piątek, 28 lutego 2014

witaj wiosno :-)

Jak wspominałam kiedyś TU wiosna dla mnie zaczyna się 1 marca. Uwielbiam marzec. Kocham wiosnę i przedwiośnie. To miesiąc nadziei, miesiąc zmian, miesiąc budzenia się świata do życia. Luty jest dla mnie miesiącem hibernacji, najtrudniejszym czasem w roku. Choć zima w tym roku trafiła się nam wyjątkowo łagodna to wyjątkowo cieszę się, że idzie już precz. Wprawdzie nie sprawdziły się moje najgorsze obawy i nie musiałam brodzić w śniegu po kolana z dzieckiem w foteliku by wydostać się z domu (a tak było zeszłej zimy, tyle że bez fotelika) to był to trudny dla mnie czas. Ograniczenia w zorganizowaniu spaceru z maluszkiem bo zimno, bo karmienie, bo przewijanie, do tego choroba Tomka, jego rekonwalescencja, problemy z migdałami i niedotlenieniem Piotrka, zabieg.  Czuję się jakby po mnie kombajn przejechał szczerze mówiąc.
Ale to już za nami. Już mamy marzec, a ja jestem zwarta i gotowa na powitanie wiosny. Tydzień temu Piotruś wrócił do przedszkola, a ja zamiast wykorzystać czas drzemki Tomka na relaks rzuciłam się w wir wiosennych porządków. Mój wewnętrzny imperatyw by zmyć z otoczenia brud i szarość zimy nie pozwolił mi na bezczynność. Jeszcze w styczniu umyłam wszystkie meble w domu od środka i wyrzuciłam tony niepotrzebnych szpargałów. Teraz wypucowałam wszystko od zewnątrz. Umyłam meble i lampy z kurzu, omiotłam pajęczyny, wypucowałam okna i umyłam od środka auto. Przejrzałam garderobę chłopców. Odłożyłam do sprzedania ciuszki, z których Tomek już wyrósł, przeszukałam kartony z rzeczami po Piotrku i uzupełniłam szafę małego. Ubrania za małe już na starszego brata powędrowały do kolejki dla młodszego, a jego garderoba uzupełniona została o ubrania, które kupiłam rok i nawet jeszcze wcześniej na przecenach. Odłożyłam całą siatkę spodni i spodenek, które zawiozę do teściowej z prośbą by wszyłam im gumkę w pasie. Piotrek to chudzielec, teraz jeszcze dodatkowo schudł i doły bez regulacji w pasie gumką, sznurkiem czy bez szlufek na pasek po prostu będą na niego za szerokie.
Pozostały mi jeszcze dwa miesiące do momentu powrotu do pracy. Na razie na 3 dni w tygodniu, od września na cały etat. Cieszę się, że udało mi się to w ten sposób zorganizować. Podreperuję nasz budżet, a pozostanie mi czwartek i piątek wyłącznie dla Tomka w czasie gdy Piotrek będzie w przedszkolu. Jest już cieplej. Po zawiezieniu brata do przedszkola nie będziemy już wracać do domu. Zapakujemy drugie śniadanie i obiadek na wynos w pojemniczkach i ruszymy do parku lub na rynek oglądać świat. Niedawno zastąpiłam gondolkę, w której Tomek już ledwo się mieścił siedziskiem spacerowym rozłożonym na płasko, widzi więcej i jest zadowolony. Zamierzam napawać się tym czasem, kiedy dziecko jeszcze nie biega, jest łatwiejsze do ogarnięcia, a świat budzi się do życia.

2 komentarze:

  1. U mnie marzec to jak wiesz też wiosna - buty zimowe pochowałam a grube kurtki i kożuchy w workach próżniowych siedzą już w pawlaczu :D

    OdpowiedzUsuń
  2. ale pozytywny i inspirujący mnie wpis :) dziękuję! :)

    OdpowiedzUsuń