sobota, 1 lutego 2014

no to mamy plan gry na następne dwa tygodnie + skok rozwojowy

Dzisiaj rano pojechałam z Piotrkiem na wizytę do laryngologa, na której ustaliliśmy termin zabiegu wycięcia migdałów i nacięcia błon bębenkowych. 12 lutego. Mam nadzieję, że nic nie stanie na przeszkodzie |(czytaj: Piotrek nie zachoruje) i nie trzeba będzie tego terminu przekładać. Zdecydowaliśmy się na prywatną operację w Szpitalu Bonifratrów na chirurgii jednego dnia. Kupa kasy, ale wolę jeść suchy chleb przez kilka miesięcy niż czekać rok na termin na fundusz lub liczyć, że dzieci w kolejce się pochorują i załapiemy się na jesień. Wiem, że nie jest to zabieg ratujący życie, że moglibyśmy teoretycznie czekać, ale nie chcę by Piotrek tyle czasu się męczył a my z nim. Chrapie w nocy tak głośno, że jeśli nawiedzi nas to ja nie mogę usnąć. Śpi cały czas z otwarta buzią przez co kaszle okropnie w nocy. Badanie w szpitalu wykazało, że jest poważnie niedotleniony i jego rozdrażnienie, nerwowość, problemy z koncentracją mogą przynajmniej w części być tego wynikiem. Do tego ma wysokie ciśnienie w obu uszach i zwlekanie z operacją mogłoby doprowadzić do trwałego uszkodzenia słuchu. Gorzej słyszy, a pewne dźwięki go drażnią i sprawiają mu ból. Mówi niewyraźnie.
Denerwuję się okropnie, bo to jednak narkoza. Mój syn nigdy wcześniej nie był w szpitalu (poza 10 dniami po urodzeniu) i na pewno będzie się bał. Między innymi z tego powodu wybraliśmy też opcję prywatną. W tym szpitalu dziecko usypia u rodzica na kolanach, a potem dostaniemy własny osobny pokój, gdzie mogę spokojnie leżeć z nim w łóżku i tulić jeśli zajdzie taka potrzeba. Jeżeli wszystko będzie OK to 6 godzin po wybudzeniu pojedziemy do domu, w razie czego zostawią nas na noc. Chciałabym żebyśmy mieli to już za sobą.
Z zabiegiem wiąże się cała logistyka rodzinna. Po raz kolejny przekonałam się, ze w takich sytuacjach zawsze mogę liczyć na moją teściową. Obie mamy za uszami i czasem między nami iskrzy, obie jesteśmy uparte, ale w takich chwilach zawsze sobie pomagamy. Rozchodzi się o Tomka. Moja mama przyjedzie do nas dzień wcześniej i z nim zostanie, ale akurat tego dnia ma po południu wizytę u kardiologa. Musi o 14 od nas wyjechać. My do tej pory na pewno nie wrócimy. Na mojego męża nie mogę liczyć, a to z tego względu, że pojutrze idzie do nowej pracy, na której utrzymaniu nam obojgu zależy i na pewno w drugim tygodniu pracy nie będzie mógł wziąć urlopu czy zwolnić się (a pracować będzie do 15.30, czyli w domu byłby koło 16.30). Z tego samego powodu nie da rady nas odwieźć do szpitala na 7 rano (nie ma szans by wtedy zdążył do pracy na 7.30). Na szczęście teściowa ma dużo urlopu i obiecała, że tego dnia nas tam rano zawiezie, a potem przyjedzie do nas i przejmie Tomka od mamy. Zależy mi na tym by ktoś nas odwiózł i wysadził pod bramą szpitala z bardzo prostego względu. To jest szpital w starej części miasta bez wydzielonego parkingu dla pacjentów, a wszędzie naokoło jest strefa, wąskie uliczki zazwyczaj zapchane. Mogę pojechać z nim sama, ale wtedy prawdopodobnie musiałabym zaparkować w pewnej odległości od szpitala i po ciemku, zimą ciągnąć zaspane, zdezorientowane dziecko przez śnieg. Teściowa zatrzyma się na chwilę pod samą bramą i nas wysadzi. Później po pracy przyjedzie po nas mąż. Taxi od nas nie wchodzi w grę, to jest bardzo daleko i koszty byłyby ogromne zwłaszcza, że poza miastem taryfa jest wyższa.
Ciekawe jak uda mi się półprzytomnego Piotrka wpakować do samochodu i to jeszcze na czczo kiedy on obudzony od razu woła o butlę mleka.... I jeszcze badania krwi - wiem z doświadczenia, że to będzie masakra, bo on wpada w taką panikę, że krew ze stresu po prostu nie leci.To nas czeka w przyszłą sobotę.
Taki mamy wiec plan. Od przyszłego czwartku lub piątku Piotrek zostanie w domu na wszelki wypadek by czegoś z przedszkola nie przywlec. Czeka nas półtora do dwóch tygodni w domu. Prawdę powiedziawszy skóra mi cierpnie na samą myśl. Tomek przechodzi właśnie skok rozwojowy połączony z ząbkowaniem. Jest marudny i strasznie nerwowy. Strasznie się nakręca i wpada w histerie nie do utulenia. Dzisiaj w nocy siedziałam obok niego i płakałam. Obudził się o 1 (podejrzewałam, ze tak będzie bo bardzo mało zjadł przed snem), a kiedy usiłowałam go położyć i to nie u niego w łóżeczku tylko w naszym łóżku, bo tamtej nocy spałam z Piotrkiem zaczął przeraźliwie płakać i płakał tak do 4 rano. NIC nie pomagało. Dostał czopek przeciwbólowy, żel na dziąsła, nosiłam go, tuliłam - odpychał mnie wściekły. Kiedy próbowałam go przytulic i się z nim położyć wrzeszczał. Smoka wypluwał. W nosidle wpadał w panikę, choć nosiłam go w nim i było w porządku. Czułam się kompletnie bezsilna. Do tego wszystkiego obudził się Piotrek rozżalony, bo obiecałam mu wspólne spanie jako rekompensatę za wieczór kiedy czekał i czekał, aż spełnię obietnicę i przyjdę się z nim pobawić, a Tomek miał fazę na płacz i w końcu biedak zasnął siedząc na autku. Jestem zszokowana jak ostro Tomek przechodzi te skoki. Piotrek może miał jakieś gorsze okresy, ale na pewno nie aż tak. Dzisiaj cały dzień podobnie. Chwile się bawi, a potem marudzenie, płacz, widać, że chce zasnąć a nie może, wypluwa wszystkie gryzaki i smoki. Gryzie jedynie własne ręce, tylko to przynosi mu chwilową ulgę więc na to pozwalam, bo nie mam innego pomysłu. Dzisiaj jednak jest luz, bo po laryngologu Piotruś pojechał "na wakacje" do babci i zostaje u niej na noc, więc spokojnie  mogę poświecić czas Tomkowi. Jeżeli mu jednak do czwartku ta faza nie przejdzie lub choć nie złagodnieje to siedzenie w domu ze znudzonym niemalże 4-latkiem, na którego przez te dni  muszę chuchać i dmucha, więc żadne dłuższe spacery czy sale zabaw nie wchodzą w grę będzie.....interesującym doświadczeniem ;-)

11 komentarzy:

  1. Dacie radę! Trzymam kciuki, żeby się nie rozchorował, a zabieg niech przebiegnie szybko i zgodnie z planem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Och Nessie! Dacie radę! Ja tez trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ech i co ja mam napisac? ;) Chyba to, ze tematy na 3 wpisy blogowe mam, ale nie mam kiedy ich stworzyc, bo jednym palcem lewej reki to co najwyzej pokomentowac u innych moge ;) Na drugiej rece mloda drzemie i sie odlozyc nie daje, od razu jest wrzask, gdy tylko sprobuje. Obiecalam jej dzisiaj, ze w przyszlosci zostanie obciazona moimi rachunkami za fizjoterapeutow i rechabilitantow, bo kregoslup mi skutecznie dzien po dniu rujnuje :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisalam reCHabilitantow ?! To swiadczy o poziomie mojego zmeczenia :)))))

      Usuń
  4. teraz doczytuję Twoje wpisy, bo nie było nas w domu:) rezydowaliśmy 3 tyg.u rodziców, bo remontowaliśmy całą łazienkę:) i tam Zosia, dotąd oaza spokoju przeszła taki skok, że zapamiętam to na zawsze, darła się przystawiana do piersi, darła się kładziona, darła się tak i godzinę bez przerwy. a potem nastał spokój i zaczęła głużyć. wróciłam do domu i z drżącym sercem czekam na następne takie coś, i wtedy chyba nie wiem, co zrobię, bo Piotrek też domaga się ciągle uwagi, jak ma fazę to chce na ręce nawet, chce się tulić... a ja muszę tulić płaczącą Zosię.. w nocy przesypiała mi już od 20 do nawet 5 bez przerwy, po powrocie do domu budzi się 2-3 razy znów na mleko!!! masakra! z tego co pamiętam, Piotrek na pewno tak nie wrzeszczał:) Zosia jest dużo bardziej niespokojna, nerwowa... ale pewnie wynika to też z tego, że ja nie jestem oazą spokoju i przelewam na nią te emocje... denerwuję się częściej, bo nie wiem często jak podzielić czas między dwójkę i jeszcze ogarnąć dom.. wtedy był high life, teraz różnie:D

    OdpowiedzUsuń
  5. teraz doczytuję Twoje wpisy, bo nie było nas w domu:) rezydowaliśmy 3 tyg.u rodziców, bo remontowaliśmy całą łazienkę:) i tam Zosia, dotąd oaza spokoju przeszła taki skok, że zapamiętam to na zawsze, darła się przystawiana do piersi, darła się kładziona, darła się tak i godzinę bez przerwy. a potem nastał spokój i zaczęła głużyć. wróciłam do domu i z drżącym sercem czekam na następne takie coś, i wtedy chyba nie wiem, co zrobię, bo Piotrek też domaga się ciągle uwagi, jak ma fazę to chce na ręce nawet, chce się tulić... a ja muszę tulić płaczącą Zosię.. w nocy przesypiała mi już od 20 do nawet 5 bez przerwy, po powrocie do domu budzi się 2-3 razy znów na mleko!!! masakra! z tego co pamiętam, Piotrek na pewno tak nie wrzeszczał:) Zosia jest dużo bardziej niespokojna, nerwowa... ale pewnie wynika to też z tego, że ja nie jestem oazą spokoju i przelewam na nią te emocje... denerwuję się częściej, bo nie wiem często jak podzielić czas między dwójkę i jeszcze ogarnąć dom.. wtedy był high life, teraz różnie:D

    OdpowiedzUsuń
  6. teraz doczytuję Twoje wpisy, bo nie było nas w domu:) rezydowaliśmy 3 tyg.u rodziców, bo remontowaliśmy całą łazienkę:) i tam Zosia, dotąd oaza spokoju przeszła taki skok, że zapamiętam to na zawsze, darła się przystawiana do piersi, darła się kładziona, darła się tak i godzinę bez przerwy. a potem nastał spokój i zaczęła głużyć. wróciłam do domu i z drżącym sercem czekam na następne takie coś, i wtedy chyba nie wiem, co zrobię, bo Piotrek też domaga się ciągle uwagi, jak ma fazę to chce na ręce nawet, chce się tulić... a ja muszę tulić płaczącą Zosię.. w nocy przesypiała mi już od 20 do nawet 5 bez przerwy, po powrocie do domu budzi się 2-3 razy znów na mleko!!! masakra! z tego co pamiętam, Piotrek na pewno tak nie wrzeszczał:) Zosia jest dużo bardziej niespokojna, nerwowa... ale pewnie wynika to też z tego, że ja nie jestem oazą spokoju i przelewam na nią te emocje... denerwuję się częściej, bo nie wiem często jak podzielić czas między dwójkę i jeszcze ogarnąć dom.. wtedy był high life, teraz różnie:D

    OdpowiedzUsuń
  7. teraz doczytuję Twoje wpisy, bo nie było nas w domu:) rezydowaliśmy 3 tyg.u rodziców, bo remontowaliśmy całą łazienkę:) i tam Zosia, dotąd oaza spokoju przeszła taki skok, że zapamiętam to na zawsze, darła się przystawiana do piersi, darła się kładziona, darła się tak i godzinę bez przerwy. a potem nastał spokój i zaczęła głużyć. wróciłam do domu i z drżącym sercem czekam na następne takie coś, i wtedy chyba nie wiem, co zrobię, bo Piotrek też domaga się ciągle uwagi, jak ma fazę to chce na ręce nawet, chce się tulić... a ja muszę tulić płaczącą Zosię.. w nocy przesypiała mi już od 20 do nawet 5 bez przerwy, po powrocie do domu budzi się 2-3 razy znów na mleko!!! masakra! z tego co pamiętam, Piotrek na pewno tak nie wrzeszczał:) Zosia jest dużo bardziej niespokojna, nerwowa... ale pewnie wynika to też z tego, że ja nie jestem oazą spokoju i przelewam na nią te emocje... denerwuję się częściej, bo nie wiem często jak podzielić czas między dwójkę i jeszcze ogarnąć dom.. wtedy był high life, teraz różnie:D

    OdpowiedzUsuń
  8. teraz doczytuję Twoje wpisy, bo nie było nas w domu:) rezydowaliśmy 3 tyg.u rodziców, bo remontowaliśmy całą łazienkę:) i tam Zosia, dotąd oaza spokoju przeszła taki skok, że zapamiętam to na zawsze, darła się przystawiana do piersi, darła się kładziona, darła się tak i godzinę bez przerwy. a potem nastał spokój i zaczęła głużyć. wróciłam do domu i z drżącym sercem czekam na następne takie coś, i wtedy chyba nie wiem, co zrobię, bo Piotrek też domaga się ciągle uwagi, jak ma fazę to chce na ręce nawet, chce się tulić... a ja muszę tulić płaczącą Zosię.. w nocy przesypiała mi już od 20 do nawet 5 bez przerwy, po powrocie do domu budzi się 2-3 razy znów na mleko!!! masakra! z tego co pamiętam, Piotrek na pewno tak nie wrzeszczał:) Zosia jest dużo bardziej niespokojna, nerwowa... ale pewnie wynika to też z tego, że ja nie jestem oazą spokoju i przelewam na nią te emocje... denerwuję się częściej, bo nie wiem często jak podzielić czas między dwójkę i jeszcze ogarnąć dom.. wtedy był high life, teraz różnie:D

    OdpowiedzUsuń
  9. teraz doczytuję Twoje wpisy, bo nie było nas w domu:) rezydowaliśmy 3 tyg.u rodziców, bo remontowaliśmy całą łazienkę:) i tam Zosia, dotąd oaza spokoju przeszła taki skok, że zapamiętam to na zawsze, darła się przystawiana do piersi, darła się kładziona, darła się tak i godzinę bez przerwy. a potem nastał spokój i zaczęła głużyć. wróciłam do domu i z drżącym sercem czekam na następne takie coś, i wtedy chyba nie wiem, co zrobię, bo Piotrek też domaga się ciągle uwagi, jak ma fazę to chce na ręce nawet, chce się tulić... a ja muszę tulić płaczącą Zosię.. w nocy przesypiała mi już od 20 do nawet 5 bez przerwy, po powrocie do domu budzi się 2-3 razy znów na mleko!!! masakra! z tego co pamiętam, Piotrek na pewno tak nie wrzeszczał:) Zosia jest dużo bardziej niespokojna, nerwowa... ale pewnie wynika to też z tego, że ja nie jestem oazą spokoju i przelewam na nią te emocje... denerwuję się częściej, bo nie wiem często jak podzielić czas między dwójkę i jeszcze ogarnąć dom.. wtedy był high life, teraz różnie:D

    OdpowiedzUsuń
  10. teraz doczytuję Twoje wpisy, bo nie było nas w domu:) rezydowaliśmy 3 tyg.u rodziców, bo remontowaliśmy całą łazienkę:) i tam Zosia, dotąd oaza spokoju przeszła taki skok, że zapamiętam to na zawsze, darła się przystawiana do piersi, darła się kładziona, darła się tak i godzinę bez przerwy. a potem nastał spokój i zaczęła głużyć. wróciłam do domu i z drżącym sercem czekam na następne takie coś, i wtedy chyba nie wiem, co zrobię, bo Piotrek też domaga się ciągle uwagi, jak ma fazę to chce na ręce nawet, chce się tulić... a ja muszę tulić płaczącą Zosię.. w nocy przesypiała mi już od 20 do nawet 5 bez przerwy, po powrocie do domu budzi się 2-3 razy znów na mleko!!! masakra! z tego co pamiętam, Piotrek na pewno tak nie wrzeszczał:) Zosia jest dużo bardziej niespokojna, nerwowa... ale pewnie wynika to też z tego, że ja nie jestem oazą spokoju i przelewam na nią te emocje... denerwuję się częściej, bo nie wiem często jak podzielić czas między dwójkę i jeszcze ogarnąć dom.. wtedy był high life, teraz różnie:D

    OdpowiedzUsuń