poniedziałek, 12 maja 2014

Jak odkrywaliśmy Solilandię w kopalni solnych brokułów

W niedzielę Piotrek kolejny raz powędrował z mamą pod ziemię. Tym razem „górnik przodkowy z kopalni Bytom” jak go nazywał przemiły pan Wiesław, jeden z naszych dwóch przewodników zawędrował do kopalni soli w Wieliczce.

W kopalni w Wieliczce bywam stosunkowo często, średnio 2 razy na rok przy okazji wizyt zagranicznych gości w firmie, więc trasę znam dobrze. To żelazny punkt każdej dłuższej niż jednodniowa wizyty. Do tej pory obawiałam się zabrać tam Piotrka, bo jeszcze kilka miesięcy temu bał się ciemności (a m.in. winda górnicza wywozi zwiedzających na górę po ciemku). Lęk ten jednak mu minął, a Piotrek jak wspominałam TU zainteresował się jaskiniami i bardzo podobała mu się Jaskinia Wierzchowska. Na propozycję wycieczki do kopalni soli zareagował entuzjastycznie. Ponownie więc Tomek poszedł z tatą do parku, a my wyruszyliśmy do Wieliczki, bo niepewna pogoda nie sprzyjała całodziennym szaleństwom na powietrzu.
Nawet nie wiedziałam, że istnieje specjalny program zwiedzania dla dzieci „odkrywamy Solilandię”. Dowiedziałam się przy kasie i postanowiłam zapłacić trochę więcej. I to był strzał w dziesiątkę. Gorąco polecam wszystkim rodzicom. To jest normalna trasa turystyczna taka jak dla wszystkich tylko dostosowana do zainteresowań dzieci. Przewodnik nie rozwodzi się nad rodzajami soli kamiennej ani historią kopalni, za to więcej czasu poświęca legendzie o św. Kindze, szerzej opowiada o skarbniku, a w połowie trasy następuje zamiana i w rolę przewodnika wchodzi soliludek czyli aktor leżąco na skale obudzony zaklęciem recytowanym przez dzieci. Po drodze są piosenki, wierszyki, szukanie skarbów, solizaury i ich jaja po drodze, a wszystko to po to by dotrzeć do Solilandii czyli osobnej komory na końcu trasy, specjalnie dla dzieci gdzie na tronie zasiada skarbnik (drugi aktor). W Solilandii jest bajka, czytanie książki, koronacja jednej z dziewczynek na królową Kingę, zabawa w szukanie w piasku pierścienia i wręczenie dyplomów. Super sprawa na europejskim poziomie, profesjonalnie zrobiona. Piotruś był zachwycony.
Jedyny zgrzyt to niektóre pokazy multimedialne. W komorze poświęconej dawnym metodom wykrywania metanu wyświetlany jest na ścianach pożar i Piotrek z początku się wystraszył i chciał wyjść. Musiałam mu wytłumaczyć, że to tylko film. Podobnie na końcu trasy w komorze multimedialnej kiedy był już zmęczony nie podobał mu się film pokazujący pracę górników, bo bał się spadających ze ścian kamieni i ciemności. Starsze dzieci nie miały z tym problemu. Ale to jedyne mankamenty. Trasa trwa 2 h, a potem można zostać dowolnie długo w sali balowej, sali z restauracjami i podobno jest nawet tam podziemny plac zabaw, ale nie odwiedziliśmy go bo Piotruś był już zmęczony, a wiedziałam, że od punktu zbiórki do windy czeka nas jeszcze 10-15 min marszu oraz droga do samochodu i bałam się, że zużyje tam resztki energii i będę musiała go nieść.
Piotrek zaskarbił sobie sympatię naszego głównego przewodnika górnika Wiesława oraz soliludka. Najmłodszy najwięcej dyskutował i zadawał najwięcej pytań. Na koniec gdy siedzieliśmy na ławeczce czekając na windę prowadził z panem Wiesławem takie dyskusje światopoglądowe, że pozostali turyści pokładali się ze śmiechu. Tradycyjnie w kasku i z latarką wyglądał bardzo profesjonalnie.
O co chodzi z brokułami? W jednym z korytarzy na suficie były solne kwiaty nazywane solą kalafiorową. Piotrek twierdzi, że to brokuły solne.
Kilka raz praktycznych jeżeli ktoś się wybiera.
Bilety na Solilandię kupuje się nie w kasach biletowych tylko w takim białym budynku naprzeciwko wejścia do kas na 1 piętrze. To jest jakiś dział promocji czy coś w tym stylu. Podejrzewam, że można je również nabyć przez Internet. My o Solilandii dowiedzieliśmy się od pani w kasie, która zawołała animatora krążącego w holu i on nas tam zaprowadził.
Pamiętajcie o dodatkowej opłacie za naklejkę zezwalającą na fotografowanie.
Jeżeli macie młodsze dzieci, które boja się ciemności, niepokojących dźwięków i mogą przestraszyć się tak jak Piotrek realistycznie odzwierciedlonego pożaru to omijajcie tzn. nie wchodźcie do następujących komór (zostańcie najlepiej w tyle w korytarzu lub uzgodnijcie z przewodnikiem, że pójdziecie kawałek przodem): komora gdzie są rzeźby górników z pochodniami szukającymi metanu przy suficie (jedna z początkowych), komora strachu czy jakoś tak pod koniec (tam nawet przewodnik będzie mówił, że wchodzą odważni ) oraz komora multimedialna na samym końcu już po zaliczeniu Solilandii.
Nie dajcie się nabić w butelkę parkingowym jadąc już ulicą w kierunku kopalni tak jak ja. W sugestywny sposób kierują w lewo na parking tak, że można odnieść wrażenie, że jest to główny i jedyny, po czym okazuje się, że do kas trzeba maszerować jeszcze dobre pół godziny przez park, a dałoby się podjechać znacznie bliżej.
W parku obok kopalni są jeszcze inne atrakcje i muzeum, ale dla Piotrka to już było zbyt wiele. Jest też bardzo fajny plac zabaw.
Zabierzcie jakieś bluzy bo w kopalni jest 14-16 stopni i koniecznie wygodne buty. To naprawdę sporo marszu.
Pamiętajcie o przekąskach i piciu dla dzieci. Wszystkie dzieci z naszej grupy nabrały w połowie trasy wilczego apetytu. Może to kwestia chłodniejszego słonego powietrza (notabene Piotrkowi po tej wycieczce w końcu przeszedł katar, który męczy go od 2 tygodni).
Toaleta koniecznie przed zejściem do kopalni, bo następna możliwość będzie dopiero pod koniec zwiedzania na poziomie -3.
Zdjęcia wyszły szarobure, ale w rzeczywistości trasa jest ładnie oświetlona, a niektóre komory zwłaszcza kaplica św. Kingi, podziemne jezioro i wielkie klatki schodowe wyglądają wręcz bajkowo.
 Schody, duuuuużo schodów

Sól kalafiorowa




2 komentarze:

  1. Wow, świetna wycieczka. Sama chętnie bym to wszystko zobaczyła, szkoda tylko, że takie fajne rzeczy, są tak daleko nas...

    OdpowiedzUsuń
  2. niestety ja się nie wybiorę bo okropnie boję się być pod ziemią...może kiedyś męża z dziećmi wyślę, bo opis fajny :)

    OdpowiedzUsuń