środa, 19 marca 2014

jak rósł nasz dom (uwaga dużo zdjęć)

Nasz dom. Temat, którym żyliśmy przez kilka lat. Oprócz naszych dzieci dzieło życia mojego męża. Mogę na niego narzekać i psioczyć, ale jedno muszę przyznać. kiedy czegoś bardzo chce oddaje się całym sercem. Tyle ile on się przy tej budowie fizycznie napracował to mu spokojnie wystarczy za kilka lat regularnej siłowni. Mój ogromny mówiąc młodzieżowo szacun. Ja też się do tej budowy trochę przyłożyłam :-) O naszych przejściach wspominałam TU.
Tak działka prezentowała się w czerwcu 2007 roku. Na górze widać mała półkę - pozostałości po próbach przygotowania jej do zabudowy przez poprzedniego właściciela. Cała zarośnięta była trawami, ostami, przeróżnymi krzakami. Mój mąż z teściem centymetr po centymetrze ją po prostu gołymi rękami wykarczowali.

 Nasz przyszły wjazd do garażu
W czerwcu 2007 powstał projekt i złożyliśmy wniosek o pozwolenie na budowę, ponieważ na tym terenie był plan zagospodarowania przestrzennego. Niestety w międzyczasie został on uchylony, a my musieliśmy w związku z tym składać wniosek o WZ czyli cofnęliśmy się o krok w papierologii. W końcu 2 lata później w marcu 2009 roku ruszyła budowa :-)


 Kwiecień 2009


 Maj 2009 - dużo, bardzo dużo prętów zbrojeniowych. Dom jest wbity w skarpę i fundamenty oraz pierwszy poziom musiały być naprawdę porządnie uzbrojone. W tym czasie m.in. zmuszeni zostaliśmy zmienić ekipę, a nowa śmiała się, że na takim uzbrojeniu to samolot wyląduje. Do dzisiaj kompasy nam w domu wariują z powodu dużej ilości pionowych prętów w ścianach :-)

 Lipiec 2009 - więźba.
 Październik 2009 - Piotruś już w brzuchu, a my zamykamy pierwszy rok budowy ze stanem surowym zamkniętym.

 Rok 2010 - wykończeniówka. Kiedy buduje się dom to na początku prace posuwają się szybko, a afekty są spektakularne. Nie było ściany - jest ściana. To nastraja optymistycznie. Potem zaczyna się żmudna dłubanina z tynkami, rurami, która zdaje się nie mieć końca. Fotki zrobione w czerwcu 2010, miesiąc po narodzinach Piotrka.




 Sierpień 2010 - dom ocieplony wełna mineralną i tynki zewnętrzne. W tym czasie również włamanie i kradzież resztek wełny mineralnej. Od tego czasu aż do końca budowy codziennie ktoś w domu spał mimo braku wody i ogrzewania, nawet w największe mrozy. Mój mąż na zmianę z teściem. M po pracy przyjeżdżał do domu, chwile odpoczywał, kapał się, jadł kolację, robiłam mu kanapki na śniadanie i jechał spać na budowę. Na szczęście było to niedaleko od naszego ówczesnego mieszkania.

 Prowizoryczna sypialnia.
 Wrzesień 2010 - dom zyskał kolorki.
 Rok 2011. W lutym dowiedzieliśmy się, że do lipca musimy się wyprowadzić z wynajmowanego mieszkania (potem wynegocjowaliśmy wrzesień). Stanęliśmy przed perspektywą powrotu do kawalerki lub mieszkania kątem u rodziców. Postanowiliśmy na gwałt wykończyć dom od środka tak by można było się tam z dzieckiem wprowadzić.
Lipiec 2011 - 3 tygodnie mojego malowania wszystkich ścian kilkoma warstwami i bejcowania drewnianego sufitu po 9-10 godzin dziennie non stop. Nigdy w życiu nie byłam tak wykończona. Wielkie podziękowania dla babć, które zajmowały się w tym czasie Piotrusiem. Inaczej nie dalibyśmy rady.


 Sierpień 2011 - rusza budowa garażu u stóp działki. Niecałe 2 miesiące przed planowana przeprowadzką u stóp schodów zieje wielka dziura. Oczywiście robiliśmy ekspertyzy geologiczne i było to dobrze przygotowane, ale jednak mnóstwo nerwów czy skarpa wytrzyma, czy dom się nie osunie. Czemu w takiej kolejności? Pozwolenie na budowę dostaliśmy tylko na dom. Z garażem były problemy ze względu na zbyt duże zagęszczenie zabudowy na działce. Postanowiliśmy zaryzykować i na szczęście w końcu urzędnik zorientował się, że garażu-ziemianki nie wlicza się do gęstości zabudowy. Po prawej jest gło, piękny stary głóg, który staralismy się za wszelką cenę oszczędzić podczas budowy. Projekt garażu i wjazdu był tak przygotowany, by nie było konieczne jego wycięcie. Staraliśmy się bardzo, ale niestety podczas budowy garażu kilka wielkich kamieni uszkdziło jego pień. Odratowaliśmy go maściami z antybiotykami i teraz pięknie nam kwitnie na wiosnę.

 Wrzesień 2011
4 października 2011, dokładnie w urodziny mojego męża wprowadziliśmy się do domu we trójkę. Na stałe.
Od tego czasu wiele się zmieniło. Przybyło trochę mebli i lamp. Flizy i drzwi wewnętrzne w piwnicy i w końcu, w końcu w czerwcu zeszłego roku długo wyczekiwane balustrady na tarasie i balkonie, dzięki czemu możemy z nich korzystać (wcześniej ze względu na dziecko były zamknięte, a klamki wyjęte). Tak wygląda dzisiaj.

Czasem myślę, że byliśmy szaleni i że nie było to warte tych wszystkich nerwów i tej ciężkiej pracy. Ale tylko czasem :-)
Niemniej jednak nie ma zamiaru żadnych więcej domów w życiu budować, a jeśli już to zlecę to jakiemuś nadzorcy.




11 komentarzy:

  1. Piękny macie dom, o takim marzę :-) A Mężowi pogratulować za upór i tyle włożonej pracy. Niech Wam się dobrze mieszka :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Szacun, Nessie, dla Was obojga!

    OdpowiedzUsuń
  3. Piekny dom, cudnie polozony!! Szacun dla Was!

    OdpowiedzUsuń
  4. Śliczny macie dom. Gratuluję wytrwałości. Mnie nasza ciasnota doprowadza do szału. Jeszcze chwila i nie wytrzymam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Podziwiam, gratuluję i zazdroszczę :-)
    Jesteście Wielcy!

    Ma_niusia

    OdpowiedzUsuń
  6. Zawsze, gdy oglądam takie piękne domy, to tylko depresji się nabawiam. Piękny jest i szczerze zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. piekny:) Pamietam jak was dopingowalam :))) Jeszcze na TS o tym pisalas:)))) Ogromny szacunek dla was obojga:))

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękny. Naprawdę. A mężowi szacun się należy- jak nic. No i jaka symboliczna data na wprowadzenie się. Przyjemnego mieszkania- zresztą, w tak uroczym miejscu inne być nie może. Taki domek na skarpie, fajna sprawa, choć pewnie zimą jest trochę problemów z pójściem do garażu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W planach jest wybrukowanie sciezki i zrobienie schodkow, a na razie bywa wesolo.:-).Ta zima byla lagodna, ale poprzedniej maz wstawal o 5 by posypac zejscie piaskiem z sola.Kiedy wracalismy to brnelismy pod gore w sniegu. Bardzo sie tego balam tej zimy z fotelikiem niemowlecym ale na szczescie sniegu bylo jak na lekarstwo.

      Usuń