wtorek, 15 kwietnia 2014

to będą smutne Święta :-( EDIT - WUJEK WŁAŚNIE ZMARŁ :-(

Obawiam się też, że w Święta czeka nas wyjazd. Na pogrzeb mojego wujka.

Brat mojej mamy i mój ojciec chrzestny. Fajny ciepły facet, ale też alkoholik. Alkoholik z takich co to nie biją, nie znęcają się nad rodziną, nie śpią w knajpach pod stołem. Jak łapał "loty" to pił kilka dni i schodził ludziom z oczu. Spał w stodole na przykład. Wiem, że najbliższa rodzina inaczej powinna była do tematu podchodzić. Moim zdaniem pozwolić mu upaść na dno by sam przed sobą przyznał się, że jest chory. Zamiast tego za każdym razem telefon do Krakowa by przyjechał jego brat, który stawiał go do pionu i ogarnial sytuację, zamiast tego moja babcia, która zawsze litowała się, że Michał jest taki słaby, a zła żona zamiast wziać go pijanego do domu to pozwala mu spać w stodole. "Loty" były zwykle w jakimś nerwowym okresie - żniwa, okres przedświąteczny, przednówek etc.Po wszystkim on obiecywał, że to już ostatni raz, wszyscy się oszukiwali i tak to się ciągnęło od lat. Zawsze znalazło się jakieś wytłumaczenie.
Nieważne zresztą. Przez to pijactwo wujek nabawił się padaczki. W niedzielę po kolejnym ciągu dostał ataku i zabrala go pogotowie. W szpitalu dostał wylewu. Okazalo się, że w mózgu był krwiak świeży oraz kilka starych. Pewnie nie raz i nie dwa przewrócił się po pijaku lub miał ataki epilepsji gdy nikt nie widział. Wczoraj miał trepanację czaszki. Potem zatrzymanie akcji serca. Tomograf wykazał nieodwracalne zmiany w mózgu. Lekarze mówią, że to jeszcze nie jest śmierć kliniczna, ale prawie i że tylko cud może sprawić by przeżył :-(
Jestem zszokowana i otumaniona. Najbardziej żal mi moich kuzynów. Sytuacja wygląda tak, że tam na wsi mieszkał on z żoną i dwójką dzieci oraz moją babcia czyli jego mama. Utrzymywali się głównie z gospodarstwa takiego niewyspecjalizowanego - krowy, świnie, kury, pole, ziemniaki. Stary traktor, stare maszyny, stara obora, ale jakoś dawali radę. Do tego moja ciotka pracuje w sklepie w Mielcu. Dojeżdża tam bardzo wcześnie rano koło 4 autobusem wiozącym robotników do strefy mieleckiej lub wraca przed północą. Iwonka kończy studia. W podkaprpackim ciężko o pracę. Trochę pracowała jako niania, potem jakiś staż w szkole, ale nie ma stałej pracy choć od lat szuka. Zajmuje się  aktualnie domem i pisze pracę magisterską. Wojtek, przyszły chrzestny Tomka, w zeszłym roku skończył studia, pracował trochę dorywczo w Krakowie, ale nie udało mu się nigdzie zaczepić , firma którą założył z kolegami padła więc wrócił na wieś i szuka. Nie wiadomo co począć w tej sytuacj z gospodarstwem gdyby doszło do najgorszego. To jest ojcowizna. Z dziada pradziada. Dlas mojej babci świętość. Naturalnym spadkobiercą jest Wojtek, ale on nigdy nie czuł zamiłowania do zawodu rolnika. Owszem od małego pomagał. Potrafi nakarmić zwierzynę, wydoić krowy i jeździć traktorem, ale to jest humanista. Studiował historię. On się widzi bardziej w pracy nauczyciela a tutaj.... trzeba coś z tym gospodarstwem zrobić, zresztą nie utrzymają się w tym momencie z pensji kasierki i jakiś dorywczych prac. Bardzo, bardzo mu współczuję tej sytuacji. Również ze względów osobistych. On ma od wielu lat dziewczynę, z którą planują przyszłość. Znam ją, jest bardzo fajna, ale to dziewczyna "miastowa". Wieś to dla niej egzotyka. Ona w tym roku kończy studia i wiem, że mieli nadzieję wynająć wspólnie choćby pokój w Krakowie, Rzeszowie, Tarnobrzegu - gdziekolwiek gdzie Wojtek znajdzie w końcu pracę i żyć razem, może wyjechać za granicę. Jeżeli Wojtek będzie musiał zająć się gospodarstwem, jeżeli tak zdecyduje to przed nimi trudne decyzje. Tam są trzy pokoje,. W jednym mieszka babcia, która jest osobą trudną we współżyciu, od dawna nikomu nie powiedziała nic miłego, słucha nocami Radia Maryja na cały regulator i takie tam. W drugim mieszka Iwona, w trzecim wujek, ciotka i teraz kątem Wojtek.  Zresztą ten dom jest tak akustyczny, że wszędzie słychać wszystko. Jeżeli Marta w takich warunkach zdecydowałaby się na wspólne życie z Wojtkiem to chyba sama nie wie na co się pisze. Przeskok z życia miastowego na wieś ulicówkę podkarpacką, w ogólnie nieciekawym płaskim rejonie, praktycznie bez intymności i prywatności, z łazienką połączoną ze spiżarnią i zmywakiem kuchennym, ze wstawaniem zimą o 5 rano do obory, z brakiem znajomych i odskoczni typu wyjście gdzieś - tam się chodzi w te i wewte jedną drogą do kościoła i tyle, w Mielcu oddalonym o ponad pół godziny jazdy samochodem jest jedno kino.
Iwonka ma od niedawna chłopaka w Krakowie. Pracuje w korporacji i na pewno nie widzi swojej przyszłości w rolnictwie.
To nie są jakieś złe warunki, dom to nie rozpadająca się chałupka, ale wygód nie ma, ani miejsca.
Ciężka sprawa.
Nawet gdyby chcieć to wszystko sprzedać to nie da się tego zrobić z dnia na dzień. Pola są obsiane, są zwierzaki, którym trzeba kupić pasze, krowy wydoić.
Wiecie czuję, że wszystko co wydawało mi sie stałe i pewne w życiu nagle rozpada się w pył. Ten dom rodzinny na wsi zawsze był. Jeździłam tam jako dziecko na wakacje. Jeździliśmy tam potem z dziećmi na długie weekendy. Zawsze był wujek Michał, dla dzieciaków atrakacje w postaci krówek, jazdy traktorem i wieczornego grilla. Bieganie po podwórku i wspinanie się na przyczepy.  Nawet Piotruś już często wspomina, że wujek Michał ma traktor i krówki, że wujek Michał nauczył go jakieś piosenki, że to i tamto. Teraz to wszystko nagle pryska jak bańka mydlana..... :-(

9 komentarzy:

  1. Pochodze akurat z tych okolic Tbg- Mielec i wiem ze w okolicy ciezko z praca. Moj brat po studiach administracyjnych pracowal fizycznie, bo nie bylo nigdzie pracy. Pózniej dostal sie do jednej z mieleckich firm- Lear. Tam jest duza rotacja bo praca na zmiany przy tasmie ale ludzie daja rade. Moj brat zlozyl tam Cv ale nikt nie zadzwonil, po miesiacu zlozyl tam ponownie ale nie wpisal w CV ze studiowal i na drugi dzien zadzownili do niego z oferta pracy. Moze warto chociaz sprobowac tam zaczac prace, bo z rolnictwa to ciezko wyzyc:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje za rade:-) Przekaze. Moj drugi kuzyn, ktory mieszka po sasiedzku pracuje w strefie przy tasmie w jakies firmie, ktora robi kable samochodowe.

      Usuń
  2. przykre to, o czym piszesz... ojcowizna powinna być czymś przejmowanym z radością, utożsamiana z pomocą, ze spadkiem,a tymczasem coraz częściej to tylko problem... to chyba wina przepaści między generacjami i nic się na to nie poradzi :-S okropnie ciężko musi być wyprzedać wszystko po najbliższych, ale często nie ma innego wyjścia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Smutne co piszesz. Alkoholizm to skomplikowany, wielopłaszczyznowy problem. Masz rację, że dopóki alkoholik sam przed sobą nie przyzna, że jest na dnie, to takie
    "loty" i obietnice trwają latami. I często kończy się tak jak w przypadku Twojego wujka. Jest chyba taki typ padaczki alkoholowej, mój sąsiad ją miał. Też już nie żyje. A z Wojtkiem ciężka sprawa. Osobiście chyba byłabym najbardziej skłonna radzić Mu, żeby myślał w tej chwili przede wszystkim o własnej przyszłości.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo mi przykro że czekają Twoją rodzinę takie święta. Sytuacja faktycznie nie fajna, też jestem z okollic Tbg - Baranów Sand.i mimo że nieraz chcieli byśmy z mężem tam wrócić to sytuacja na tamtejszym rynku pracy nas nie zachęca:(

    OdpowiedzUsuń
  5. Smutne to będą chwile dla Was wszystkich. Ta sytuacja bardzo przypomina mi mojego chrzestnego ale on nigdy się nie ożenił, pije dużo a ja nie byłam tam już kilka lat. Nie pozwala sobie pomóc, widocznie tak musi być.

    OdpowiedzUsuń
  6. Na posta nakierowala mnie siostra: mowie otwarcie, bloga nie znam, odniose sie jedynie do tej kwestii:
    A jak wyglada sprawa powolania do zyciu wlasnego biznesu:
    -przedszkola,
    -punktu terapeutycznego (logopedia, korektywa, terapia?),
    -punktu, jakies gym: rozmaite klasy dla chetnych typu joga, pilates, aerobic itd?
    Opieram sie o males sordowisko amerykanskie, gdzie cosik takiego funkcjonuje.
    Obawiam sie, ze z humanistycznym wyksztalceniem, przy kurczacej sie szkole sa marne szanse na prace. A co z ewentualnym przeksztalceniem sie?
    Wiem, ze mozna zdobyc granty na swietlice srodowiskowe itp, moze to jest pomysl?
    Wiem, ze sie pieknie radzi, wiem, ze nie kazdy ma zapedy organizacyjne ect
    A moze jakas galeria artystyczna, ktora skupi i przyciagnie artystow wszelkiej masi z okolicy?
    Wedding planner?
    Nic mi madrzejszego juz do glowy nie przychodzi:)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej. To jest mala wies. Ludzie tam zyja glownie z roli. Malo kogo tam nie stac na aerobic, fitness, prywatne przedszkole. To jest biedny region. W tym momencie do jesieni na pewno to gospodarstwo trzeba prowadzic bo pola sa obsiane i zwierzyna w obejsciu. Po zniwach bedzie czas na decyzje chyba.co do przyszlosci. On musi tu i teraz utrzymac siebie,mame i czesciowo siostre.

      Usuń