piątek, 4 kwietnia 2014

strażacy i angina

Z fajnych spraw - Piotruś był w remizie.
Z mniej fajnych - Piotruś i ja chorujemy. Na anginę.

W zeszłą środę przedszkolaki pojechały na wycieczkę do remizy w ramach projektu "bezpieczny dom". Piotruś bardzo ten wyjazd przeżywał. Młody jest zafascynowany strażakami od dawna. Wprawdzie już kilka razy miał okazję obejrzeć dokładnie wóz strażacki, wejść do środka i podotykać wszystkich sprzętów to jednak w prawdziwej remizie jeszcze nie był no i co innego wycieczka z rodzicami a co innego grupowy wyjazd autokarem. Prosił mnie bym poczekała aż skończy śniadanie i pomachała mu gdy będzie odjeżdżał. Wrócił zachwycony :-)



A teraz oboje walczymy z anginą. Angina jak to angina zaatakowała nagle i znienacka. Kiedy w czwartek odbierałam Piotrka z przedszkola był zdrowy i roześmiany. Nawet pojechaliśmy jeszcze na rowerek do parku korzystając z pięknej pogody i wróciliśmy dopiero na 20. Dzieciaki padły, a do nas na noc przyjechała moja przyjaciółka, która pracuje niedaleko. Tata pilnował dzieci, a my obok domu piekłyśmy kiełbaski na ognisku. W nocy Piotruś zaczął gorączkować, kaszleć i smarkać, rano był półprzytomny, obolały i narzekał na gardło. Od razu wiedziałam, że to nie jest zwykłe przeziębienie, bo on rzadko gorączkuje i jeśli już to w poważniejszych przypadkach. Mąż o 7 pojechał do pracy. Rejestracja w przychodni czynna jest od 8. Nie sposób było się dodzwonić. Od razu przerywało połączenie. K powiedziała, że może pojechać do pracy na późniejszą godzinę, więc zostawiłam Piotrka pod jej opieką i z Tomkiem pojechałam do przychodni nas zarejestrować na popołudnie. Okazało się, że całkowicie padła linia telefoniczna. Całe szczęście, że była u nas K bo bym dzwoniła i dzwoniła i w końcu musiałabym zapakować ich oboje do samochodu, wracać, a potem Jechać drugi raz. Około 11 zaczęło mnie łamać w kościach, gorączka i czułam się fatalnie. Jakoś dowlekliśmy się do lekarza. Oboje mamy ten sam antybiotyk i kisimy się w domu, a pogoda piękna. Tomek na razie i oby tak pozostało zdrowy. Teściowa obiecała wziąć go jutro do siebie by go trochę odseparować i pójść z nim na spacer. Szkoda by siedział w domu. Mąż pracuje, a my nie bardzo możemy wychodzić, tzn. ja bym może i wyszła przed dom, ale Piotrek od razu by chciał też, a z taką gorączką lepiej nie.
Eh ten sezon chorobowy. Przez zimę Piotrek w zasadzie nie chorował. Prawie cały luty nie chodził do przedszkola, ale związane to było z operacją migdałków, a tak to się trzymał. Jesień i wiosna to jednak najgorsze pory roku pod tym względem. W marcu zapalenie płuc, 3 tygodnie później angina. Pediatra twierdzi, że w pierwszym roku przedszkola jedna choroba na miesiąc jest typowa i normalna.
Ciekawe tylko jak to pogodzę z pracą.... Do października z pewnych względów będę zarabiała tylko wtedy gdy będę pracowała, brak płatnych zwolnień lekarskich ani opieki na dziecko...

4 komentarze:

  1. Anginy serdecznie współczuję. Już parę razy przerabialiśmy u Elizy. Kiedy rodzic nie pracuje, albo jest ma macierzyńskim/wychowawczym to pół biedy. Gorzej, kiedy choroby dzieci zaczynają kolidować z pracą. Podobno pracodawca też człowiek, ale nie ma się co oszukiwać- chodzenie na zwolnienia nie jest chyba nigdzie mile widziane. Dobrze, że Go wycieczka do remizy nie ominęła!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też współczuję anginy, bo mimo, że wiem jak potrafi być uciążliwe, to łamanie w kościach, dreszcze i kompletny brak siły... życzę szybkiego powrotu do zdrowia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdrówka Wam życzę. My po zapaleniu płuc powoli wracamy do normalności. Przedszkole odpuszczam do września.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz nie wiem czy to dobrze... dzieci w przedszkolu choruja glownie wiosna i jesienia.

      Usuń