrkowi potrzebna, jesli w przedszkolu je sniadanie? Moze daloby sie spedzic chwile ubierania razem - Ty bys Tomka ubierala, w tym czasie obok Ciebie Piotrek by sie ubieral - moglabys zawody urzadzac kto szybciej, albo wydawac polecenia typu : teraz majtki, start! I jednoczesnie Tomkowi pampersa zakladac itd. I nie mow, ze jestes do chrzanu bo to nie jest prawda!
    Btw - naprawde czterolatki w Polsce jeszcze mleko modyfikowane pija? Bardziej mnie to zszokowalo niz butelka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zacznę od końca:-)
      Nie, czterolatki zwykle piją zwykłe mleko krowie, ale ja jestem przeciwniczką, uważam, że jest ono dla ludzi niezdrowe i niepotrzebne, więc dopóki Piotrek jest przywiązany do butelki jako takiej to będzie w niej dostawał mleko modyfikowane dużo lepiej dostosowane do ludzkiego organizmu niż krowie. Krowiego w czystej postaci nie dostaje i nie będzie dostawał, nie jada zup mlecznych etc. Jada dużo nabiału za to.
      Z Piotrkiem to jest tak, że większość osób, którzy znają go tylko z opisów odbiera go tak jak Ty i nie dziwię się. Ci, którzy poznali go i nas osobiście trochę zmieniają zdanie. My naprawdę nie pozwalamy mu na wszystko ani nie pozwalamy mu rządzić. Obserwowało go dwóch psychologów, a teraz dodatkowo psycholog i pedagog w przedszklu. Są dzieci, które łagodnie przechodzą przez fazy równowagi nierównowagi, wręcz niezauważalnie, a inne bardzo ostro - Piotrek taki własnie jest. Kilka miesięcy super, a potem kilka miesięcy walki, obecnie od listopada. Ludzie się dziwili, ze wszędzie brałam wózek parassolkę na dłuższe wyjścia kiedy przechodził bunt dwulatka, a on po prostu przeszedł go ostro, taki jest i nie ma w tym niczyjej iny ani zaniedbania.On w kólko testuje, negocjuje, sprawdza. W jego przypadku spradzają się drastyczne metody typu :"nie chcesz wyjść? nie ma sprawy, to na razie do zobaczenia wieczorem a teraz zostań sam w domu" i wyjście z domu. Tylko, że trudno je w tym momencie stosować gdy mam jeszcze niemowlę, które nie bedzie czekało cierpliwie w foteliku, aż brat się przekona. Piotrek nie umie jeszcze do końca sam sie ubrać. Nie radzo sobie z koszulkami z długim rękawem i guzikami mimo wielu prób nauczenia go. Pewnie, że mogę go zostawić samego, tylko, że potem będe musała przerywać karmienie Tomka, odkładac go by mu pomóc. Wolę na razie mu pomagać wcześniej aż Tomek nie zacznie sam siedzieć i jeść na śniadanie np. kaszke, by dać mu w tym czasie zabawkę i tyle. To, że nie zawsze chce załozyć mój zestaw ubrań to moim zdaniem normalne. Ma prawo mieć swoje gusta i ulegam, jeśli woli coś innego o ile jest dostosowane do pogody. ma prawo mieć swoje zdanie, nie jest lalką do ubierania.
      Kanapka nie jest mu kompletnie potrzebna, on zwykle ugryzie dwa kęsy a ja dojadam, jeśli jednak jej nie ma to chodzi i nudzi i nudzi - dla świętego sposobu mu przygotowuję by w miarę spokojnie przebrac Tomka i nakarmić.
      Treraz się wszystko nawarstwiło. Okres nierównowagi, pojawienie się brata i problemy z migdałami - badanie w szpitalu wykazało, że jest poważnie niedotleniony. Jeszcze tej zimy czeka nas zabieg. Niedotlenienie przyczynia się do drażliwości i nerwowości.
      Musze trochę brać na to wszystko poprawkę. jego życie w ciągu ostatnich kilku miesięcy wywróciło się do góry nogami - poszedl do przedszkola , a zaraz potem pojawił się brat. Ledwo się z tym oswoił to mama zostawiła go chorego w domu na tydzień, a sama pojechała z bratem do szpitala. Wiem, że to ciągle w nim tkwi. Kiedy jade gdzieś sama z Tomkiem a on zostaje w domu jest mocno zaniepokojony i ciągle o mnie pyta. A że do tego z natury lubi stawiać na swoim to robi się mieszanka wybuchowa.

      Usuń
    2. Mleko modyfikowane to tez krowie ;) Camilla przez pewien czas, gdy krowie zle na nia dzialalo, pila napoj owsiany z dodanym wapniem.

      Pewnie, ze z opisow nie da sie calosciowo dziecka wyobrazic, dlatego wczesniej napisalam, ze nie wiem jak to do konca u Was jest. Mnie jest jednak w tych aspektach latwiej, bo Camilla juz sama sie ubiera, sama myje, dodatkowo do szkoly sama chodzi i poranki to w ogole istna sielanka dla nas dwoch bo Cati budzi sie dopiero jak Cami juz do szkoly wyjdzie, a i ja nie musze sie do wyjscia przygotowywac. Wiec towarzysze Cami przy sniadaniu, myciu, ubieraniu w szlafroku i z kubkiem kawy w dloni, fajna jest ta nasza godzina kazdego poranka.
      Z ciekawosci i dla przypomnienia przeczytalam sobie na swoim blogu wpis podsumowujacy czteroletnia Cami - umiala sie sama ubrac, ale przechodzila okres lenistwa i chciala by jej w tym pomagac, co robilam, zeby godzinami to nie trwalo. No, ale mialam wtedy tylko ja, wiec byl luzik ;)

      Bedziecie cos z tymi migdalami robic? Kiedy? Niedotlenienie to chyba dosc powazna sprawa?

      Usuń
    3. Krowie ale nie czyste :-)
      Tak zdecydowalismy sie na operacje w prywatnym szpitalu. 1 lutego mamy wizyte u laryngologa, ktory bedzie ja robil, ustalimy termin i dowiem sie jakie jeszcze badania zrobic. Mam nadzieje, ze uda sie na przelomie lutego i marca o ile Piotrek bedzie zdrowy. W panstwowym szpitalu zakwalfikowali go na operacje za ponad rok , nie chce tyle czekac :-/

      Usuń
  5. Jesteś po prostu wymęczona i stąd te nerwy zwłaszcza pod koniec dnia.
    Wiem, że musisz sama wypracowac jakiś model funkcjonowania w tym wszystkim i jeszcze kilka miesięcy i będzie dużo lepiej :)

    A czy nie mogłabys Tomka wozić w wózku do auta? Czy to jeszcze gorszy pomysł?
    Nie wyobrazam sobie targania fotelika i wielkiego dziecka i tak dzień w dzień, ja znoszę i wnoszę Zuzkę na 3 piętro 2 razy dziennie, do tego żłobek i ręce mi odpadają, plecy bolą... Zuzka wazy ponad 13 kg ale też sama siedzi na biodrze więc mam trochę łatwiej niż Ty, nosząc niewygodny fotelik obijający się o nogi.

    Wiem też, że jak człowiek ma więcej energii to i cierpliwości, ja wcale nie odbieram Piotrka jako rozpuszczonego, bo zachowuje się jak zwyczajne dziecko. Moja wprawdzie rzadko ma takie jazdy ale ostatnio się zdarzało, po jednym dniu byłam wykończona, niesprzespane noce, wrzaski i histerie o byle co... a do tego niemowlę?
    Ja to bym chyba w psychiatryku wylądowała, naprawdę.

    I tak dajesz sobie nieźle radę, sama i sama ze wszystkim. :)

    Pozdrawiam, rzadko z braku czasu ale podczytuję ;)
    Kararelka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-) nie da sie zjechac wozkiem do garazu. jest stroma, waska i kamienista sciezka. wozek jest zawsze zlozony w aucie

      Usuń
  6. Ja zawożę Anię po śniadaniu do przedszkola bo bym nie dała rady inaczej. I wiesz - może Cię to pocieszy, ja też tak ganiam i choć Tomek niby większy to roboty z nimi mam tyle, że o 9 rano jestem tak wkurzona, że para mi idzie uszami. Bija się, kłócą, teraz chorują, wszystko im nie pasuje, wszystko jest nie tak. A ja próbuję w tym wszystkim jakoś w międzyczasie pracować - jakoś idzie. Nie wiem jak, nie wiem kiedy ale wyrabiam choć raczej zrezygnowałam z odpowiedniej dawki snu - tym bardziej, że dzieci zaczęły źle sypiać i nie tolerują taty w nocy ostatnio :/

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochana byle przetrwać te straszne początki. Ja mam jedno, a wyjście z nim gdziekolwiek to pół godziny ubierania.
    Szkoda, że Piotrka do przedszkola nie może odwieść twój mąż :/

    OdpowiedzUsuń
  8. Jesteś zmęczona i nic w tym dziwnego bo dopiero co urodziłaś dziecko, a to nie takie hop-siup. Organizm musi dojść do siebie, hormony muszą dojść do siebie, a i życie całej rodziny musi się przeorganizować uwzgledniając nowego członka rodziny.
    Czytając Twój opis dnia mam wrazenie (nie obraź się, proszę), że w dużym stopniu sama utrudniasz sobie życie narzucając sobie że coś musi być zrobione. Świat się nie zawali jak dzieci zjedzą później niż zwykle, ani jak Piotrek spóźni się do przedszkola bo za długo się ubierał itd.
    A poza tym nie traktuj Piotrka jak dzidziusia bo jemu robisz tym źle, a sobie dokładasz pracy. Jasne że szybciej jest urać dziecko jak lalke założyć pieluszkę i jeszcze nakarmić łyżeczką, ale chyba nie w tym rzecz (swoją drogą mój mąż też ma takie podejście...).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniele :-) Piotrek chce jesc sniadania w przedszkolu, smakuja mu i jest niepocieszony jesli go to ominie. Panie prosza by dzieci przyprowadzac do 8.15 bo wtedy zaczyna sie mycie rak etc lub po sniadaniu o 9 nie w trakcie b
      o to wszystkim dezorganizuje zycie . Potem sa zajecia programowe typu angielski gimnastyka i podobnie poza sytuacjami wyjatkowymi prosza by nie przyprowadzac w trakcie. Ja to popieram i akceptuje. Nie karmie piotrka w temacie pieluchy nocnej sie wypowiedzialam a co do ubieraniaodpowiedziakam Kiki :-)

      Usuń
    2. Wiesz, co? Jak tak czytam to co piszesz o Piotrku to się wcale nie dziwię że Cię w kółko testuje:) bo Ty mu na to pozwalasz, ba! nagradzasz. Gdyby moje 4 letnie dziecko (to naprawdę DUŻY chłopak!) nie chciało się samodzielnie ubierać to nie robiłabym wszystkiego żeby tylko zdążyło na śniadanko ale dała jasny komunikat "musimy szybko wyjść z domu jeśli chcesz zdązyć w przedszkolu na śniadanie". Przeprosiłabym panie przedszkolanki jeśli przez tydzień faktycznie byśmy się spóźniały i uprzedziła w czym tkwi problem.
      On się kiedyś musi nauczyć że jeśli wydziwia i robi problemy to ON na tym traci a nie TY. Oczywiście mówię o sytuacji w której dziecko fizycznie jest w stanie się lepiej lub gorzej ubrać (no ale w przypadku 4 latka to już raczej standard).

      Usuń
    3. Zrób coś z tym póki jesteś w domu i masz czas na takie "przepychanki", bo za chwilę będziesz miała 6 latka który przed kazdym wyjściem do szkoły będzie Ci robił takie akcje... a im będzie starszy tym trudniej Ci będzie się z nim szarpać. I trudniej naprostować to, na co teraz mu pozwalasz.

      Usuń
    4. Drogi Aniele :-) jak sama słusznie zauważyłaś nie raz dzieci są różne :-) Twoja córka może mieć kompletnie różną konstrukcję psychiczną niż mój syn. Mój syn w wieku 3 lat i 8 miesięcy nie radzi sobie z guzikami i nie robię z tego problemu, bawimy się w ubieranie miśków, ćwiczymy małą motorykę i wiem, że jest kwestią kilku miesięcy że się tego nauczy. Syn sąsiadów ma 5 lat i kiedy chce skorzystać z toalety woła rodziców by mu zapalili światło i pomogli, Piotrek od ponad pół roku nie potrzebuje żadnej pomocy w tych sprawach. Pije mleko z butelki bo się do niej przywiązał, ale poza tym samodzielnie przygotowuje sobie kanapki, posługuje się nożem (za wyjątkiem kanapki na śniadanie a to z tego powodu, że wolę jednak na wszelki wypadek być przy nim wtedy, a rano nie zawsze mogę, kiedy wieczorem karmię Tomka w kuchni a Piotrek jest głodny to bardzo często sam przygotowuje prostą kolację dla siebie i dla nas i jest z tego dumny). Dzieci w różnym tempie zdobywają różne umiejętności.
      Tak jak napisałam Kiiki bynajmniej mu na wszystko nie pozwalamy. W tym poście piszę o MOIM zmęczeniu i frustracji. O tym jedynie. Nie o tym jak wychowuje Piotrka, który nie wodzi nas bynajmniej za nos.Za każdym razem gdy Piotrek zachowuje się niewłaściwie dostaje adekwatną karę. Poza tym metody, które mogą działać na Twoją córkę na mojego syna nie działają w ogóle i vice versa. Jeśli ma dzień świra to powiedzenie mu że nie zdąży na śniadanie naprawdę go nie ruszy. Ruszy go gdy się ubiorę z Tomkiem, pomacham mu i wyjdę. I często tak robię, ale sama dobrze wiesz, że kiedy niemowlak płacze Ci w foteliku myślisz głownie o tym by zainstalować go w samochodzie i ruszyć jak najszybciej (pamiętasz jak chciałaś wyjść z domu z Sonią bez buta? ;-)
      Dziewczynki inaczej dojrzewają niż chłopcy poza tym, weź pod uwagę, że Sonia w wieku Piotrka nie miała malutkiego rodzeństwa, a przypomnę Ci, że też przeszłaś z nią trudny okres w pierwszych miesiącach życia Aleksandra. W inny sposób się zazdrość i frustracja u niej objawiła niż u Piotrka (on nie zawsze okazuje Tomkowi z własnej inicjatywy miłość ale jak do tej pory nigdy nie wyraził się o nim źle, nigdy nie okazał mu niechęci czynem ani słowem, nigdy nie okazał zniecierpliwienia tym, ze Tomek z nami jedzie etc). Pamiętam, że było Ci ciężko. A była starsza i więcej rozumiała i nie poszła miesiąc wcześniej do przedszkola.
      "Zrób coś z tym póki jesteś w domu i masz czas na takie "przepychanki", bo za chwilę będziesz miała 6 latka który przed kazdym wyjściem do szkoły będzie Ci robił takie akcje.." - dobrze wiesz, że takie słowa można napisać każdej matce, zawsze się znajdzie powód, Tobie może to wydawać się szokujące, dla mnie to jak rozpieszczasz swojego syna. Ty masz wytłumaczenie, że jest on "high-need baby", ja konsultacje trzech psychologów dziecięcych, którzy twierdzą, że nic co Piotr robi nie jest nieprawidłowe w jego wieku, mam od nich rady i wskazówki i wcielam je w życie - nie zawsze konsekwentnie i owszem czasem odpuszczam głownie w sytuacjach gdy muszę jednocześnie szybko zaradzić jakieś pilnej potrzebie Tomka i liczy się czas- takie życie,

      Usuń
    5. Oczywiście to jak będziesz postępować ze swoimi dziećmi jest Twoją sprawą, Ty znasz je najlepiej i Ty wiesz co na nie działa lub nie. Nie chciałam Ci niczego narzucać, ale jeśli piszesz o swoich frustracjach, mnie w naturalny sposób nasuwają się (dla mnie oczywiste) ich rozwiązania. Mogą one Tobie pasować lub nie. Nie musisz z nich korzystać.
      Według tego co piszesz o Piotrku (wiem tyle co z wpisów więc może się mylę) to często ze zmęczenia czy znużenia przepychankami z nim, zamianst uczyć go pożądanych zachowań, ulegasz i po prostu starasz się jakoś "przetrwać", a taka technika jest zwykle dobra na krótką metę i tylko to chciałam Ci uświadomić pisząc to "zrób coś z..."
      Karania dzieci nie uznaję, ale uważam że dobrze jeśli widzą konsekwencje swoich zachowań. No ale tu też pewnie się różnimy.

      Oczywiście że to jest rewolucja dla kazdego dziecka i każdego rodzica :) Nie dziwię się wcale że jest Ci cięzko (dziwiałabym się gdyby było inaczej) i oczywiście, że sama przeszłam też baaardzo trudny okres z Sonią kiedy pojawił się jej brat i tez popełniam i popełniam wieeeeele błędów czego absolutnie się nie wypieram.

      Czasami po prostu będąc w danej sytuacji nie widzi się pewnych rzeczy, u własnych dzieci też się wiele nie widzi. Dlatego napisałam Ci to, co ja widzę z boku. Możesz się z tym zgadzać lub nie i skorzystać z tego lub nie.

      Nie wiem co chcesz udowodnić pisząc o moim rocznym (!) synku, którego problemy zdrowotne są Ci znane. Więc jeśli chcesz żebym następnym razem nie pisała swojego zdania/przytakiwała Ci albo nie pisała wcale, to po prostu mi to powiedz.

      Usuń
    6. Alez bynajmniej:-) Chodzi mi tylko o to ze zwykle cos w zachowaniu naszycz dzieci bywa bulwersujace dla innych. Ja Piotrkowi tez troche poblazam bo wiem ze przez przytkane uszy i niedotlenienie moze czuc sie gorzej i byc drazliwy,mam nadzieje ze juz niedlugo.

      Usuń
  9. Nie będę Cię pocieszać, bo sama pisałaś, że wiesz, że inne matki też tak mają. Powiem Ci tylko, że cholernie Ci zazdroszczę... Chciałabym mieć drugie dziecko, nawet za cenę takich scen, jakie opisałaś [a ja też nie mam najsilniejszych nerwów :p ]
    Pozdrawiam cieplutko :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Eh, nie zazdroszczę. I pewnie Cię to nie pocieszy, ale u mnie mimo większej różnicy wieku i tego, że Młodsza też jest starsza od Twojego Młodszego, to też się czasami dantejskie sceny dzieją wieczorami. Rano jeszcze jako tako, chociaż ja Starsza próbuje dyskutować, jak to ja mam fajnie, że "siedzę w domu z Lilką", to miałabym ochotę Ją tak zostawić z tą Lilką na cały dzień. A potem pukam się w głowę, bo to przecież dopiero 7latka, ma prawo myśleć, że mamie w domu jest tylko fajnie...
    Za to wieczory, kiedy każdy jest już zmęczony, ja marzę o chwili spokoju, a One dopiero zaczynają popis możliwości... Elizy uspokoić nie można bo ma dziwny przypływ energii pod wieczór, Lila myśli, że Eliza Ją goni i cały czas ucieka-trzeba Jej wtedy pilnować jak oka w głowie, bo biegnie na oślep i nieszczęście murowane... Potem kąpiel i ryk jednej i drugiej, że już koniec... Czasami odliczam dosłownie sekundy do zapadnięcia absolutnej ciszy, i nawet już potem nie mam ochoty z mężem gadać, bo może tylko i wyłącznie o świętym spokoju...
    Trzymaj się.
    Mi czasami świadomość, że nie ja jedna mam marną cierpliwość, pomaga... Tyle, że z drugiej strony, co to za pomoc, jak i tak, to ja muszę się potem od nowa co wieczór użerać z Nimi )

    OdpowiedzUsuń