poniedziałek, 3 marca 2014

Rrrrrrrota

Dopadło nas.
W nocy z czwartku na piątek Piotruś trochę wymiotował. Nie przejęłam się tym zbytnio, gdyż wymiotował frytkami, które jedliśmy wieczorem, poza tym w przedszkolu jedli pączki z okazji Tłustego Czwartku. Rano przez chwile narzekał, że pobolewa go brzuszek, ale humor miał świetny, miał apetyt, zjadł śniadanie i poszedł do przedszkola. Koło południa dostałam telefon od dyrektorki, że jest osowiały, nie chce jeść obiadu. Miałam już po niego jechać, ale za chwilę zadzwoniła, że usnął u niej w gabinecie i że przyśle mi smsa gdy zacznie się budzić. Koniec końców spał prawie 2 godziny. Gdy go odbierałam faktycznie był marudny, ale w domu momentalnie ozdrowiał. Dowiedziałam się, że kilkoro dzieci złapało w przedszkolu rota. Kilka godzin później wiedziałam już, że pięcioro trafiło do szpitala i były to dzieci nieszczepione, a reszta, szczepiona, w tym Piotruś przeszła cholerstwo łagodnie. W sumie gdybym o tym rota nie wiedziała przysięgłabym, że to była drobna niedyspozycja po frytkach i ewentualne niewyspanie po cięższej nocy.
Na sobotę byliśmy umówieni na wspólny spacer ze szwagierką i szwagrankiem, a potem na ich odwiedziny u nas. Uprzedziłam Grażynkę, że Piotrek być może przeszedł własnie rota. Stwierdziła jednak, że pewnie już nie zaraża nawet jeśli. OK, jej dziecko, jej rodzina, jej decyzja.
W niedziele rano padłam ja. Na początku myślałam, że to kac, bo poprzedniego dnia wypiłam pół piwa imbirowego. Niestety nie był to kac. Tak słaba nie czułam się chyba od czasu cesarskiego cięcia. Serio. Wymiotowałam, miałam dreszcze, nie byłam w stanie utrzymać się na nogach. Męża z dziećmi wysłałam do teściowej. Spałam do 17, kiedy się obudziłam byłam już w miarę na chodzie, natomiast dopadło męża. Teściowa odwiozła dzieci i męża do domu, bo nie był w stanie prowadzić i została na noc na wszelki wypadek, bo czułam się lepiej, ale nie wiedziałam czy to na dobre czy chwilowa poprawa.
Dziś rano dostałam smsa od szwagierki, że ona i Antoś zachorowali w nocy. Po południu Tomek zaczął być niewyraźny. Nie wymiotuje, nie ma biegunki, ale coś mu ewidentnie jeździ po brzuszku. Odbija mu się ciągle, kiepsko je, marudzi. Dostał do tej pory jedną dawkę szczepionki, jutro miała być druga, ale oczywiście przełożyłam. Mam nadzieję, że ta jedna dawka mimo wszystko pomoże mu przejść przez to dziadostwo tak łagodnie jak starszemu bratu.

8 komentarzy:

  1. Cała masa dzieci dostaje rota właśnie po szczepieniu bo to żywa szczepionka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Piotr byl szczepiony w pierwszym polroczu zycia a zachorowal i to lagodnie w porownaniu z kolegami z przedszkola nieszczepionymi dopiero teraz. W wieku 4 lat prawie. Jego 4-miesieczny brat dzieki temu, ze zdazyly 2 miesiace temu przyjac pierwsza dawke szczepionki przeszedl rowniez lagodnie - troche wymiotowal w nocy, bez biegunki i po niecalej dobie jest juz ok. Tak ze sorry ale ja w nagonce antyszczepionkowej udzialu nie biore, a to ze dzieciom zdarza sie zachorowac po szczepieniu to najczesciej wina lekarzy, ktorzy nie badaja ich dokladnie przed dopuszczeniem do szczepienia, bez wywiadu na temat chorob w otoczeniu z ktorym mogly miec stycznosc i w konsekwencji szczepia je w okresie oslabienia. Nie trzeba byc Einsteinem by nie rozumiec ze w takim przypadku organizm nie zareaguje tak jak powinien bo nie ma sily.

    OdpowiedzUsuń
  3. ja tez jestem za szczepieniem dzieci :) lepsze jedno ukucie niz by malenstwo sie meczylo!

    OdpowiedzUsuń
  4. Do dzis pamietam ile dni sie nie szczepiona Cami meczyla (a potem po kolei maz i ja oczywiscie)... Ale wtedy rota nie bylo w podstawowym zestawie, a ja tylko te podstawowe szczepienia podawalam. Teraz na szczescie program rozszerzono o rota i pneumokoki, wiec Cati bezpieczna. Tesciowej nie dorwalo?
    A tak off topic - intryguje nnie uzywane przez ciebie slowo "szwagranek", ktore nie istnieje w slowniku jezyka polskiego - sama na wlasny uzytek wymyslilas, czy w Krakowie ono funkcjonuje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teściowej póki co nie, myślę, ze to cholerstwo zaraża w początkowej fazie wykluwania, a ona miała styczność z nami, gdy już chorzy byliśmy.
      A szwagranek :-)))) Sama wymyśliłam :-) Może funkcjonuje takie słowo nie wiem. No ale jak mam nazywać synka szwagra? Ani siostrzeniec, ani bratanek.... Pewnie jest jakieś fachowe określenie, ale kiedyś rzuciłam "szwagranek" i tak się jakoś przyjęło.

      Usuń
    2. Ja bym nazywala synkiem szwagra wlasnie :D

      Usuń
    3. Jakos tak dlugo i niewygodnie ;-)

      Usuń
  5. Oj rota, to dopiero upierdliwe dziadostwo. Potrafi powalić dorosłego. Dobrze, że są szczepionki.

    OdpowiedzUsuń