środa, 19 lutego 2014

nie jestem encyklopedią, mam prawo się bulwersować, całego świata nie zbawię

Jest pewne zjawisko, które obserwuję na forach , zwłaszcza na FB i które okropnie mnie denerwuje.
Wielowarstwowe powiedziałabym.
Wartościowanie, porównywanie rzeczy niewymiernych i nieporównywalnych. Krytyka refleksji bez faktycznego działania. Popisywanie się erudycją i wiedzą, by wykazać rozmówcy jak szczątkową wiedzą dysponuje.
Nie poukładałam sobie tego jeszcze do końca w głowie, więc będzie nieco chaotycznie. Przepraszam.
Coś w stylu - bo inni mają gorzej. Albo - przecież tak jest wszędzie. Albo - po co mówisz cokolwiek, skoro nic nie robisz. Albo - patrz lepiej na to co masz na własnym podwórku.
Ktoś pomaga bezdomnym zwierzętom albo po prostu udostępnia jakieś apele z tym związane i spotyka się z komentarzami typu "a w Polsce mamy tysiące chorych dzieci w domach dziecka, których nikt nie chce", "zwierzęta są ważniejsze od ludzi". No mamy. I co z tego????? Dla jednych są dla innych nie. Nieważne. Przede wszystkim co ma piernik do wiatraka????? Na świecie są i bezdomne zwierzęta i opuszczone dzieci i samotni staruszkowie i chorzy i mnóstwo, mnóstwo nieszczęść. Potrzeba całej ludzkości by pomóc wszystkim i jeśli ma się to udać (to utopia oczywiście ale teoretycznie) to tylko na zasadzie małych kroczków. Ktoś przygarnie starego psa, inny przeforsuje prawo, pozwalające na szybszą adopcję opuszczonych dzieci, ktoś inny będzie spędzał czas jako wolontariusz w domu pogodnej starości, a jeszcze ktoś inny zostanie duchowym przywódcą pokroju Jana Pawła II i w ten sposób będzie wpływał na masy Możliwości są miliardy i każdy uczynek, każda inicjatywa, każdy okruch dobra jest ważny. NIE DA się tego wartościować i NIE POWINNO SIĘ oceniać, kto robi więcej, kto mniej, czyja praca jest bardziej czy mniej ważna.
Nie widzę też potrzeby krytykowania ludzi, którzy sami realnie nie pomagają z tych czy innych względów a jedynie o problemie piszą, wspominają. Nie każdy ma możliwości i chęci, nie każdy dysponuje czasem. Mówienie o problemie też jest ważne i nie cierpię komentarzy typu "nie podoba ci się to? to czemu nic nie robisz? nie robisz to nie gadaj". Kiedy czytam takie komentarze zawsze się zastanawiam czy te osoby faktycznie, za każdym razem gdy coś je zbulwersuje, zasmuci, zaszokuje biegną i działają a jeśli nie mają możliwości to trzymają buzię na kłódkę. Tak by wynikało z ich wypowiedzi. 
Zresztą tak na logikę - każdy ma pracę, obowiązki, wielu ma rodzinę, a doba ma 24h. Można w tym oczywiście upchnąć działalność społeczną. Można to wszystko jakoś pogodzić. To co robię ja to jakieś śmieszne podrygi w porównaniu z zaangażowaniem wielu ludzi, których szczerze podziwiam. jednak nawet oni nie są w stanie zadziałać w każdej kwestii prawda? Czy to oznacza, że mają prawo wypowiadać się jedynie w tematach, w rozwiązanie których coś osobiście wnoszą np. ten, który wspiera głodujące dzieci nie może nic wspomnieć o zabijaniu słoni dla kości słoniowej i tragicznym losie osieroconych słoniątek?
Ni popadajmy w jakieś absurdy! Mówienie o problemach tez jest ważne. Rozpowszechnianie wiedzy o nich też coś wnosi.  Im więcej ludzi się dowie tym większa szansa na realne wsparcie, więc nie wyszydzajmy tego.
W moim mniemaniu refleksja nad jakimś zjawiskiem sama w sobie też niesie wartość.
Kolejny przykład. Ktoś wspomina o jakimś zjawisku, które dziwi, szokuje, bulwersuje. Za chwilę komentarze - przecież tu i tu jest tak samo, dlaczego nie wspominasz o tym? Dlaczego nie interesuje Cię coś podobnego w innym kraju? Nie jestem encyklopedią. Nie mam obowiązku ani ochoty wiedzieć wszystko o wszystkim. Mam pracę, rodzinę i mało czasu. Czy za każdym razem gdy o czymś się dowiem to zanim o tym wspomnę mam przekopywać się przez internet i robić doktorat na temat przejawów danego problemu na świecie na przestrzeni lat? A jeżeli nie to buzia na kłódkę bo zostanę zakrzyczana? Kolejny absurd.
I wreszcie" lokalny patriotyzm". Nie pisać, nie rozmawiać o rzeczach, które nie dzieją się na naszym podwórku, bo jeden czy drugi zarzuci, że przecież to samo dzieje się blisko i - znowu - "czemu o tym nie wspominasz?"

Tłukło mi się to wszystko po głowie już od dawna....

2 komentarze:

  1. Tez mnie to bardzo denerwuje... Zadziwił mnie ten twój znajomy swoim argumentami... Ale swiata i głupców nie zbawisz. Niestety...

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiem o co Ci chodzi... Zgadzam się z Tobą.

    OdpowiedzUsuń