wtorek, 28 stycznia 2014

Nessie szafiarką dziecięcą ;-)

Z przymrużeniem oka rzecz jasna ;-) Skoro pozostajemy w tematyce stylizacyjnej ;-)
Generalnie nie interesuję się modą, nie śledzę trendów, nie przeglądam magazynów jej poświęconych ani nie czytam blogów. Zakupy ubraniowe dla mnie mnie męczą potwornie i robię je gdy muszę, sama szybko i sprawnie. Mam głęboko w uchu czy dany fason lub kolor jest modny czy nie, zresztą zazwyczaj nawet nie wiem czy jest, ważne jest dla mnie czy  ciuch mi się podoba i czy relacja cena/jakość/okazje, na które dane ubranie będzie wkładane jest korzystna. Podobnie nie interesują mnie blogi o modzie dziecięcej. Chyba jedynym moim nabytkiem gdzie patrzyłam na markę są moje buty górskie, które mam nadzieję posłużą mi minimum 10 lat. Poza tym temat ten mi wisi i powiewa, zresztą wszystkie metki odcinam i wypruwam natychmiast, ponieważ zarówno mnie jak i Piotrka drapią i przeszkadzają. Efektem ubocznym jest, że kiedy segregowałam ubrania po Piotrku dla brata i układałam je rozmiarami robiłam to na oko chyba ,że rozmiar był wydrukowany.Jednym słowem w dziedzinie mody i trendów jestem totalną ignorantką.
Jakiś czas temu przeczytałam TEN wpis u Kiddie (BTW, jest to jeden z moich ulubionych blogów o tematyce dziecięcej) i postanowiłam zaszaleć i jak rasowa blogerka opisać czym kieruję się kompletując garderobę dzieci (znaczy się Piotrka, bo Tomek 90% ubrań odziedziczył po bracie i na razie nie narzeka - oby jak najdłużej) ;-)
Czasy są jakie są i ubierając Piotrka staram się by ubrany był ładnie, schludnie i JAK NAJTANIEJ. Forsą nie śmierdzimy i wolę ją wydać na ciekawą książkę lub zabawkę lub wyjazd z dziećmi niż szmatki. Zaopatruję go w komisach dziecięcych - wolę je niż typowe ciucharnie, gdzie ubrania są przemieszane rozmiarami lub leżą w koszach i zazwyczaj w powietrzu wisi charakterystyczny zapaszek, od którego mnie mdli. W komisach, które odwiedzam wiszą ładnie na wieszakach posegregowane według płci i rozmiaru. Ciucholandy to domena mojej mamy, która lubi w nich buszować i często wynajduje perełki. Lubię ubrania dla dzieci z Lidla - w większości są ładne i dobrej jakości oraz w przystępnej cenie. Faktycznie jak wspomniała jedna z osób komentujących u Kiddie istnieje ryzyko, że w przedszkolu połowa dzieci wystąpi w T-shirtach z Lidla. Minimalizuję je kupując na wyrost. Tym sposobem Piotrek zwykle ma ubrania z poprzedniego sezonu a nie te, które aktualnie są w sklepie i odróżnia się od reszty ;-). Szperam i wyszukuję używane ciuszki na Allegro. W sieciówkach kupuję w 95% tylko w czasie wyprzedaży i tylko gdy ceny są naprawdę korzystne. Tam zaopatruję się w kurtki i ubrania takie porządniejsze - spodnie, swetry, grubsze bluzy. Lubię 5-10-15, problem w tym, że mają mało sklepów stacjonarnych, a wybór w nich jest dużo mniejszy niż w sklepie internetowym. W necie jednak boję się ubranka tej firmy kupować na wyprzedażach, ponieważ mają bardzo nierówną rozmiarówkę. Odnoszę wręcz wrażenie, że metki wszywają losowo. Miałam spodnie dresowe tej marki tego samego modelu różniące się kolorem gdzie 98 były krótsze od 92. Poruszałam ten problem na ich fanpage'u, ale zostałam zignorowana. Sensowne są ubrania z Tesco i Reala. Staram się nie kupować za dużo. Mam w domu plik, w którym wpisuję co kupiłam na wyrost i tym sposobem wiem czego nam brakuje.
Teraz o gustach. Dla mnie bardzo duże znaczenie ma kolor. Nie lubię pasteli ani barw ziemi ani kolorów typu zgniła zieleń. Nie cierpię ubrań szaroburych. Takie kolory ewentualnie toleruję na spodniach, bo ciężko o ładne, kolorowe spodnie chłopięce. Lubię kolory żywe, nasycone (nie mylić z fluorescencyjnymi) i kontrastowe, ciekawsze zestawienia zestawienia - nie mylić z bezmyślną pstrokacizną. Piotr jest ciemnym blondynem o jasnej cerze i ciemnych oczach. Ładnie mu w nasyconej czerwieni, żółtym i czarnym. W czarnych koszulkach i bluzach moim skromnym zdaniem prezentuje się obłędnie przystojnie. Biały niezbyt mu służy. Lubię ciekawsze, niestandardowe połączenia. Zawsze poluję na kolorowe spodnie. Piotr ma np. jedne w kolorze cytrynowym, które świetnie komponują się z czarnymi górami. Podobnie walczę z wszechobecną szarością, khaki etc w chłopięcych krótkich spodenkach. Trochę takich też mamy, ale zestawiam je z fajnymi żywymi koszulkami, najszczęśliwsza jestem jednak gdy uda mi się znaleźć ładne kolorowe szorty. Moim zdaniem dzieciństwo to czas na to by dziecko wyglądało wesoło. Na szaro-bure ubrania i dress cody jeszcze przyjdzie czas.
Nie przepadam za dużymi nadrukami na koszulkach, takimi, że pół koszulki jest sztywne. Zwracam uwagę na to, by spodnie miały regulację w pasie lub były na gumce i by sznurki w portkach dresowych faktycznie działały, a nie zwisały pro forma. Piotrek jest szczupły, więc zwykle spodnie muszę mocno zwężać i dresy ze sznurkami dla ozdoby nie zdają u nas egzaminu - po prostu spadają mu z tyłka. Lubię gdy górna część garderoby jest dłuższa - za pupę. Nie przepadam za bluzami z kapturami. Jedna czy dwie jako okrycie wierzchnie na spacer wiosną czy jesienią OK, ale irytuje mnie mania doszywania kaptura do 80% bluz chłopięcych. Po co? Mamy w szafie kilka kupionych rok temu okazyjnie na wyprzedażach i choć nadawałyby się teraz zimą do chodzenia po domu czy w przedszkolu to wiszą nieużywane. Piotrek konsekwentnie odmawia ich zakładania. Zakodował sobie chyba, że jeśli ubranie jest z kapturem i na dodatek z zamkiem błyskawicznym tzn. że jest to coś w stylu kurtki czyli na zewnątrz i nijak nie mogę go do nich przekonać. Myślę, że przydadzą się dopiero wiosna zamiast kurtki.
W garderobie Piotrka najwięcej jest miękkich sztruksów i spodni materiałowych. Wygodniej mu w nich niż w jeansach, choć te też mamy - zwłaszcza lubię te z Lidla. Z gór najwięcej T-shirtów i koszulek z długim rękawem oraz koszul. Jeśli swetry to cienkie. Piotrek jest zimnolubny i odmawia noszenia we wnętrzach ciepłych swetrów, najrozsądniej więc ubierać go w chłodniejsze miesiące w koszulki z długim rękawem, a na wyjścia pod kurtkę zakładać jeszcze cienki polarek. Taką opcję Piotr akceptuje. Akceptuje jeszcze flanelowe cieplejsze koszule Od 2 lat nie ubrał spodni ogrodniczek. Owszem, chłopcy fajnie w nich wyglądają. Zrezygnowałam z nich jednak gdy zaczął wierzgać przy zmianie pieluchy. Później jej zmiana możliwa była wyłącznie na stojąco i jak najszybciej, więc szelki niepotrzebnie przedłużały sprawę, obecnie zaś Piotrek nie pozwala nikomu towarzyszyć sobie w toalecie, więc portki musi mieć tak samoobsługowe jak się da. Na razie jeszcze nie radzi sobie z guzikami. Na lato kupuję mu w większości spodenki do kolan lub nawet odrobinę dłuższe - chronią kolana podczas zabaw na ziemi.Mamy sporo ubrań w paski, wręcz za dużo. Lubię paski, ale  to chyba zbyt popularny motyw chłopięcy, dlatego obecnie gdy coś mam mu kupić to rozglądam się za czymś bez nich dla odmiany.
I ja i syn nie znosimy nakryć głowy i szalików. Traktujemy je jak zło konieczne i zakładam je Piotrkowi tylko gdy jest zimno lub upał. Jeśli tylko się da lata z goła głową. Latem preferuję kapelusiki. Czapki basebalowe są mim zdaniem w upały  kompletnie niepraktyczne - chronią tylko oczy, uszy i kark wystawione są na promienie słneczne (te z ochronką na karku a'la tropik nie pasują mi estetycznie).
Aha - w naszym domu praktycznie nie istnieją kapcie. Piotrek kapcie nosi w przedszkolu, w gościach lub np. gdy jeździliśmy na smykowe granie i dzieci biegały po dywanie. W domu chodzi zwykle  skarpetkach lub boso.

Jeśli chodzi o ciuszki niemowlęce to podobnie - unikam pasteli, szukam bardziej kolorowych i ciekawych. Unikam pajaców ze zbyt duża ilością napów w korku oraz bodziaków na zakładkę, które rozciągają się do połowy pleców - wolę zapinane z boku na napy.T Unikam pajaców zapinanych inaczej niż tradycyjnie w kroku. Te z zatrzaskami po boku albo dowoma rzędzami zatrzasków  uważam za pomyłkę - trzeba dziecko w nocy praktycznie rozebrać z pajaca by zmienić pieluchę. Aktualnie najbardziej pasuje mi kombinacja body z długim rękawem i półśpioszki, a jeśli jest zimniej to na to dodatkowo jeszcze koszulka i miękkie spodenki dresowe.Body tradycyjnie wkładane przez glowę, wkurzają mnie jakieś kopertowe zapięcia. Miałam kilka takich przy Piotrku i więcej czasu zajmowało mi ich pozapinanie niż założenie przez głowę.omek ma inny typ urody niż brat. Wygląda na to, ze będzie brunetem i ciemnych włosach, być może kręconych,  czas pokaże w czym będzie mu ładnie i jak ubranka po bracie będą się na nim prezentowały.



12 komentarzy:

  1. Świat się kończy - Nessie pisze o ciuchach :D
    A tak poważnie - ja jakbym miała kasę, to przyznaję, że pewno byłabym ciuchową wariatką i kupowałabym modne handamde pokazywane na wielu blogach. A że nie mam, to u mnie rządzą lumpki, allegro i inne miejsca gdzie za grosze można kupić używane ciuszki w dobrym stanie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kopertowe zapięcia są fajne przy noworodku. Uratowały mnie nieraz... Ale potem to już zbędne dobro. Natomiast baaaardzo denerwują mnie te body z zakładkami na ramionach, z których robi się dekolt do pasa. Brr...

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba mamy podobne podejście w tym temacie :) Z tym, że ja w SH nie umiem kupować, nigdy nic nie znajduję, a babki które szperały koło mnie, wychodzą z co najmniej paroma fajnymi rzeczami...
    Ja z kolei od czasu do czasu wpadam zazwyczaj przypadkiem na blogi modowe (dziecięce) i jak zapamiętam nazwę, to zdarza mi się wrócić. Podobają mi się stylizacje maluchów, niektóre ubranka, bo mam raczej specyficzny gust, ale zawsze zastanawiam się, czy te dzieci chodzą tak ubrane cały dzień :) U mnie by to nie przeszło. Pomijając wygodę dzieci, mi też jest po prostu łatwiej kiedy mam zdjąć tylko body i rajstopki, albo spodenki, a nie całą masę ciuchów, pasków, itd. itd.
    U nas niestety za dużo ubrań po Elizie się nie ostało, raz, że część była od razu do wyrzucenia-miesięczny pobyt w szpitalu- wenflony i obcinanie nogawek/rękawków, a dwa-część po prostu oddałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No własnie ja też w SH nie potrafię szperać. Moja mama lubi. Chodze do komisów i tam wszystko jest posegregowane rodzajami i rozmiarami i zwykle idę po konkretną rzecz.Kiedy kuuje dla siebie działam podobnie - oglądam np. tylko spodnie albo tylko sweterki w kolorze, który mnie interesuje.

      Usuń
  4. Przyznam ze i ja lubie zywe kolory na Felixie. Pastele tez srednio lubie choc lamie sie dla blekitu bo mu w nim oblednie ladnie:)))
    Mam kolezanke ktora ma wszytsko w granatach i szarosciach... i to jej dziecko takie bladziutkie i tak smutno wyglada...
    Stad tez moj fiol n apunkcie Cartersa:))) oni maja piekne kolory dla chlopcow:)))

    OdpowiedzUsuń
  5. "Mam w domu plik, w którym wpisuję co kupiłam na wyrost i tym sposobem wiem czego nam brakuje" - po raz kolejny Twoje poukladanie mnie na kolana powala :))))
    Ja tez wiekszosc ubran kupuje na przecenach, sporo rowniez w Polsce w ciucholandach (tu jest ich bardzo malo i sa tragicznie zaopatrzone) lub na allegro. Camilla aktualnie sama swoj styl wypracowuje, od jakiegos czasu nie nosi rajstop ani spodnic/sukienek, wylacznie leginsy i tuniki lub zwykle bawelniane t-shirty. Spodnie wylacznie na dwor, tylko takie typowo podworkowe, z nienasiakajacego materialu, ktore tu sie razem z "podworkowymi" kurtkami kupuje. Kolory ma najrozniejsze, przewaza mocny rozcw wielu odcieniach, ale juz okres fascynacji minal, przyszedl czas na czern. Gdy byla mlodsza i to ja decydowalam o jej garderobie, mialam fiola na punkcie doboru kolorow. Bluzki od zawsze byly prostymi t-shirtami, do tego rajstopki i spodniczki lub sukienki-princeski. Kolory raczej zywe, ale níe tylko. Pastele tez sie zdarzaly. Cati ma glownie to co podostawalam po dzieciach kolezanek, wiec moje decydowanie sprowadzilo sie do odrzucenia tego co mi sie nie podoba. Pajacyki juz mi sie nie podobaja, do rozmiaru 62 byly ok, wieksze akceptuje tylko w postaci pizamek. Aktualnie mala nosi wylacznie body i do tego spodenki niecisnace w pasie. Bluzki mam chyba dwie, nie zakladam bo mnie wkurza gdy pod pachy podjezdzaja. Bluzki i sukieneczki sprawdzaja sie dopiero gdy dziecko siedzi.
    Przez chorobe malej tegoroczne zimowe wyprzedaze przeszly mi kolo nosa, w tym tygodniu wybiore sie wreszcie zobaczyc, czy jakies resztki nie zostaly.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiiki a jak sobie radzisz ze skarpetkami? Tomek ich nie zrzuca tylko jesli sa na polspiochach dlatego wlasnie ubieram go w spioszki ( te zapinanane na ramionach, nie pajace) albo polspioszki albo cieniutkie polspioszki a na to spodenki. Pajacow tez juz nie lubie, sluza nam za pizamki, ale czasem tez w dzien -jesli mamy rano opoznienie to na szybko zakladam Tomkowi kombinezon na nocnego pajaca, mamy tez dwa polarowe ktore uzywam do lekarza -najszybciej moge mlodego z nich rozebrac i ubrac.
      Piotrek zaczyna miec wlasne gusta wiec teraz coraz bardziej on bedzie tez decydowal w ramach naszych mozliwosci finansowych.

      Usuń
    2. Skarpetki zakladam milion razy dziennie :))))

      Usuń
    3. A polarowy pajac sluzy nam aktualnie jako jedna z warstw na spacerach

      Usuń
  6. Jeśli masz aż takie wymaganie ubraniowe, to juz całkiem sporo. :P
    Ja kupuję jak leci w ciucholandach jesli ciuchy sa w dobrym stanie, nawet na kolory juz nie patrzę. Zuzka marudziła przy kapturach, czapkach, bluzach, no ale wyjścia nie miała, musiała się przyzwyczaić :P
    Nosi i chłopięce koszule, i legginsy, i nawet różowe ciuchy jej zakładam jak są, chociaz nie znoszę tego koloru :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I nie podpisałam się :P
      Kararelka ;)

      Usuń
    2. Tak myslisz? :-) My tez mamy sporo ubran ktore mi sie nie podobaja od tesciowej.

      Usuń