niedziela, 23 lutego 2014

jakby ktoś pytał czy to wycinanie migdałków miało sens i czy warto by było czekać na termin na NFZ

Tydzień po zabiegu:
Piotruś mówi ciszej (oczywiście podnosi głos i krzyczy, gdy ktoś jest daleko, ale nie mówi za głośno non stop jak do tej pory)
Przestał non stop pytać "co?"
W piątek wracając z przedszkola zaczął powtarzać słowa angielskiej piosenki z radia - nigdy wcześniej tego nie robił
Powtarza melodie i śpiewa (wcześniej jego śpiewanie to był taki bełkot na jedną nutę)
Ma dużo lepszy apetyt (przyda mu się to, bo wychudł tak, że dosłownie skóra i kości)
Ustąpiła wieczna nerwowość i drażliwość, można się z nim wreszcie dogadać. Późne popołudnia i wieczory nareszcie wyglądają u nas normalnie, bo od dłuższego czasu Piotrek był zmęczony, wkurzony, rozdrażniony i cały na "nie". Teraz spokojnie do 20.00-21.00 funkcjonuje w dobrym humorze
W sobotę poszliśmy na spacer na Kopiec Kościuszki. Maszerował dzielnie ponad 4 godziny - nie do pomyślenia od dawna. Tuż przed zabiegiem nawet po 15-minutowym spacerze z parkingu, gdzie zwykle zostawiam samochód wjeżdżając do Krakowa do pętli tramwajowej był padnięty. Dzisiaj jeździł na rowerze jak latem. W ostatnich miesiącach wycieczki rowerowe wyglądały tak, że podjeżdżał kawałek po czym siadał na murku i odpoczywał, a po kilku razach kończyło się na tym, że rower niosłam ja. Wrócił mój dawny pełen energii syn.
Przede wszystkim mam wrażenie, że poprawiła mu się koncentracja. Od kilku tygodni Piotrek bawił się w domu wyłącznie samochodami. Tylko i wyłącznie jeżdżenie resorakami po dywanie. Martwiło mnie to i irytowało, bo ciągle ciągnął mnie do tej zabawy, a ja tego nie znoszę, nudzi mnie to i męczy. Kiedy był w domu przed zabiegiem i tuż po stawałam na głowie by zachęcić go do innych zajęć i raz tylko udało mi się namówić go na farby. Proponowałam różne gry, książki, a on próbował przez minutę po czym rzucał wszystko w kąt i wracał do jeżdżenia po dywanie. Nie wiem czy ma to związek z zabiegiem, ale w zeszły weekend wreszcie bawiliśmy się jak dawniej. Było wspólne gotowanie, lepienie z ciastoliny, rozwiązywanie zagadek, gra w grzybobranie, wycinanie i zabawa w chowanego. Bardzo mi tego brakowało. Zobaczymy czy to się utrzyma, myślę, że być może był tak niedotleniony, że nie miał siły na kombinowanie, na myślenie i stąd w kółko te autka lub bajki.
Czy są minusy? Tak. Piotruś miał podcinane wędzidełko przy okazji zabiegu. Nie wiem jednak, czy nie trzeba będzie tego powtórzyć. Logopeda uczulała mnie by od razu rozpocząć ćwiczenia języka, ponieważ u tak małych dzieci rany goją się szybko i wędzidełko może z powrotem zarosnąć. Próbowałam, ale przez pierwsza dobę o jakichkolwiek ćwiczeniach nie było mowo, ledwo udawało mi się dziecku podać leki, w drugiej też, dopiero w trzeciej udało mi się go namówić na trochę ćwiczeń. Obawiam się, że trzeba będzie jeszcze raz je przyciąć, bo widzę, że choć jest w stanie wystawić język z buzi dalej niż kiedyś to jednak nadal na końcu tworzy się charakterystyczne "serduszko". Samo podcinanie to nie jest bolesny zabieg, jedynie nieprzyjemny bo trzeba dziecku mocno przytrzymać głowę. No zobaczymy.



2 komentarze:

  1. A wlasnie ostatnio myslalam o Piotrusia i jego zabiegu. Dobrze ze napisalas:))

    OdpowiedzUsuń
  2. Super, że widać taką poprawę. Nam też groził ten zabieg, Eliza miała bardzo powiększone migdały (kilka infekcji pod rząd zrobiło swoje). Zaczęła chrapać, cały czas była zmęczona... Przyszła wiosna, skończyły się infekcje i opornie, ale migdały zaczęły się chować.

    OdpowiedzUsuń