środa, 2 kwietnia 2014

jak podwójne macierzyństwo nauczyło mnie dbania o siebie i zdrowego egoizmu

Dokładnie tak.
Kiedy na świecie był tylko Piotruś nasz dzień był podporządkowany jego potrzebom. Bardzo często w biegu nie dojadałam, dom wyglądał jakby przeszedł tajfun, nie starczało mi czasu nawet nie na ułożenie włosów czy makijaż ale zwykłą toaletę. Kiedy tylko kwęknął biegłam do niego nie zwracając uwagi na siebie. Wpadałam we frustrację, że nie jestem w stanie jednocześnie wnieść wózka na górę i zająć się dzieckiem i że dziecko przez 2-3 minuty płacze w łóżeczku zanim tego nie zrobię. Ani to było mądre, ani potrzebne. Teraz praktykuję zdrowy egoizm.
Oczywiście nie zostawiam malucha płaczącego, przestraszonego potrzebującego mamy, ale nie mam wyrzutów sumienia , że pobuczy i pomarudzi trochę z nudów na macie widząc mnie cały czas podczas gdy ja kończę posiłek. Po prostu jem. Należy mi się możliwość spożycia zupy na siedząco w spokoju i nie łykając łapczywie.Nie rzucam jedzenia w połowie, nie biorę malca na ręce i nie próbuję jak dawniej jeść jedną ręką trzymając wyginającego się na wszystkie strony dziecko. Dbam o swoja toaletę i podstawowe potrzeby.
Bałam się, że przy dwójce maluchów zupełnie siebie zaniedbam a nasza codzienność zacznie przypominać jeden wielki chaos i faktycznie na początku tak było. To, że mamy trzypoziomowy dom nie ułatwiało sprawy. Ubranka walały się na wszystkich poziomach. Nie ogarniałam już czy krem do pupy jest w pokoju Tomka czy w górnej łazience, a może na łóżku w pokoju gościnnym, na którym czasem przewijam Tomka. Poranki bywały koszmarne. Mój maż wychodzi do pracy przed 7 i to na mnie w dni powszednie spada całe poranne organizowanie dnia. Piotrek w kuchni na parterze domagający się śniadania, ja przebierająca Tomka na piętrze, usiłująca znaleźć coś nadającego się do ubrania przed samym wyjazdem do przedszkola, bo w szlafroku to tak trochę średnio, a o moim śniadaniu nie wspomnę. W okresach chorób targałam ze sobą odkurzacz by odciągnąć gluty po schodach, inhalator też wiecznie wędrował.
W końcu powiedziałam stop i zaczęłam o siebie dbać. To moje dbanie o siebie osoby bezdzietne pewnie rozśmieszy, ale  wierze, że mamy zrozumieją o co chodzi :-)
Przede wszystkim wprowadziłam żelazną poranna zasadę - na dół rano schodzimy dopiero wtedy gdy wszyscy troje jesteśmy umyci, ubrani, a Tomek po porannej butli (chyba, że obudzi się później i my z Piotrkiem jesteśmy już gotowi, wtedy je już z nami na dole). Zasada ta bardzo przydała się mi się gdy miałam skręconą kostkę i poruszałam się powoli starając się ograniczyć do minimum chodzenie po schodach a Piotrek miał zapalenie płuc i 5 inhalacji dziennie. Pierwszy wstawał Piotrek, schodziłam na dół przygotować mu picie oraz mleko dla brata, Piotruś pił, potem robiłam mu pierwszą inhalację w górnej łazience, ubierał się, mył zęby i choć marudził, że jest głodny to musiał poczekać bawiąc się w swoim pokoju aż przebiorę i nakarmię Tomka oraz sama się umyję i ubiorę. Choćby się waliło i paliło robię makijaż i układam włosy, inaczej czuję się źle. Tomek towarzyszy mi w łazience lub leży na macie w pokoju brata tak, że widzę go z łazienki. Czasem trochę pomarudzi, ale trudno. Po zejściu na dół w pierwszej kolejności myję i wyparzam butelkę. Piotrek musi zająć się sam sobą lub może pomóc mi przy robieniu śniadania jeśli ma ochotę, Tomek leży na macie lub  w leżaczku. Przygotowuję śniadanie dla Piotrka i siebie oraz owoce dla Tomka i znowu - choćby się waliło i paliło ja to swoje śniadanie jem siedząc przy stole a nie w biegu, jem do końca i herbatę tez wypijam. Niby nic a cieszy. Nie mam wyrzutów sumienia jeśli w celu uzyskania tych 15 minut relaksu dla siebie puszcze bajkę lub Tomek trochę się ponudzi i pokwęka. To jest mój czas. Siedzę, jem i przeglądam net na tablecie. A potem wpadam w wir - ogarnąć chłopców i zawieźć Piotrka do przedszkola lub zapodać Tomkowi owoce i zabrać się za obiad lub pobawić z młodym jeśli Piotrek akurat zostaje w domu.
Podobnie pilnuję by zawsze zjeść obiad. Nie było to takie oczywiste. Kiedy Piotrek je ja również i nawet jeśli młodemu zdarzy się coś wylać czy nabrudzić to sprząta sam lub sprzątam dopiero gdy sama skończę. Wcześniej co chwilę się od jedzenia odrywałam. Koniec z posiłkami w biegu. Jeżeli widzę, że Tomek choć głodny jeszcze chwilę wytrzyma w leżaczku zanim dostanie zupkę to wcześniej jem sama.
Nie znoszę nierozpakowanych zakupów i bagaży, więc kiedy wracamy ze spaceru czy przedszkola, a męża nie ma w domu to chłopcy muszą poczekać aż rozpakuję nasze plecaki, umyję brudne butle i łyżeczki, wyrzucę śmieci zanim zacznę uwzględniać ich postulaty. Przy Piotrku przerywałam każdą czynność gdy tylko kwęknął. Teraz nie mam oporów by szybko dokończyć mycie łazienki czy prasowanie. Oczywiście nie trwa to kilkanaście minut tylko 2-3 minuty. Przy Piotrusiu praktycznie wszystko robiłam gdy spał. Teraz jeżeli mam nawał obowiązków kładę Tomka na macie tak aby mnie widział, rozmawiam z nim i sprzątam, prasuję. Tym sposobem dom nie zarasta bałaganem, co jest dla mnie ważne, bo nie potrafię odpoczywać i relaksować się w brudzie.
To są drobiazgi, ale staram się być dla siebie dobra. Bo ja też jestem ważna!


5 komentarzy:

  1. Wow, jesteś super zorganizowaną mamą! Gdy urodzi się nasze dziecko, przeczytam sobie ten post jeszcze raz :))

    OdpowiedzUsuń
  2. I tak trzymac:) Ja tez nie jestem na kazde zawolanie i kwekniecie mojego dziecka. Nauczyl sie slowa "poczekaj" Nigdy tez nie rzucalam i nie lecialam jakby sie palilo. I przyznam ze zal mi jest tych mam co tak robia bo same sobie kraca bacik i napedzaja dzikie kolo... Nic sie dziecku nie stanie jak chwilke poczeka. Umyc zeby i sie ogarnac kazda matka ma w koncu prawo:)))
    Brawo!:))

    OdpowiedzUsuń
  3. O, ja jestem egoistka bardzo. Co rano Cati na lezaczku jakies pol godziny musi sie soba zajac, bo ja po wyjsciu Cami do szkoly w spokoju robie i jem sniadanie. Nie lece przy kazdym jej kweknieciu, ale nie da sie ukryc, ze nuemal caly czas z nia spedzam, bo to jest to, czego najbardziej potrzebuje. Mam poczucie, ze to moje ostatnie dziecko, ze okres niemowlecy tak szybko mija i chce sie nim napawac ile sie da, a reszta czesto lezy odlogirm. Przy mslutkiej Camilli dom byl w stanowczo lepszum stanie niz teraz.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie! I bardzo dobrze Cię rozumiem! Doskonale wręcz!


    Ma_niusia

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem ciekawa jak to u mnie bedzie ;D a Ty swietnie sobie radzisz ;)

    OdpowiedzUsuń