poniedziałek, 17 marca 2014

weekendowo

Wychodzimy na prostą :-) Piotrek już zdrowy, mnie noga już prawie nie boli tylko pogoda się pochrzaniła.
Relacja z ostatnich dni.
W czwartek Piotrek już był po antybiotyku i w dobrej formie. Skorzystałam z tego, że przyjechała do nas na dwa dni moja mama i kiedy wróciłam z Tomkiem ze szczepienia zabrałam go na obiecaną wymianę opon. Piotr zachwycony, ja mniej bo okazało się, że moje letnie opony miały już 10 lat i musiałam na cito kupić nowe - kilkaset zł w plecy :-/

W piętek pogoda była przepiękna, zatem korzystaliśmy ile się da.
Sobota przywitała nas poziomym deszczem ze śniegiem i gradem walącym w okna. Tata pojechał z dziadkiem do sklepów doradzać mu w temacie kupna ekwipunku na kwietniową wyprawę do Chin a my najpierw urzędowaliśmy w domu
a po południu sąsiedzi zaprosili nas na pyszne zapiekanki. Choć mieszkamy 5 minut drogi od siebie i widzimy nawzajem nasze domu nie spotykaliśmy się od stycznia - najpierw u nich panowała zaraza, a potem u nas czarna seria. Wiktor nie widział Tomka długo i był oczarowany tym, że młody jest już kontaktowy, że reaguje na jego zaczepki i cały wieczór przesiedział przy jego macie kompletnie ignorując Piotrka. Ten jednak nie był tym specjalnie zmartwiony, bo miał do swojej dyspozycji całą kolekcję jego autek i zadowolony bawił się w jego pokoju.
Tomiś z ciocią
Oto dzieło naszego sąsiada. Robi wrażenie prawda?
W niedzielę pogoda niestety również nas nie rozpieszczała. Tomek został w domu z tatą, a ja z Piotrusiem wybraliśmy się do Muzeum Inżynierii Miejskiej "oglądać stare samochody" i nie tylko. Dlaczego bez Tomka? Bo bywamy tam często i wiem, że nie jest to miejsce przyjazne rodzicom z młodszym przychówkiem w wózkach. Mało miejsca, trudno manewrować wózkiem między eksponatami na wystawie o kole i ani kawałka krzesła, na którym można by przysiąść i na przykład nakarmić malucha, o przewijaku w toalecie lub chociażby miejscu gdzie można by wjechać wózkiem i zmienić pieluszkę w wózku z dala od ciekawskich oczu nie wspomnę. Spędziliśmy ze starszym synem trochę czasu sam na sam. Dla zainteresowanych - zamiast wystawy o gazownictwie otworzono ekspozycję o elektryczności i promieniowaniu. Nareszcie coś nowego. Piotrek jeszcze trochę za mały, ale podobały mu się kule z wyładowaniami elektrycznymi, tworzenie piorunów po ich dotknięciu i model żarówki.






4 komentarze:

  1. Wyprawa do Chin? Fantastyczna sprawa! Zazdroszczę dziadkowi :)
    Widzę po Elizie, jak Ona potrzebuje tego czasu sam na sam. A maluchom nic się nie dzieje, w końcu niech wiedzą, że na mamie świat się nie kończy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy mu zazdrościmy :-) na cały miesiąc jedzie. Zgadzam się, starszaki bardzo bardzo potrzebują czasem rodzica na wyłączność a i dla mnie taka wycieczka tylko ze starszym synem to aktualnie odpoczynek fizyczny i psychiczny.

      Usuń
  2. Z moja polska kolezanka-sasiadka (10 minut piechota) i jej dzieciakami tez sie od poczatku roku spotkac nie mozemy, albo u nas zaraza, albo u nich i tak ciagle.

    Sam na sam z Cami jest mi chyba bardziej potrzebne niz jej, bo ciagle mi szkoda, ze gdzies same nie mozemy sie wybrac, a ona przy kazdym wyjsciu wrecz sie upewnia, czy Cati na pewno z nami jedzie/idzie, bo ona bardzo tego chce.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bede zagladac :)

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie. :)

    OdpowiedzUsuń