niedziela, 27 kwietnia 2014

młody grotołaz

Jakiś czas temu podczas przeglądania encyklopedii ilustrowanej dla dzieci Piotruś zainteresował się rozdziałem poświęconym jaskiniom. Z uwagą słuchał o stalaktytach, stalagmitach i podziemnych korytarzach. Zapytany czy chciałby wybrać się na wycieczkę do prawdziwej jaskini wykrzyknął z entuzjazmem "taaaaak, a kiedy?". Dla nas, mieszkańców Jury Krakowsko-Częstochowskiej to nie problem. Jaskiń i wąwozów mamy trochę w miarę bliskim sąsiedztwie. Jedynym warunkiem było zapewnienie na ten czas opieki Tomkowi, który nie przepada za nosidłami i na pewno nie podszedłby do tematu entuzjastycznie. Dlatego dzisiaj tata wybrał się z Tomisiem na spokojny spacer do parku, a ja z Piotrkiem wyruszyliśmy na podbój jaskini. Na pierwszy ogień poszła Jaskinia Wierzchowska w Dolinie Kluczwody, o TA. Swoją drogą bardzo lubię wypady solo ze starszym synem. Pomijając fakt, że oboje potrzebujemy takiego czasu sam na sam to jest to dla mnie relaks - nie trzeba rozkładać i składać wózka, pamiętać o pieluchach, mleku, nie trzeba zabawiać i dźwigać. Idziemy i rozmawiamy.
Piotrek do sprawy podszedł profesjonalnie. Wyedukowany w temacie zabrał swój kask budowniczego i trzy latarki (ostatecznie zdecydował się używać tej najmniejszej), czym zyskał sympatię pana przewodnika i wzbudził zazdrość pozostałych dzieci w grupie zwiedzających.

Jaskinia jest super i polecam ją na weekendowy wypad. Zwiedzanie trwa godzinę z przewodnikiem, wejścia o pełnych godzinach.

Można w niej spotkać kamiennego niedźwiedzia. Niedźwiedzie szukały w jaskiniach schronienia przed niepogodą. W Jaskini Wierzchowskiej znaleziono trzy kompletne niedźwiedzie szkielety zwierzaków, które prawdopodobnie miały pecha i nie potrafiły odnaleźć drogi do wyjścia. Wiecie, że tak naprawdę taki niedźwiedź miał 2 metry w kłębie, a kiedy stanął na tylnych łapach miało się przed sobą 4-metrowego kolosa?
 W głębi widać kamiennego leśnego lwa. Przewodnik twierdził, że kiedyś żyły takie zwierzęta.
Mini stalaktyty i stalagmity.

 Człowiek prehistoryczny używał jaskiń jako schronień i lodówek do przechowywania żywności w glinianych pojemnikach.
Widzieliśmy też nietoperze.
A na koniec chwila na placu zabaw obok parkingu.
Jakby ktoś się wybierał to dojazd jest prosty. Około 15 minut od północno-zachodnich granic Krakowa. Wszystkie informacje są na stronie zalinkowanej wyżej. Ze swojej strony dodam, że dojście od parkingu do jaskini zajmuje dłużej niż podane10 minut, zwłaszcza z dzieckiem. Przynajmniej 20 min. Warto mieć także swój własny prowiant, bo przy samej jaskini nie ma żadnego sklepiku z jedzeniem, jest tylko sklep spożywczy obok parkingu, ale nie uświadczy się w nim żadnych ciepłych dań.
Piotruś zachwycony ostrzy zęby na kolejne jaskinie. Wydoroślało mi dziecko. Jeszcze rok temu nie byłoby mocy o takiej wycieczce. Uciekałby, robił swoje, krzyczałby, w połowie trasy  chciałby wracać i trudno byłoby go opanować. Dzisiaj spokojnie wędrował ze przewodnikiem, słuchał jego wyjaśnień, mówił cicho by innym nie przeszkadzać w czasie jego wypowiedzi, a potem zasypywał go milionem pytań. Super :-)

5 komentarzy:

  1. Świetna wycieczka! Musiała być niesamowitą atrakcją dla Piotrka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Brrr, nie weszlabym do takiej jaskini za nic w swiecie...

    OdpowiedzUsuń
  3. My jak dotąd byliśmy tylko w Jaskini Mroźnej, Elizie się podobało, aczkolwiek trochę miała pietra :)
    Niedźwiedzie- spędzają mi sen z oczu, za każdym razem jak jesteśmy w Tatrach. Właśnie dlatego, że wiem, co to za kolos. Brrr.
    Fajnie spędziliście czas!

    OdpowiedzUsuń
  4. swietna wyprawa! my na podobna wybieramy sie tutaj, pod koniec maja.

    OdpowiedzUsuń