sobota, 26 kwietnia 2014

szczęście

Czuję, że powoli wracam do życia. Powoli na nowo odnajduję radość i spokój. Czas okołoświąteczny był dla mnie bardzo trudny. Śmierć wujka i fatalne samopoczucie. Wszystko mnie bolało. Wieczorem wchodziłam do wanny z gorącą wodą i tak siedziałam. Albo spałam. Potem Święta i potworna awantura z teściową i szwagrem, która odebrała mi energię. Dół, że za tydzień wracam do pracy, że Tomek przez 3 dni w tygodniu praktycznie nie będzie mnie miał.
W piątek wybrałam się z Tomisiem do biblioteki, a potem na rynek i Planty. Potwornie nie chciało mi się ruszać z domu, bo pogoda była niepewna, senna. Korciło mnie by położyć go na drzemkę i pospać te 2-3 godziny z nim zamiast jechać samochodem i tramwajem. Jednak wybraliśmy się i wtedy na tych Plantach na ławeczce doświadczyłam momentu takiego czystego szczęścia. Wyszło słońce, Tomek pił mleko, wszędzie zielono i rześko. Czuję, że opada ze mnie jakaś ciemna chmura, która dusiła mnie od stycznia. Mam nadzieję, że ten dusiołek juz nie wróci.
I jeszcze parę fotek

Mój starszy ancymon w antybłotnym outficie.
 I młodszy
 Jeden z ulubionych placów zabaw
 Jednym z plusów posiadania młodszego rodzeństwa jest, że mama pozwala oglądać bajki na komputerze gdy usypia brata. Czasem to usypianie się przedłuża.
Jeszcze się pochwalę, że wczoraj przetłumaczyłam w kilka godzin 20 stron maczkiem prawniczego języka z angielskiego na polski. Całkiem sprawnie mi to szło, więc jeszcze zwoje mózgowe nie wyprostowały mi się do końca.

5 komentarzy:

  1. Mając takich "pocieszaczy" to chyba nie sposób długo mieć doła!! Oboje są cudni :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Nie, po prostu znam dość dobrze angielski, a szef potrzebował tłumaczenia umowy tak do użytku wewnętrznego.

      Usuń