środa, 29 stycznia 2014

o zasypianiu, zegarze biologicznym i wieczornym cyrku

Zasypianie, sen dziecka to temat rzeka. Rodzice zwykle przede wszystkim modlą się "oby tylko dobrze spało". Nie ma co ukrywać - sen dziecka to dla rodzica czas bezcenny.
U nas odpukać ze spaniem jako takim problemów nie ma, i jeden i drugi potomek zwykle przesypia noc spokojnie, za to z samym zasypianiem coraz większe cyrki....



Jak w coraz większej ilości przypadków moi synowie bardzo różnią się w tej kwestii. Piotrek mnie rozpieścił. Przez prawie dwa lata nie wiedziałam co to znaczy usypianie dziecka wieczorem. Nie wiedziałam, bo tego nie robiłam po prostu. W niemowlęctwie to była po prostu bajka - mleczko, zęby, łóżeczko, papa i za 10 minut dziecko śpi. Z czasem doszło wieczorne czytanie książek po kąpieli, ale nadal dziecko zasypiało samo spokojnie. Potem system się rypnął z naszej winy o czym wspominałam TU ale w lipcu zeszłego roku sytuacja wróciła do normy. Dzienne drzemki Piotrka przez około półtora roku też nie wymagały jakiś większych celebracji. Kiedy wyglądał na sennego odkładałam go do łóżeczka albo pakowałam do wózka jeśli byliśmy poza domem i tyle.Potem sprawa się pokomplikowała gdy był starszy, bardziej uparty i trudniej było mu się w dzień wyciszyć, ale w najwcześniejszym dzieciństwie temat po prostu nie istniał
Miałam zasadę, że w dzień kiedy śpi życie toczy się normalnym rytmem. Może nie odkurzałam w pokoju, w którym spał, ale na korytarzu owszem, wieczorem normalnie rozmawialiśmy przed drzwiami jego pokoju etc. Jedynie pilnowałam by miał ciemno bo on jest światłoczuły.
Będąc w ciąży w Tomkiem optymistycznie zakładałam, że po raz drugi trafi się nam taki egzemplarz. Trafił się połowicznie. Śpi całą noc, ale wymaga dużo więcej zabiegów by się wyciszyć i nie wiem czy jest to kwestia jego charakteru, tego, że wygląda na większego wrażliwca niż starszy brat czy po prostu chodzi o to, że jest drugim dzieckiem, które nie otrzymuje tyle wyłącznej uwagi co pierwsze, wokół którego dużo się dzieje, towarzyszy bratu, jest gwar i generalnie bywa czasem przebodźcowany. Oczywiście założyłam, że tak jak przy Piotrku życie będzie toczyło się normalnie, że nie będę uciszała w kółko starszaka kiedy braciszek śpi, że tak nie wolno. Ależ byłam wtedy mądra i przekonana o własnych racjach! Życie szybko utarło mi nosa i zweryfikowało moje plany i założenia. Faktycznie kiedy Tomek był maleńki to spał w każdych warunkach. Na dole w salonie mam łóżeczko turystyczne, które pożyczyłam od teściowej by mógł w nim drzemać w dzień wygodniej niż na leżaczku, bezpieczniej niż na łóżku w pokoju gościnnym i bliżej mnie kiedy robię coś w kuchni. Przez kilka tygodni tak faktycznie było. Obecnie łóżeczko to służy wyłącznie jako wieczorny magazyn zabawek i nie składam go jedynie dlatego, że planuję używać go jako kojca za jakiś czas. Nie ma opcji by Tomek w nim spał kiedy obok bawi się Piotrek i świeci się światło.
Tomek by zasnąć potrzebuje spokoju - czasem dosłownie chwilki, czasem dłużej. W dzień najszybciej uśnie jeśli położę się z nim w łóżku i przytulę. Uwielbiam to. Jeśli nie wychodzę z nim z domu ma dwie drzemki - jedną długa od około 10.30 do 14-15.00 i drugą krótką od 17.00 do 18.00. Zazwyczaj jednak jedynie w weekendy ma szansę pospać tak jak mu zegar biologiczny dyktuje. W tygodniu często muszę pakować go do fotelika by odwieźć lub przywieźć Piotrka z przedszkola gdy tak naprawdę nie jest senny, w samochodzie w końcu zasypia i potem w domu bywa różnie. Jeżeli Macka nie ma w domu, a Tomek jest senny wówczas staram się zainteresować Piotrka czymś czym mógłby zająć się sam przez dłuższą chwilę (ciastolina, klocki, mieszanie warzyw na sałatkę, bajka), a sama wynoszę Tomka do innego pomieszczenia i tam go usypiam licząc na to, że starszak nie zorientuje się, że zbyt długo mnie nie ma i nie zacznie mnie wołać tudzież nie przyjdzie za nami - wówczas Tomek się rozbudza, denerwuje, zaczyna płakać i się złościć, a ja nie wiem co robić. Tyle wyszło z moich planów, że Tomek spać będzie w dzień w  swoim łóżeczku lub w łóżeczku turystycznym - sypia gdzie popadnie, tam gdzie akurat w danym momencie jest szansa zapewnić mu trochę spokoju by się wyciszył i zrelaksował :-) Kiedy już uśnie to śpi głęboko.
Najfajniej jest jednak obecnie wieczorami. Co wieczór improwizujemy :-) Jeszcze półtora miesiąca temu gdy widziałam, że Tomek wieczorem jest już bardzo zmęczony to dało się go uśpić na drzemkę trwającą około godziny, w tym czasie poświęcić czas Piotrkowi, położyć go, a następnie spokojnie zająć się niemowlaczkiem. W tej chwili ten numer już nie przechodzi. Tomek tez ma swój zegar biologiczny i ten zegar mówi mu, że kiedy przychodzi wieczór to czas na wyciszenie i mleczko po ciemku, a potem właśnie łóżeczko. I to jest super fajne, tyle, że Piotrka zegar działa podobnie, a potrzeby wieczorem mają różne i akurat tak się składa, że oboje potrzebują mnie. Piotrek ma fazę na mamę, Tomek wieczorami też. Poza tym Piotr jakoś później teraz robi się zmęczony i twierdzi, że ma złe sny i prosi by z nim poleżeć - generalnie od dłuższego czasu nie udaje mi się położyć starszego przed młodszym, co było układem idealnym, bo oboje dostawali ode mnie wieczorem wyłączną uwagę i czułość, a ja czułam się spełniona. Na chwilę obecną wieczory przypominają cyrk na kółkach. Męża zwykle nie ma w domu, a jeśli jest to niewiele to daje, bo obaj maja fazą na mnie. Około 18.30-19.00 Tomek robi się zmęczony i marudny, próby położenia go na drzemkę kończą się płaczem nie do utulenia. Uspokaja się po włożeniu do wanienki. W sobotę byli u nas znajomi i własnie koło 19 złapał taką fazę  nijak nie potrafiliśmy go utulić, płakał jakby go obdzierano ze skóry choć zamknęłam się z nim w sypialni i tuliłam w łóżku. Cóż było robić - nalałam wody do wanienki iw sekundę i był zadowolony. Bardzo niepedagogicznie jeśli  w tym czasie nie ma w domu taty zwykle puszczam Piotrkowi dłuższą bajkę, coś co trwa minimum godzinę. Chwilowo nie mam innego pomysłu. Muszę go jakoś zahipnotyzować. Kiedy Tomek jest w wanience nie jestem w stanie reagować na prośby typu "mamo piciu" czy "mamo jestem głodny", wiec przygotowuję mu kolację wcześniej, ale i tak zazwyczaj kilkanaście razy muszę odkrzykiwać "Piotrusiu teraz kąpię Tomka i nie mogę przyjść, poczekaj chwilę". Piotrek czasem nam towarzyszy w łazience, ale zwykle nie jest zainteresowany. Potem zmykam z Tomkiem do jego pokoju i zaczynam karmić. Jak się uda to Tomek zje i zaśnie w czasie gdy Piotrek wgapia się w TV. Trwa to około godzinę. Gorzej jeśli nie, Piotrek przychodzi wtedy do nas, a że jest już zmęczony to nudzi, marudzi, dostaje słowotoku, wjeżdża autkiem do pokoju - normalne zachowanie zmęczonego 3.5-latka, ale wszystko to wybudza Tomka, interesuje go, przysłuchuje się, a jednocześnie drażni by sam jest zmęczony i potrzebuje tych chwil w spokoju z mamą. Bardzo tego nie lubię, bo czuje się rozdarta między jednym synem, który potrzebuje spokoju, a uczuciem, że lekceważę i olewam drugiego prosząc by był ciszej, obiecując, że za chwilę do niego przyjdę i takie tam. Jeśli Piotrek jest bardzo zmęczony to okropnie bierze to do siebie, popłakuje. Czasem pomaga pozwolenie mu na położenie się w naszej sypialni. Czasem zasypia w ubraniu u siebie. Bywa, że przez dwa-trzy dni pod rząd chodzi spać nieumyty, bo kiedy skończę z Tomkiem on  śpi w ubraniu i jest tak półprzytomny, że na śpiocha przebieram go w piżamę lub jest już bardzo zmęczony i ma siłę jedynie na umycie zębów, a ja nie nalegam na prysznic, bo ostro wtedy protestuje a ja po godzinnym maratonie z Tomkiem drżę by go w ten sposób nie obudził, bo pokoje mają po sąsiedzku.
Wszystko to trwa przeciętnie od 19 do 21.00-21.30 i praktycznie nie ma wieczoru, by któryś z nich nie płakał lub się nie złościł. Nie bardzo potrafię aktualnie pogodzić ich potrzeby o tej porze dnia. Czasem Piotrek kąpie się od razu po powrocie z przedszkola i resztę dnia spędza już w piżamie. Zazwyczaj wtedy kiedy  przez 2-3 dni nie mył się porządnie wieczorem i nie można pozwolić sobie na kolejne zaśnięcie w ubraniu. Mam nadzieję, że do maja kiedy wracam do pracy jakoś się to ustabilizuje. Przy drugim dziecku spokojniej podchodzę do sprawy. Przynajmniej się staram. Wiem, że to etap, że za jakiś czas będzie inaczej, a później znowu inaczej. Że przy dzieciach nic nie jest na stałe.

7 komentarzy:

  1. U nas niestety wieczory tez zrobily sie trudne bo Cati zaczela od kilku dni byc zmeczona dokladnie o tej porze, gdy do tej pory byl czas na moje przytulanki, pogadanki i opowiadanki z Cami w jej sypialni. Wczesniej Cati towarzyszyla nam na lezaczku, teraz wlacza wyjca i musze sie z nia w ciemnej sypialni zaszyc, a Cami biedna msi sie buziakiem na dobranoc zadowolic :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli identycznie jak u nas....

      Usuń
    2. Rowiesnikom w tym samym czasie zwyczaje i potrzeby sie zmieniaja. Cati na poczatku w dzien tez byle gdzie spala, a teraz wzglednej ciszy i odosobnienia potrzebuje. No i niestety w weekendy gdy glosniej jest w domu, ze spaniem w dzien jest cyrk, glownie na spacerach spi, a te ze wzgledu na mroz sa krotsze i mala wiecznie niedospana i marudna jest, zasypia w domu na 20-30 minut kilka razy, caly dzien sie wtedy z drzemkami bujamy...

      Usuń
  2. A u mnie odwrotnie. To Migotka nie spała jak była malutka a przecież miała idealne warunki do spania jako pierworodna za to MB śpi pięknie i sam zasypia. U nas też życie toczy się normalnie gdy śpi MB, bo w tej naszej ciasnocie inaczej się nie da. Ale uodpornił się i nie reaguje na wrzaski Migotki. Oby już tak zostało. A Migotka jak to Migotka snu nie potrzebuje i już.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak logistyczne podchodząc do sprawy chyba trzeba kąpać Piotrka przed usypianiem Tomka... Niech sobie w piżamce bajkę ogląda... A moze wtedy w trójkę w jednym łóżku by sie udało?ale to oczywiście takie teoretyzowanie... Jak sobie bowiem wyobraże takie wieczory to całej Waszej trójki szkoda:( ale masz racje , ze wszystko to problemy przejściowe i w końcu same sie rozwiążą;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Eh, mnie się też wydawało, że Lila tak po prostu wkomponuje się w nasze, już ustabilizowane życie i będzie po prostu git :)
    Skończyło się na tym, że Lila ze spaniem miała problemy od noworodka, a ja do tej pory non sto uspokajam Elizę, kiedy mała śpi...
    Z czasem to wszystko minie- na pewno.

    OdpowiedzUsuń
  5. u nas bardzo podobnie.. tzn. nie mam opracowanego już planu na usypianie.. o ile staram się trzymać rutynę przy Zosi i ok. 19 ją kąpać karmić i kłaść (do ok.19.45) to z Piotrkiem sajgon. nie ma już drzemek w ciągu dnia, a i tak wieczorem dostaje małpiego rozumu i daje mi w kość strasznie. zasypia koło 21... ale długiej drzemki Tomka zazdroszczę. Zosia rzadko przesypia nawet 2h ciągiem.. ma krótkie drzemki, no może do godziny najdłuższa.... i też woli spokój, którego nie ma.. sądzę że w większości przypadków wybudzana jest głośnym zachowaniem Piotra..

    OdpowiedzUsuń