czwartek, 12 czerwca 2014

muszę to napisać - o rodzinie z Rybnika

Cały internet huczy od wypowiedzi na temat potwornej tragedii w Rybniku. O śmierci małej dziewczynki w męczarniach. Kiedy się o tym dowiedziałam wstrząsnęło mną. Jestem matką i coś mi w środku umiera gdy próbuję wyobrazić sobie co czuło to dziecko  - przerażone, duszące się, śmiertelnie spragnione. Mam wielką nadzieję, że męczarnia nie trwała długo.
To jednak tragedia nie tylko tego dziecka, tylko całej rodziny. I tego człowieka, na którym wszyscy wieszają psy, bo zapomniał o dziecku.
Ja myślę, że nic o nim nie wiemy i choć tragiczne skutki są takie same  - śmierć dziecka - nie stawiam go w jednym rzędzie z osobami, które świadomie zostawiają dzieci w nagrzanych autach po to by zrobić zakupy, z osobami, którym brak wyobraźni. Zapomnienie o tym, że w aucie jest dziecko wydaje się groteskowe, surrealistyczne i właśnie dlatego współczuję temu ojcu. Być może to jakiś nieodpowiedzialny człowiek, który nie interesuje się w ogóle dzieckiem. Być może. Ale bardziej prawdopodobne statystycznie, że to zwykła rodzina, że to zwykły ojciec, który nieszczęśliwie zadział schematem. Może to matka zawsze odwoziła dziecko do przedszkola, a on miał zakodowana trasę z domu do pracy? Ileż razy ja odruchowo jechałam znajoma trasą, choć plany były inne. Ileż razy źle skręcałam, bo przecież zazwyczaj na tym skrzyżowaniu jadę w prawo i dopiero po pewnym czasie orientowałam się, że zmierzam w kompletnie niewłaściwym kierunku. Ileż razy wracałam się do samochodu by nie pamiętałam czy zamknęłam drzwi. To tak odruchowa czynność, że mózg jej nie rejestruje nawet. Ileż razy wychodziłam z domu w kapciach. Szczęśliwie nie zaszedł żaden zbieg okoliczności, z powodu którego moje pomyłki miałyby tragiczne skutki. Piszą, że ten człowiek zapomniał, że ma dziecko. A ja myślę,  to nie tak. Myślę, że musiał być potwornie przemęczony, zestresowany, może miał mieć ważną rozmowę w pracy i w myślach ją przygotowywał, może pokłócił się poprzedniego dnia z żoną, może dowiedział się o chorobie bliskiej osoby i myśląc o czymś innym odruchowo pojechał prosto do pracy, a córka pewnie spała w foteliku z tyłu cicho. A może miał jakieś zaburzenie w pracy mózgu, jedno z miliona nieznanych, które akurat tego dnia zablokowało jakiś receptor?
Nie zrozumcie mnie źle. Ja nie chcę go usprawiedliwiać. Jest winny. Życia dziecku nikt nie wróci.Łatwo jest jednak rzucać kamieniami, krzyczeć, że samemu nigdy by się takiej rzeczy nie zrobiło, ale czy aby naprawdę? Tyle o sobie wiemy na ile nas sprawdzono. Mam przerażającą świadomość, że nie mogę z ręką na sercu powiedzieć, że mi to by się nie przydarzyło. Nie wiem czy by mi się nie przydarzyło. Na pewno robię wszystko by tak się nie stało, ale mózg ludzki i psychika są niezbadane i nie mam gwarancji, że kiedyś coś nie zatrybi jak trzeba, że może przeżyję jakiś stan kilkunastosekundowej nieświadomości podczas  której stanie się tragedia? Że o czymś zapomnę, przeoczę? Nie mam gwarancji i nikt z nas nie ma. W życiu ludzkim duża role odgrywają przypadki. Myślę, że musiał zadziałać tutaj jakiś psychologiczny mechanizm myślenia i działania schematycznego lub jakieś inne zaburzenia by człowiek zapomniał o tym, że miał odwieźć dziecko do przedszkola. Potem ten człowiek wszedł do biura i dzień toczył się jak zwykle. Straszne jest to co się stało, ale przestańmy kopać leżącego, w tym całą jego rodzinę. Ten człowiek jest w szoku. Ten człowiek poniesie karę i to podwójną bo życie z taka świadomością to śmierć za życia. Myślę, że i jemu należy się odrobina współczucia.
Pojawiły się tez głosy potępienia co do otoczenia, przechodniów. Łatwo wykrzykiwać "jako to możliwe, że nikt dziecka nie zauważył, że nikt nie pomógł?. Owszem, panuje znieczulica. Być może ktoś przechodził i widział śpiące w jego mniemaniu dziecko. Być może powinien zareagować. Ale przyznajcie się z ręką na sercu - czy idąc ulicą zaglądacie do zaparkowanych samochodów? Czy zakładacie, że w środku może być zamknięte dziecko?  Ja czasem zaglądam, bo z ciekawości patrzę jakie foteliki są popularne (to taki mój konik),  ale zazwyczaj jestem zajęta swoimi dziećmi i innymi sprawami i szybko zmierzam do celu. Dziecko zapięte w foteliku nie biega i nie tłucze się o szyby jak pies szukający ratunku. Dziecka w porządnym, dobrze obudowanym foteliku jeśli się akurat nie wychyla i jeśli są np. przyciemniane szyby zwyczajnie nie widać. Płaczu dziecka w zamkniętym samochodzie w gwarze ulicznym lub z pewnej odległości po prostu nie słychać. Takie życie. Ten samochód stał na jakimś parkingu, na który prawdopodobnie pracownicy przyjeżdżają rano i wracają dopiero po pracy. Może był jakiś dozorca w stróżówce, który po prostu nic nie widział z powodów jak wyżej.
Po co krzyczeć? Po co podkreślać jak odpowiedzialnymi ludźmi i świetnymi rodzicami jesteśmy i że my na pewno byśmy do tego nie dopuścili? Pewnie tak, ale po co to podkreślać? Ten człowiek raczej na pewno nie zrobił tego celowo. Jest winny i to nie podlega wątpliwości. Wydarzył się okropny nieszczęśliwy wypadek i on już poniósł najstraszliwszą karę. Dajmy tej rodzinie spokój.

6 komentarzy:

  1. Masz racje. Nie potrafie wyobrazic sobie jak bardzo ta dziewczynka cierpiala. Nie potrafie wyobrazic sobie jak z ojciec bedzie potrafil zyc, ja bym chyba nie dala rady. Matki cierpienia tez sobie nie wyobrazam. To jest poza obszarami mojej wyobrazni i pozostaje miec nadzieje, ze nigdy nie bede musiala sie w praktyce przekonywac.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie można potępiać, ten człowiek i tak ma największą karę i to on będzie musiał żyć z tą świadomością...ludzie lubią oceniać i czasem w takich przypadkach działają emocje :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy o tym myślę ogarnia mnie panika a jednocześnie nie mogę przestać o tym, a właściwie o niej,myśleć.

    OdpowiedzUsuń
  4. dokladnie. dajmy tej rodzinie spokoj...

    OdpowiedzUsuń
  5. Masz racje. Ojciec tego dziecka juz umarł. Ja w takiej sytuacji bym zrobiła sobie krzywdę. Nie wolno nam mówić, że sami nie dopuścilibyśmy do takiej sytuacji bo na pewno nie raz wydarzyła się sytuacja która mogła zagrażać dziecku (nie mówię o zamknięciu w samochodzie). Ja miałam dwie groźne sytuacje z dzieciakami i wierz mi, że o mały włos a doszłoby do tragedii. To nie jest to że ich nie pilnowałam, zaniedbałam... To była chwila, ułamki sekundy... Na szczęście ktoś czuwał nad nami. Do końca życia nie zapomnę co wtedy czułam. Prawie oszalałam. Nie wolno nam nikogo oceniać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Racja. Bardzo szkoda mi tego czlowieka I calej jego rodziny. Trudno jest zrozumiec jak do tego moglo dojsc ale tego typu sytuacje sie zdarzaja. W USA bylo kilka takich przypadkow w tym roku jak rowniez w ubieglym. Kilka tygodni temu dziadek zostawil 13-miesieczne spiace dziecko w samochodzie I poszedl do pracy. Przypomnial sobie o dziecku dopiero jak wrocil do samochodu.Takze bardzo rozpaczal.

    OdpowiedzUsuń