piątek, 21 marca 2014

wózkowy wyjec

Coraz częściej widzę jak moje dzieci różnią się od siebie. Tomek jest dużo mniej elastyczny od Piotrka. Piotruś spał wszędzie i jadł wszędzie. Wiadomo wkurzał się w wózku, ale z umiarem.W cieplejsze dni można było z nim wyjść na cały dzień i zaplanować posiłki i spanie w plenerze lub w wózku. Być może była to kwestia przyzwyczajenia od małego. Starszak to majowy chłopak, więc od urodzenia kilka godzin dziennie lub nawet cale dnie spędzał na spacerach. Gondola była jego drugim domem. Był przyzwyczajony do posiłków na ławeczce i bodźców innych niż w domu. Tomek zupełnie inaczej. Urodził się w październiku. Trochę pochodziłam z nim na spacery,a potem zapalenie płuc,szpital rekonwalescencja, która zbiegła się w czasie z nadejściem mrozów. Różne nasze zawirowania, operacja Piotrka i w efekcie większość zimy spędził odwożąc lub przywożąc brata z przedszkola i werandując się na tarasie. Jeździł na spacery w wózku, ale dużo mniej niż starszy brat w jego wieku i krócej - wiadomo, mróz, zimno, nie da się zmienić pieluszki na polu itd. Do tego naprawdę na zimnie nie miałam siły dwa razy dziennie jeździć z nim na spacer, wyładowywać wózka z auta, montować gondoli, wyciągać go z fotelika, potem składać wózek, ładować go do fotelika. Wychodziliśmy więc zwykle raz dziennie i między posiłkami. W efekcie nie jest to dla niego czymś oczywistym.
Kiedy tylko Piotrek wrócił do przedszkola po chorobie a kostka przestała mnie bolec zaczęłam uskuteczniać plan, o którym marzyłam całą zimę. Tomiś do wózeczka, mleko, obiadek, deserek do kosza i wio na długi spacer. Tak jak z Piotrusiem. Cieszyłam się jak dziecko a tu zonk. Mój młodszy syn ma charakterek i własne zdanie i albo nie lubi wózka (nosidła zresztą też nie), albo potrzebuje czasu by się przyzwyczaić do nowej rutyny. W domu to anioł. W wózku się hmmmm drze. Płacze bo trudno mu się wyciszyć na drzemkę, a gdy już zaśnie śpi czujnie. Jako maleństwo w gondolce spal twardo, teraz w spacerówce więcej widzi i słyszy i przede wszystkim jest starszy.Obserwuje, analizuje. Kiedy poszłam z chłopcami na plac zabaw to nie bardzo mogłam Piotrkowi towarzyszyć. Tomek rozbudzał się co chwile i marudził, musiałam jeździć naokoło placu mając oko na Piotrka. Wzięcie na ręce nie pomagało bo był senny i tylko go to wkurzało. Ogólnie wózek musi być no stop w ruchu. Zupka -  protest. Butlę wypije, owoce zje, ale wpada w histerię przy każdej próbie podania mu zupki, nawet gdy jest na to pora i dostaje ulubione smaki. Zaciska momentalnie oczy i zaczyna płakać tak, że trudno mi go ukoić. Czasem po prostu wkładam go z powrotem do wózka jeżdzę i czekam aż się wyryczy bo nic nie pomaga ani mleko ani przytulanie ani smok. Nic.
Martwi mnie to. Mam nadzieje, że to przejściowe, a nie taki styl. Mój szwagranek taki był. Grażynka nie mogła ani na chwile przysiąść, często jedną ręką pchała wózek a na drugiej trzymała ryczącego  Antka. Bardzo jej wtedy współczułam i w duchu cieszyłam się, że Piotrek do czasu buntu dwulatka był naprawdę idealny pod tym względem. Bardzo elastyczny. Teraz mam to samo co ona :-/
Wiecie to nawet nie chodzi o mnie. Jestem dorosła i choć marze o długich spacerach to wiem, że dzieci rosną i taki stan nie będzie trwał wiecznie. Rok mogę się dostosować. Chodzi mi przede wszystkim o Piotrka. On uwielbia weekendowe wyprawy na cały dzień. A nawet głupi spacer na rower u nas trwa 4-5 godzin kiedy jest pogoda. Zanim ubierzemy się, zapakujemy do auta, dojedziemy do parku, wypakujemy wózek, rower i dotrzemy na miejsce mija trochę czasu.  Wychodzi na to że po ok.godzinie musielibyśmy zbierać się w drogę powrotną do auta bo Tomek ma zjeść zupę w domu. Kompletnie bez sensu. Nie zrobię tego Piotrusiowi. Za chwilę wracam do pracy.W tygodniu przedszkole i tamtejszy plac zabaw oraz spacery po osiedlu. Należy mu się w weekend coś ciekawszego a nie siedzenie przed domem lub spacer wokół stawu bo tylko to mamy w zasięgu bez auta. On chce do dzieci, nie chce bawić się sam, chce coś ciekawszego niż na codzień!  Mam nadzieję, że Tomek przyzwyczai się do towarzyszenia nam i zacznie jeść obiady w plenerze. Czekam aż zacznie siedzieć. Może posadzony na kocyku będzie bardziej chętny, ale to jeszcze ze 2-3 miesiące jak sadzę.Jeżeli będzie bardzo protestował  to kiszka. Mój mąż większość sobót ma zajętych pracą. W soboty pozostałby nam trawnik przed domem lub króciutki wypad. A w niedzielę jedno z nas musiałoby pewnie zostać z Tomkiem lub iść z nim na krótki spacer by drugie mogło zabrać Piotrka na wycieczkę, bo słuchać cały dzień darcia nikt nie ma ochoty.
Na razie próbuję Tomka przyzwyczajać. Mam miesiąc do powrotu do pracy i liczę, że Piotruś będzie chodził do przedszkola bym miała te kilka godzin dziennie sam na sam z Tomkiem. Na razie trudno. Obiad je rano, przed wyjściem. Z dwojga złego lepiej by zjadł go rano niż późnym popołudniem. Wychodzimy około 10.00, jedziemy w jakieś miejsce spacerowe i wędrujemy do ok. 15, wracając odbieramy Piotrka z przedszkola. Mam nadzieję, że Tomek da się przekonać, iż świat zewnętrzny jest ciekawszy niż dom.

8 komentarzy:

  1. No to tym razem duza roznica wieku u nas jest na plus - nie musze juz z Camilla na dwor wychodzic, sama to robi, tzn. z kolezankami. Cati w wozku glownie spi, wychodze z nia zawsze w porze dlugiej drzemki, czyli kolo 13. Gdy trzeba jechac gdzies o innej porze, nie jest wozkiem zachwycona, jeczy i trzeszczy, az w koncu zasypia zrezygnowana. U nas jeszcze zimno, wiec calodzienne wyprawy nie wchodza w rachube, a jak przyjdzie pora piknikow, mam nadzieje, ze juz bede ja mogla na trawe sadzac. Oraz, ze siedzac w wozku i widzac swiat dookola, nie bedzie protestowala. Z jedzeniem narazie na dworze trudno bo nie usmiecha mi sie biustu na zimno wystawiac, ale zawsze znajdzie sie miejsce, gdzie mozna wejsc, przycupnac i nakarmic, pod tym wzgledem jestem spontaniczna, nie planuje gdzie i kiedy bede karmila, bo to Cati daje znac, ze juz czas ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tomek tez bez problemu wszedzie wypije mleko i tu tez jestem spontaniczna, zrobienie butli nie zajmuje mu dluzej niz minute. Tylko on ma juz dwa posilki niemleczne i nie moge sie cofac skoro juz ma diete rozszerzona.

      Usuń
    2. A jak bys go na vzas posilku wyjela z wozka i wziela na kolana? Jednej forumowej mamy dziecko tak wlasnie je najchetniej ;)

      Usuń
    3. owoce zje, zupe mowy nie ma:-)

      Usuń
  2. Wiesz, może On po prostu potrzebuje więcej czasu? A skoro je ładnie deser, owoce i mleko, to może raz w tygodniu niech Mu odpadnie ta zupa, a Wy nie zmieniajcie planów, bo szkoda wspólnego czasu. Ja niestety wiem doskonale o czym mówisz, z tym, że u mnie Obydwie są pod tym względem trudne. To znaczy Eliza była, już wyrosła. Tyle, że jak Ona była mała, to generalnie był problem, żeby zjadła gdziekolwiek indziej niż w domu. Strasznie to było męczące i upierdliwe. Lila natomiast jest tak rozkojarzona, że w zasadzie powtórka z rozrywki. Jak jedziemy z Nią do rodziców na obiad, to musi minąć jakiś czas, żeby cokolwiek zjadła. Zazdroszczę mamom takich elastycznych dzieci, część sobie nie zdaje sprawy jakie to ułatwienie...
    My też uwielbiamy takie wycieczki, tyle, że odkąd jest Lila, to wszystko jest podporządkowane pod Nią i czasowo są one mocno okrojone, ale mam nadzieję, że to już niedługo się zmieni.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiedziałam, że już wracasz do pracy, Ja dopiero końcem roku i jakoś sobie tego zupełnie nie wyobrażam. Od dwóch tygodni nie byliśmy na spacerze. Ciekawe jak to będzie gdy już w końcu wyzdrowiejemy. Mały jeździ jeszcze w gondolce i zasypia zanim z bloku wyjadę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Musi się przyzwyczaić, nie można Piotrkowi zabierać długich wypraw na dwór. Po prostu potrzebuje czasu żeby się przestawić, inaczej śpi się w domu czy na tarasie, inaczej na gwarnym placu; podobnie z jedzeniem. Ale jak odpuścisz to zaszkodzisz i sobie i Piotrkowi, moim zdaniem najmłodszy nie ma wyjścia, musi się przystosować ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. u nas na placu jak małe nie było śpiące, sprawdzało się nosidło/chusta. jak śpiące, czasem odczekiwałam przed wejściem na gwarny plac zabaw w zaciszniejszym zakątku parku (zajmując starszaka np kredą) i usypiałam zanim poszliśmy w hałaśliwsze miejsce.

    OdpowiedzUsuń