piątek, 11 kwietnia 2014

Piotruś i wada wymowy

Mój starszy syn jest uparciuchem i ma wadę wymowy. Sepleni. Ma problemy z pionizacją języka i nie wymawia dźwięków, które wymagają by język dotykał podniebienia i górnych zębów. Zamiast "r" i "l" mówi "j". Zamiast "dla" mówi "na". Póki co nie ma mowy o głoskach szeleszczących. Piotrek mówić zaczął późno. Dopiero po 2 urodzinach i początkowo byłam szczęśliwa, że w ogóle mówi i to dużo. W okolicach 3 urodzin zaczęłam się niepokoić, postanowiłam jednak poczekać aż pójdzie do przedszkola wiedząc, że będzie miał tam zajęcia z logopeda. Trochę przemówiło przeze mnie lenistwo. Byłam w ciąży, zaczynałam się kiepsko czuć i nie bardzo miałam siłę jeździć z nim na jakieś zajęcia, zwłaszcza że w tym okresie Piotrek delikatnie mówiąc nie pałał miłością do żadnych lekarzy. W przedszkolu pani logopeda oczywiście od razu zauważyła w czym rzecz i od października Piotruś oprócz normalnych zajęć logopedycznych z całą grupą ma też raz w tygodniu godzinę zajęć indywidualnych w czasie pobytu w przedszkolu. Ma swój zeszyt, w którym pani wkleja mu ćwiczenia do przerabiania w domu. Staramy się bardzo ćwiczyć z nim kilka razy dziennie. Wiemy, że nie chodzi o to by raz w tygodniu przez godzinę przerabiać ćwiczenie po ćwiczeniu, ale by 3-4 razy dziennie powygłupiać się przed lustrem przez 5 minut. Ha! łatwo powiedzieć!

Mój syn nie chce współpracować. Na wstępie odrzucił najfajniejszy moim zdaniem rodzaj ćwiczeń na pionizację języka - smarowanie górnej wargi czymś smacznym i oblizywanie jej. O tym wiedziałam, bo próbowałam to robić już dawno dawno temu profilaktycznie i wiem, że nie lubi takiego babrabnia się. Brzydzi go to i ma odruch wymiotny. Od razu biegnie do łazienki umyć buzię.  Inne rodzaje ćwiczeń go męczą. Czasem uda mi się przekonać go i na odwal się pomerda językiem przez minutę i to wszystko. Szczerze mówiąc jestem podłamana. Przed operacją migdałków sądziłam, że może  winny jest też przytępiony słuch, ale nadal jest tak samo. Piotrek miał podcinane wędzidełko w wieku 7 miesięcy i pani logopeda zasugerowała ponowne podcięcie uprzedzając nas, że bardzo ważne jest by od razu język ćwiczyć by ranka się nie zabliźniła. Długo wahałam się jak podejść do tematu. Wiedziałam, że nie ma raczej możliwości wykonania zabiegu tak jak robi się go zazwyczaj tzn. w znieczuleniu miejscowym. Piotrek nienawidzi zaglądania do gardła, wkładania mu tam patyczka i trzeba by było to robić bardzo, bardzo na siłę, a w tym okresie on miał już dosłownie uraz do laryngologów i zaglądania mu do gardła. Byłaby trauma jak nic :-( Poprosiłam więc lekarza, który operował mu migdałki by wykonał plastykę języka przy okazji narkozy i tak zrobił, ale niestety nic to nie dało. Rana się zabliźniła. Po pierwsze Piotrek przez dwie doby po operacji był w kiepskim stanie i trudno było w ogóle z nim kontakt nawiązać, a potem tradycyjnie nie chciał ćwiczyć.
Teraz już sama nie wiem co robić. Konsultowałam się z drugim logopedą, przewertowałam fora internetowe, rozmawiałam z rodzicami dzieci, które tez borykają się z wadą wymowy. Nie jestem w stanie go przekonać, bo też te ćwiczenia są nudne i trochę się mu nie dziwię. Przykro mi słuchać jak sepleni i coraz bardziej odstaje od rówieśników. Wcześniej czy później zaczną się z niego śmiać. Ma tez problemy z nauką angielskiego, a w przyszłości nauczyciele też mogą go nie rozumieć. Może faktycznie poczekać aż ktoś zacznie mu to wytykać, aż go to ubodzie, aż ktoś nastąpi mu na ambicję i wtedy spróbować podciąć to wędzidełko kolejny raz? Całkiem niedawno Piotrek stwierdził, że będzie mówił jak chce, że nikt go zmuszać nie będzie i ważne jest to co się mówi a nie jak. moje tłumaczenia, że ludzie nie będą go rozumieć trafiają w próżnię. Uparty jest jak ten muł. Szczerze mówiąc jestem zła. Z kasą kiepsko, odmawiam sobie wielu rzeczy, a za tę kasę, którą od października wyrzuciłam w błoto mogłabym sobie już dawno kupić nowe okulary, które są mi pilnie potrzebne i których zakup ciągle odkładam.
Na domiar złego Piotrek zaczyna mówić niechlujnie. Potrafi wypowiadać się wyraźnie (oczywiście sepleniąc ale sepleniąc wyraźnie), ale coraz częściej bełkocze pod nosem z lenistwa lub z innego powodu. Irytuje nas to z M potwornie. Czasem nie chce mu się użyć całego zdania tylko rzuca hasło typu "tych autek" i dopiero kiedy się dopytamy łaskawie dopowie "brakuje mi tych autek na parkingu". Bardzo nas to denerwuje i zapowiedzieliśmy mu, że jeśli nie będzie mówić całymi zdaniami i starannie to nie będziemy go rozumieć i staramy się konsekwentnie wtedy nie reagować.
Macie jakieś doświadczenia w tym temacie?????
Uparciuch gniewny.


7 komentarzy:

  1. Mi matka zaniedbała cwiczenia logopedyczne i do dzis seplenie. cwiczenia zaczelam od podstawowki no ale nikt mnie nie pilnowal bym robila to w domu...
    im wczesniej tym lepiej
    ja mysle zebys mu dala przez miesiąc spokój a potem wrocila do cwiczen, moze z taką przerwą będą dla niego przyjemniejsze
    albo nie obejrzy bajki jak nie pocwiczy chwilkę, mozliwosci jest wiele
    ze mnie bardzo się dzieciaki śmialy w szkole, do dziś muszę czasem coś wielokrotnie powtórzyc bo ludzie obcy nie rozumieja najblizsi owszem, ale wytaje mi się, ze mowie wyraźniej niź wcześniej.
    do dzis zaluje ze matka nie przylozyla sie do tego by cwiczyc ze mna codziennie...

    OdpowiedzUsuń
  2. My mieliśmy krótki epizod z logopedą w przedszkolu... To fakt, najważniejsza jest systematyczność, ale powiem Ci, że Eliza też nie lubiła tych ćwiczeń. Jeszcze na początku nawet chętnie je robiła, ale im dalej w las, tym Jej się bardziej nie chciało. Na szczęście u nas problem był minimalny i teraz jest ok. Tobie nie wiem co radzić. Z jednej strony może uwagi rówieśników wpłyną Mu na ambicję, a może nie? Jeśli to taki indywidualista, to może się w ogóle nie przejąć. Najgorzej, że skutki seplenienia przełożą się na naukę, bo takie dyktando, to myślę, że trudno Mu będzie poprawnie napisać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Moze jakis motywacyjny system nagrod? Troche jak za zachowanie - tablica z rysowanymi usmiechami za kazde zaplanowane pocwiczenie - po tygodniu podsumowanie i nagroda, jesli usmiechow bedzie tyle ile na poczatku tygodnia zostalo ustalone?

    OdpowiedzUsuń
  4. Co do ostatniego akapitu- niechlujne mówienie- to Julek miewa regularnie takie fazy. też mnie to wkurza, ale jemu się po prostu nie chce. jak go przycisnę, to niechętnie mówi pełne zdanie albo powtarza dwa razy wyraźniej. co ciekawe, pani w zerówce mówi że jak np opowiada historyjkę w ramach zadania z książki to mówi mega wyraźnie i się stara :)
    Co do ćwiczeń logopedycznych- jesli to jest ważne, problem z wadą wymowy moźe mu poważnie przeszkadzać, to niestety trzeba znaleźć taki sposób by Piotra do ćwiczeń zmusić. Jak do brania lekarstwa, no nie pytasz dziecko czy ma ochotę. Nela miala podobny stosunek do ćwiczeń ortopedycznych które na pewnym etapie miała zalecone (i będę miała krzywą nogę, to moja noga! ;)). Sama najlepiej znasz Piotra i wiesz czym możesz go skusić, może coś w tym stylu jak Kiiki pisze?

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziewczyny umowilam sie z psychologiem przedszkolnym i logopeda na spotkanie po swietach. Widza Piotrka na codzien i moze tez mi jakis system motywacyjny doradza.Jesli on teraz jest taki uparty to ciekawe lata przede mna:-) Piotrek aktualnie twierdzi, ze gdy dorosnie bedzie kierowca wyscigowym. Zwrocilam mu uwage, ze kierowca musi mowic wyraznie by szybko porozumiec sie z pilotem i ekipa to wiecie co mi odpowiedzial? Ze bedzie bardzo dobrym kierowca wiec ekipa bedzie musiala nauczyc sie jego jezyka bo inaczej pojdzie do innej.

    OdpowiedzUsuń
  6. Znalazł szybko rozwiązanie. Ciekawe co powie Ci psycholog. Ja nie znam sposobu na upór a próbowałam różności i dopóki Migotka sama czegoś nie chciała to mogłam wymyślać a efekt nadal był żaden.

    OdpowiedzUsuń
  7. Miałam kiedys koleżankę która była po części głuchoniema. W jakimś tam stopniu. Nasz wspólna nauczycielka wiedząc ze jeździmy razem pociągiem do szkoły poprosiła mnie żebym za każdym razem mówiła do niej ze jej nie rozumiem. Miałam mowić to tak długo az powiedziała wyraźnie a nie belkotala. Ja było naprawdę bardzo ciezko zrozumieć. Była na mnie zła, czasami bardzo ale sie starała.
    Moze zastosuj u Piotra? Po prostu mów ze nie wiesz o co mu chodzi jak cię np. Poprosi żebyś sie z nim pobawila. Tu ważna jest konsekwencja, moze byc ci ciezko jako mamie.
    Moja koleżanka po roku mówiła tak ze większość ja dobrze rozumiała. Cała klasa ja "trenowała":)))
    Trzymam kciuki:)))

    OdpowiedzUsuń