piątek, 27 czerwca 2014

wyrwać się

Nie wiem czy tytuł posta dobrze oddaje mój nastrój. Doceniam to co mam. Ciesze się naszymi dziećmi i naszym życiem. Czasem jednak czuję, że  się duszę. Chciałabym latać po świecie, zwiedzać, poznawać nowe miejsca i kultury. Jest jednak jak jest. Brak pieniędzy, brak urlopu, małe dzieci i milion innych spraw. Wiem, że inni mogą, ale  ja nie z tych, którzy potrafią w sekundę rzucić dotychczasowe życie, spakować dzieci w chustę i wyjechać gdziekolwiek. Tak sobie tylko marzę.
We wtorek byłam w Berlinie na spotkaniu. Bez nocowania. Głupi wyjazd służbowy, nic specjalnego, a cieszyłam się jak murzyn blaszką. Kocham samoloty, kocham atmosferę lotnisk. Mimo, że nic z kolegą nie zdążyliśmy pozwiedzać, bo prosto z lotniska pojechaliśmy na spotkania, a po spotkaniu prosto z powrotem, zresztą było to w jakieś dzielnicy typu Lidli Aldi to trochę odetchnęłam. patrzyłam na samoloty startujące we wszystkich kierunkach i czułam cala sobą, że tak bardzo bardzo chcę po prostu kupić bilet i gdzieś polecieć. Po czym wróciłam do domu, zaczęłam urlop. Za tydzień jedziemy na tydzień w Pieniny, do Szczawnicy. A mnie się marzą Chiny, Wielki Kanion, wycieczka objazdowo po krajach nadbałtyckich...
Czasem czuję się jak ptak w klatce.

niedziela, 22 czerwca 2014

długi weekend

Długi weekend minął nam jakoś tak.... nijako. Niby trochę się działo, ale czuję się zmęczona, oklapnięta i taka se.
Dobija mnie pogoda. Kompletnie nie wiadomo jak się ubrać. Jest chłodno, w porywach zimno. Wiecznie na cebulkę. Nie jestem miłośniczką upałów, ale w czerwcu fajnie byłoby pochodzić w krótkim rękawku. Tymczasem z tych czterech dni jedynie czwartek był w miarę pod tym względem. Spacer po parku Lotników, rower, plac zabaw, a potem podwórkowo. W piątek mąż do pracy, Piotrek do przedszkola, a my z Tomkiem do miasta na spacer - oddać książki do biblioteki i pożyczyć nową partię, trochę na Plantach ale nie za długo by zimno przeraźliwie i deszcz, zahaczyliśmy też o Tesco, gdzie na wyprzedażach kupiłam Piotrkowi trochę T-shirtów na wyrost. Piotrek po powrocie z przedszkola zasnął po 17 i spał do rana. martwiłam się czy nie rozwija się jakaś choroba, na szczęście (odpukać) nie. W sobotę wstał radosny jak skowronek. M musiał pracować, więc ja z dziećmi wybraliśmy się na jarmark świętojański nad Wisłę. Rycerze, kowale, tańce dworskie, ważenie soli - fajne i ciekawe, ale Piotrek nie chciał podchodzić do stoisk. Odezwała się jego nieśmiałość i wszystko oglądaliśmy z daleka. Po południu imieniny mojego wujka - Tomkowi dokuczały zęby, więc pojechaliśmy na dwa samochody i dobrze zrobiliśmy. Piotrek świetnie się bawił z Mikołajem i został z M do późna, a ja z Tomkiem po niecałej godzinie zwinęliśmy się do domu, bo młody tak mękolił, że nie było sensu się męczyć. Dzisiaj domowo, a po południu wizyta znajomych z dziećmi - Franek w wieku Piotrka, Antek 7 lat,. M odświeżył z nimi znajomość na zjeździe z okazji 10-lecia studiów. fajnie. Chłopcy świetnie się bawili, my pogadaliśmy na zmianę zajmując się Tomkiem, któremu nadal dokuczają dziąsła, a poza tym wspina się na wszystkich i już nawet siedzenie nie jest atrakcyjne, więc lekko odpadają nam kręgosłupy.
A ja jestem okropnie zmęczona. każdego wieczora padałam na nos po 21 i od razu szłam spać, mimo to czuję się fatalnie. Dziś rano zaliczyłam kryzys. Miałam dość wszystkich, zamknęłam się w sypialni z gazetą i.... poszłam spać. Maz przejął dzieci. Po prostu miałam dość paplaniny, jęków, śliny, bekania. Potrzebowałam trochę czasu dla siebie.
Za tydzień 2 tygodnie urlopu w związku z przerwą wakacyjną w przedszkolu. Nazwijcie mnie wyrodną matką, ale jakoś wcale entuzjastycznie nie pdochodzę do tematu ;-)

Ogród Doświadczeń

Zaległe fotki z Ogrodu Doświadczeń w Krakowie. To nasza kolejna wizyta - za każdym razem Piotrkowi podoba się coraz bardziej, Oby więcej takich miejsc :-) Nie polecam jedynie w upały - większość instalacji jest na otwartej przestrzeni i podczas skwaru my osobiście bardzo szybko się męczymy.










piątek, 20 czerwca 2014

wystawa makiet kolejowych is moczy skwer

Kilka zaległych fotek z wystawy makiet kolejowych, która odwiedziliśmy w zeszły weekend. Wystawa w Nowohuckim Centrum Kultury, więc dodatkowe emocje związane z dotarciem tam, bo dla mnie jazda do Nowej Huty z Krakowa to jak wyprawa do innego miasta :-) Nie mamy tam znajomych i kompletnie się nie orientuję w topografii, do tego jestem człowiekiem, który potrafi się zgubić nawet we własnej łazience. Jeśli jeszcze weźmiecie pod uwagę, że jedna z głównych ulic jest w remoncie i w jedną stronę dało się jechać według mapy, a w drugą wyrzuciło mnie na jakieś dziwne objazdy to zrozumiecie dlaczego droga powrotna zajęła nam trzy razy dłużej niż powinna :-)
Wracając do meritum - wystawa bardzo ciekawa. Tacy pozytywni wariaci z pasją. Ogromna sala zabudowana makietą, kilka stacji, a przy każdej dróżnik z telefonem organizujący przejazd składu. Przy stacjach podesty dla dzieci by lepiej widziały. Piotrek ulokował się przy stacji Świerkowo Miasto i gapił się prawie godzinę na   przejeżdżające pociągi.
Fotki kiepskie, bo byliśmy bez taty, więc ja z Tomkiem na rękach (bo też chciał coś widzieć a co).
Po wystawie rekonesans na nowym placu zabaw otwartym w ramach akcji "smocze skwery". Plac rewelacja, pomysłowy, ładny i schludny z altankami dla rodziców. Zacieram ręce bo w tym roku podobny smoczy skwer ma powstać w Bronowicach, a to nasz teren spacerowy ( w sensie, że to najbliższa nam dzielnica Krakowa i zazwyczaj tam jeździmy).













środa, 18 czerwca 2014

Mr Hyde


Do poradników mam stosunek ambiwalentny, ale często sięgam do pozycji autorstwa Frances L. Ilg, Louise Bates Ames i Sindney M. Baker pr. "Rozwój psychiczny dziecka od 0 do 10 lat". Książka ta idealnie wprost jak do tej pory opisuje kolejne etapy, przez które przechodzi Piotruś. Mniej więcej miesiąc temu rozpoczął się  kolejny okres nierównowagi i podobnie jak w przypadku buntów trzylatka i dwulatka zaczął się nagle i z przytupem.

wtorek, 17 czerwca 2014

kleszcze :-/

Kleszcze to nasza zmora w tym roku. Wyjątkowy wysyp ze względu na łagodną zimę i to w pobliżu naszego domu, na dodatek Piotr jest chyba podatny na ich ataki. Nas nie atakują, jego tak. Już trzy razy miał  kleszcza.... w głowie. Z tego powodu M obciął mu włosy na króciutko. Bardzo, bardzo uważam i oglądam go ze wszystkich stron. W nocy z soboty na niedzielę najedliśmy się strachu. Piotrek padnięty po całym dniu biegania po podwórku zasnął w ubraniu około 20. Wiedziałam, że się przebudzi za 2-3 godziny zalany, bo nie skorzystał z toalety przed spaniem. Trudno, machnęłam ręką. Obudził się o 23 i wtedy z przerażeniem odkryłam kleszcza wkręconego w mosznę. Nie było szans usnąć go samodzielnie, nawet lassem. Poza tym przerażony Piotrek wyrywał się, nie mogliśmy go uspokoić i M bał się, że wyrwie sam odwłok, a głowa zostanie.... Jedna osoba do trzymania go nie wystarczała.... Czym prędzej ubrałam nas i pojechałam z nim na dyżur nocny do przychodni dyżurnej. Mo został ze śpiącym Tomkiem. W takich sytuacjach Piotruś bardziej potrzebuje mamy do przytulenia niż taty. Niestety w przychodni też pielęgniarki nie dały sobie z kleszczem rady. Ostatecznie wylądowaliśmy na SOR-e w Prokocimiu, gdzie potraktowano go głupim jasiem by choć trochę się uspokoił, a potem dwóch chirurgów wspólnymi siłami lekko znieczuliło to miejsce i wydłubało drania.
Piotrek jest zaszczepiony na odkleszczowe zapalenie mózgu, ale na boleriozę nie ma szczepionki. Oddałam kleszcza do przebadania w laboratorium. Wyniki za 12 dni roboczych. Boje się.

czwartek, 12 czerwca 2014

muszę to napisać - o rodzinie z Rybnika

Cały internet huczy od wypowiedzi na temat potwornej tragedii w Rybniku. O śmierci małej dziewczynki w męczarniach. Kiedy się o tym dowiedziałam wstrząsnęło mną. Jestem matką i coś mi w środku umiera gdy próbuję wyobrazić sobie co czuło to dziecko  - przerażone, duszące się, śmiertelnie spragnione. Mam wielką nadzieję, że męczarnia nie trwała długo.
To jednak tragedia nie tylko tego dziecka, tylko całej rodziny. I tego człowieka, na którym wszyscy wieszają psy, bo zapomniał o dziecku.

środa, 11 czerwca 2014

Mr Jekyll


Czteroletni Piotruś to istota czarująca. Bardzo, bardzo pragnie być dużym chłopcem i przechodzi aktualnie etap absolutnej fascynacji swoją samodzielnością i swoimi umiejętnościami.

Tomiś chory :-(

Zapalenie oskrzeli. Antybiotyk, inhalacje i oklepywania.
:-((((((((((((((

niedziela, 8 czerwca 2014

matka sie modli

O to by przeziebienie Tomka pozostalo przeziebieniem, a nie czyms gorszym
By kaszel Piotrka w nocy z soboty na niedziele spacyfikowany rano inhalacjami z soli fizjologicznej i syropem nie okazal sie wstepem do czegos gorszego
Obaj chlopcy przebadani dzisiaj w przychodni dyzurnej, niby jest dobrze, ale kto to wie
I jeszcze matka zupelnie przyziemnie modli sie by mogla chodzic do pracy przez te trzy dni do srody, bo naprawde musi! Bo sa wazni goscie zagraniczni, z ktorymi rozmowy dyrektor specjalnie przelozyl z czwartku na wtorek i srode, bo matka w czwartki nie pracuje, a oni dostosowali plany lotow. Jak matka nawali to bedzie to delikatnie mowiac zle widziane, zwlaszcza ze odkad wrocila do pracy miesiac temu na preferencyjnych warunkach juz kilka razy musiala sie zwalniac z powodow dzieciowych.
Matka wiec modli sie by Tomek nie byl marudny i nie dal babci w kosc tak jak ostatnio podczas zabkowania gdy musiala w trybie pilnym jechac wczesniej do domu. Zeby na wyswietlaczu komorki nie pojawil sie numer przedszkola, bo to oznacza jedno- nie da sie byc jednoczesnie z chorym dzieckiem w domu oraz w pracy. Tata nie ma przez najblizszych kilka miesiecy mozliwosci wziecia opieki na dziecko ze wzgledow formalnych.
No i ogolnie dosc wazny tydzien pod wzgledem przedszkolnym - jutro proba kostiumowa, w srode zebranie, w piatek przedstawienie, ktorym Piotrek zyje. Byloby mu przykro gdyby go ominelo.
Modli sie wiec matka by dozeglowac do piatku jakos.
P.S. post znow komorkowo-tabletowy, nie chce mi sie bawic w instalowanie polskiej klawiatury

Zlobek

Wpis z komirki, przepraszam.za brak polskich czcionek.
Tomek jakims cudem dostal sie do jednego z kilku zlobkow samorzadowych, do ktorych aplikowalismy. W pozostalych jest na odleglych miejscach. Tu moglby zaczac od wrzesnia. Niby fajnie. Od poczatku wiedzialam, ze chce by zaczal przygode z takimi placowkami wczesniej niz brat, ktory ponad 3 lata byl w domu otoczony indywidualna uwaga i wcale na dobre mu to nie wyszlo. Jak sobie przypominam adaptacje przedszkolna to przechodza mnie ciarki.
Dlugo myslelismy i zdecydowalismy jednak, ze to za wczesnie. Dyrektorka zlobka zatrzyma papiery na wrzesien 2015. Maly bedzie mial wtedy 2lata. Na razie zostanie z babciami (uprzedzam uwagi - babcie same sie zaofiarowaly i mamy umowe, ze jesli poczuja sie zmeczone to szukamy opiekunki). Zadecydowaly glownie wzgledy zdrowotne. Poczatek zlobka czy przedszkola to zawsze choroby. Tego sie raczej nie przeskoczy. Nawet Piotrek, ktory uwazam, ze jest odporny i zahartowany nie uchowal sie. Byla angina, zapalenie pluc i jakies przeziebienia. Uwazam, ze i tak niezle sie trzyma w porownaniu z innymi dziecmi z grupy ale jednak. On nie mial jednak we wczesnym dziecinstwie rodzenstwa znoszacego zarazy do domu. Tomek jest obiektywnie slabszy i delikatniejszy, dwa antybiotyki w pierwszym polroczu zycia zrobily swoje. Boje sie, ze jakby dodatkowo jeszcze w zlobku sie zarazal a do tego Piotrek, ktory jesienia znow zacznie pewnie chorowac to juz non stop bylibysmy z M na opiekach. Co z praca? Juz nie wspomne o zmianie pracy. Zadnego okresu probnego bym nie przeszla. Licze na to, ze za rok  Piotrek swoje odchoruje i zostanie nam glownie Tomek zlobkowy i jakos we dwojke to ogarniemy.
Do tego logistyka. W tym momencie jest super. Moja firma zmienila siedzibe i jade do niej z przedszkola gora 15 min lacznie z dojsciem z parkingu, bocznymi uliczkami bez korkow. M zaczyna prace o 7.30 i nie sa mile widziane spoznienia wiec nie moze zawiezc Piotrka do przedszkola bo nawet gdyby go odstawil na 7 gdy je otwieraja to nie zdazy. Zawize go ja na 8.15 na sniadanie i albo jade wczesniej do pracy (zaczynam o 9) albo mam chwile na zakupy. Odbiera go M ok 16.15 a jesli nie moze to wtedy ja wychodze kwadrans przed 17 (moge bo czesto przyjezdzam wczesniej) i na styk zdazam przed zamknieciem przedszkola. Nawet jak od wrzesnia dojdzie wozenie Tomka do tesciowej w czwartek i piatek to jestem w stanie zdazyc do pracy odstawiajac ich obu, M odbierze Tomka a ja Piotrka. Do zlobka zas trzeba jechac prawie pol godziny. Niestety nie ma w naszej okolicy zadnych zlobkow samorzadowych. Musialabym zrywac dzieci bardzo wczesnie by sie wyrobic i codziennie Piotrka odbierac, a M gnalby po Tomka bo zlobek do 16.30. Za rok powinno byc latwiej, bo tesciowa prawdopodobnie idzie na emeryture i np. 2 dni w tygodniu moglaby moze Tomka odebrac. Zobaczymy.
Najbardziej bym chciala by Tomek poszedl do zlobka -filii naszego przedszkola, ktory zostanie otwarty w sierpniu. Mam zaufanie do dyrekcji, wiem ze starannie dobieraja kadre i blisko. Dwoje dzieci w tym samym miejscu przez rok to duze ulatwienie. Wszystko jednak zalezy od finansow, bo to prywatna i droga impreza i czesne x2.

środa, 4 czerwca 2014

drugie dziecko - czy zdecydowałabym się gdybym mogła cofnąć czas


Czy zdecydowałabym się na drugie dziecko wiedząc, widząc i czując to co teraz? Czy zdecydowałabym się na nie w tym momencie naszego życia z taką a nie inną różnicą wieku między naszymi synami?

wtorek, 3 czerwca 2014

urodziny domowe i dzień dziecka



Odpoczywamy po intensywnych dniach. W czwartek urodziny w przedszkolu, w piątek przedszkolny dzień dziecka i wizyta klauna, a w sobotę świętowanie w domu. Moje refleksje są takie, że to były ostatnie urodziny organizowane w domu. Za rok choćby miał być jeden gość niepełnoletni wynajmuję salę zabaw i kropka. Idę na łatwiznę.
Wydaje mi się, że wszystko było dobrze przemyślane. Były obie babcie, szwagier i szwagierka z kuzynem, moja kuzynka czyli bardzo lubiana ciocia Ewa oraz dwóch chłopców-gości Piotrka w zbliżonym wieku o zbliżonych zainteresowaniach (samochody). Antosia nie liczę, bo jego interesują wyłącznie rury i babranie się w wodzie, więc trzymał się z boku. Był więc Wiktor lat 6, z którym Piotrek często się bawi zgodnie z rodzicami oraz Mikołaj (lat 5.5), syn mojego kuzyna  z tatą. Z Mikołajem też zawsze się dobrze dogadywali. Nie było więc tłumu dzieciaków ani dzieci o odmiennych zainteresowaniach. Zaprosiłam towarzystwo na godzinę 15.00 - po obiedzie a nie za późno. No i wyszło jak wyszło czyli średnio. Piotrek, który naprawdę bardzo, bardzo rzadko śpi w dzień, praktycznie tylko gdy jest chory w sobotę około 12.30 zaczął wykazywać oznaki zmęczenia (a spał do 8.30 - bardzo długo). Wariactwo, mamrotanie pod nosem i takie tam. Gdyby tylko M był wtedy w domu wpakowałabym delikwenta do auta by zasnął podczas jazdy i chwilę pospał (bo nie ma bata by go przekonać do drzemki, po prostu w domu się nie da jeśli sam nie padnie gdzieś między jedną czynnością a drugą). Niestety wysłałam tatę do cukierni po ciasteczka, na giełdę komputerową w celu naprawy zepsutego smartfona i takie tam (bo wszystko było już przygotowane) a Tomek sobie smacznie spał. Próbowałam wyciszyć Piotrka bajką, czytanie w łóżku, ale nie do końca mi się udało. W każdym razie kiedy przyszli goście przez ponad godzinę był cyrk na kółkach - najpierw Piotrek nie chciał się z nikim witać, zamknął się w pokoju i nikogo nie wpuszczał, krzyczał, a potem Mikołaj zaczął chamsko niszczyć mu autka, taranować je, a że mój kuzyn nie reagował kompletnie to M się wściekł i go ochrzanił. Piotrek rozżalony gdy zobaczył zniszczenia i wcale mu się nie dziwię. Dopiero po półtorej godzinie para zeszła i chłopcy zaczęli się razem bawić i reszta wieczoru upłynęła już w miłej atmosferze. Tomek z zainteresowaniem obserwował wszystkich, słał uśmiechy, potem pospał jeszcze godzinkę i był najbardziej uroczym i bezproblemowym dzieckiem pod słońcem po trudnych dniach ząbkowania.
W niedzielę w Krakowie można było przebierać jak w ulęgałkach w imprezach dla dzieci z okazji dnia dziecka, my jednak dopiero o 18 wyszliśmy na spacer i to po prostu zwyczajnie na plac zabaw. Piotrek potrzebował odpoczynku i zapowiedział, że woli bawić się w domu. OK. Pogoda senna.  Około południa padł i zasnął, Tomek też więc i my poszliśmy spać na 2h - nie pamiętam kiedy od narodzin Tomka wszyscy o tej porze spaliśmy :-) Po południu postrzyżyny. Piotrek ma bardzo ładne gęste włosy i lubię go w dłuższych. Niestety w tym roku w okolicach naszego domu jest wysyp kleszczy,. Już trzy razy wykręcaliśmy mu gada z głowy - tylko głowę atakują. Bardzo trudno to zrobić w takich włosach, na dodatek odkrywaliśmy je dopiero gdy były już nieźle opite mimo codziennych oględzin. Z tego powodu z bólem serca poprosiłam męża by ostrzygł Piotra maszynką na rekruta. Za kilka tygodni testy na boleriozę....
W czwartek zaś ruszamy z Tomkiem do sądu rodzinnego. Kolejny konieczny krok po śmierci mojego ojca.