sobota, 8 lutego 2014

Piotr dusza towarzystwa?

Rok temu mój starszy syn był dzieckiem nieśmiałym. Bawił się głównie sam. Nie lubił dzielić się zabawkami. Obecnie obserwuję zaskakującą przemianę Piotrek nie dość, że dobrze i pewnie czuje się w przedszkolnej grupie to z dziecka stojącego z boku zamienił się (być może chwilowo) w chłopca, który coraz częściej organizuje zabawę innym i potrafi przekonać inne dzieci do swoich pomysłów. Bardzo się cieszę, że przedszkole tak pozytywnie na niego wpłynęło. Nie to, żebym uważała, że nieśmiałość jest wadą, ale łatwiej jest żyć ludziom bardziej pewnym siebie. Posłanie go do przedszkola w wieku 3 lat i 3 miesięcy to był strzał w dziesiątkę. Choć pojawiły się pewne niefajne zachowania przejmowane od innych dzieci to plusów jest dużo, dużo więcej.  Jestem przekonana, że w domu, bez codziennego kontaktu z grupą rówieśników, bez codziennych lekcji współżycia w grupie marnowałby się.
Przykład:
Piotrek uwielbia samochody i na placach zabaw bardzo lubi te bujane autka na sprężynie, takie z dwoma miejscami do siedzenia z przodu i bagażnikiem a'la pick up. Pamiętam, że jeszcze pod koniec sierpnia korzystał z nich tylko gdy były wolne i bardzo się denerwował kiedy inne dziecko tez chciało do autka wejść. Chciał jeździć sam. W grudniu wybrałam się z chłopcami na plac zabaw i karmiąc Tomka na ławce (było wyjątkowo ciepło) obserwowałam Piotrusia w takim właśnie autku. Zaczepiał każde przechodzące dziecko i zapraszał do środka, proponował wspólną zabawę, pozwalał bawić się resorakiem, który miał ze sobą, generalnie buzia mu się nie zamykała, a po pewnym czasie ze zdziwieniem skonstatowałam, że grupka starszych od niego chłopców bawi się z nim w warsztat samochodowy pod jego dyktando. Wymyślił scenariusz i potrafił ich przekonać do niego, wyznaczył role.
I tak jest coraz częściej. Czasem siedzi z boku, nie czuje się pewnie podczas występów na scenie, śpiewów i tańców, ale kiedy przychodzi do zabaw tematycznych szuka towarzystwa, coraz mniej bawi go samotne jeżdżenie autkami po dywanie. Chce się bawić wspólnie. Kiedy odwiedza nas jego kuzyn Antoś, młodszy o rok, Piotrek bywa niepocieszony, że ten nie chce się z nim bawić. Antoś jeszcze jest na etapie indywidualisty i ma trochę inne zainteresowania niż Piotr. Niedawno Piotrek chciał przenieść dźwig w inne miejsce pokoju i choć doskonale daje sobie z tym rade sam zachęcał go "Antoś choć przeniesiemy dźwig razem".
Ma to oczywiście też inne strony. Bywa dyktatorem. Próbuje rządzić. Wiecznie testuje i sprawdza kto jest silniejszy i negocjuje. Typowy model działania to "zgadzam się ALE". To słówko ALE powtarza się bardzo często. Piotrek dla zasady usiłuje robić wiele rzeczy po swojemu, albo wynegocjować jakaś zmianę/ustępstwo by choć trochę było według jego wizji (np. OK, ubiorę czapkę renifera na występ ALE nie pomaluję nosa, pójdę z tobą gdzieś ALE potem zrobimy to i to). Czasem to śmieszne, czasem irytujące, cieszy mnie jednak, że nie próbuje już na siłę zawsze stawiać na swoim, ale potrafi już iść na kompromis.
Od tygodnia nie chodzi do przedszkola w związku z operacja migdałków w najbliższą środę, unikamy skupisk by czegoś nie złapał tuż przed i cierpi katusze. Płacze, że chce iść do przedszkola. Kiedy poszliśmy na plac zabaw był rozczarowany, że jest pusto. Kilka miesięcy temu lubił chodzić na place ze względu na drabinki, zamki, huśtawki etc. Inne dzieci mu wręcz przeszkadzały. Dzisiaj mówi, że chce pobawić się z dziećmi, a kiedy ich nie ma smutny oświadcza, że "nie ma z KIM się bawić".
Mądry i kochany jest.


2 komentarze:

  1. Super! Cieszę sie, wiesz? I nie to, Żebym w Piotrka nie wierzyła ( jemu Ze zdjeć mądrze z oczu patrzy) tylko wiem, ze sie martwilas, uspoleczniac próbowałaś .... A za każdym razem my, mamy, dostajemy prztyczka w nos;) na wszystko przychodzi odpowiednia chwila:) odpowiednia dla tego jedynego dziecka:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Musial dorosnac, oswoic sie ze swiatem, przekonac, ze w grupie fajniej niz w pojedynke. Przedszkole to samo dobro dla dziecka (mimo chorob i niektorych zachowan, ktore dzieci lapia od rowiesnikow), jak wiesz, jestem zwolenniczka jeszcze wczesniejszego posylania dzieci do grupy, im wczesniej do niej dolaczaja, tym wczesniej sie socjalizuja. A co do zapedow dyktatorskich - Camilla tez rzadzi w zabawach, organizuje, decyduje o podziale rol i wszystko fajnie, dopoki dzieci na to ida. Gdy ktos nie chce sie podporzadkowac, ona sie obraza i to jest malo fajne. Boje sie, ze przez to niektore dzieci nie beda jej lubic, ale w koncu nie wszyscy musza nas kochac. Fajnie widziec swoje dziecko odnajdujace sie w grupie i czerpiace z tego przyjemnosc, co? :)

    OdpowiedzUsuń