piątek, 13 czerwca 2014

piątek pełen emocji

Piątek był dniem pełnym emocji dla Piotrusia.
Rano występował w przedstawieniu z okazji zakończenia roku przedszkolnego. Była to legenda o smoku wawelskim i szewczyku Dratewce z mniej brutalnym zakończeniem – smok po zjedzeniu barana nadzianego siarką dostał takich boleści, że przeszedł na wegetarianizm ;-) Dzieci pięknie wystąpiły, tańczyły krakowiaka, śpiewały „płynie Wisła płynie”, a rodzice szlochali ze wzruszenia w chusteczki . Piotruś był jednym z dwóch rycerzy, którzy ujrzawszy smoka stwierdzili, że jest zbyt  duży i uciekli. Strój przygotował mój dzielny zdolny mąż – zresztą sami zobaczcie. M kiedy się do czegoś zabiera zawsze dopieszcza swój pomysł i wykonuje wszystko mega starannie i mega solidnie. Herb Krakowa na tarczy to czysty zbieg okoliczności. M wpadł na pomysł umieszczenia na niej czegoś w tym stylu i przyniósł Piotrkowi do wyboru kilka herbów, Piotrek wybrał ten, a potem z jego wypowiedzi wywnioskowałam, że dzieci przedstawiać będą właśnie tę legendę (Panie wychowawczynie do końca nie chciały nic zdradzić). Ostatecznie rola Piotrka nie wymagała wymachiwania mieczem i tarczą, ale wyroby mojego męża wykorzystane zostały jako element scenografii. Byłam z Piotrka bardzo dumna. Mój syn nie lubi wystąpień publicznych.  Jest nieśmiały i bardzo go peszą. Widać było, że czuje się na scenie niepewnie, ale dzielnie tańczył i odegrał swoja rolę, choć tekstu mówionego miał bardzo mało i wypowiedział go tak cicho, że nic nie było słychać to dla mnie jest to ogromny postęp. Nieważne, że inne dzieci mówiły dzielnie do mikrofonu całe wierszyki. Dla mnie istotne jest, że wyszedł na scenę i uczestniczył. Jego nieśmiałość ma różne odcienie – występy publiczne to pieta Achillesowa, podobnie jak duże skupiska ludzi typu festyny. W bardziej oswojonej grupie z kolei próbuje rządzić.
Po południu zaś pojechałam z nim na pierwsze w życiu urodziny u kolegi – naszego sąsiada.  Chory Tomek został z tatą. Urodziny były w sali zabaw i bałam się, że Piotrek kiepsko się odnajdzie wśród zżytej ze sobą z przedszkola grupy dzieci dwa lata starszych. Znał tylko Wiktora. Tymczasem było super. Z początku trzymał się z boku i nawet wstydził się podejść do jubilata, którego dobrze zna z prezentem, ale kiedy pojawiła się pani animatorka i goście usiedli w kółku by jej posłuchać ku mojemu zdziwieniu pobiegł do nich, usiadł z nimi i potem do końca pięknie się ze wszystkimi bawił. Byłam przekonana, że będzie wolał bawić się po swojemu, a tu niespodzianka. Przez 2.5 h ani razu do mnie nie podszedł. We wrześniu byłoby to nie do pomyślenia – wielka zasługa przedszkola.

Wróciliśmy do domu i po prostu padł. 








6 komentarzy:

  1. Pięknie wykonany strój, wygląda jak prawdziwy rycerz :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super! Nie mogę się doczekać pierwszych występów moich dziewczyn:) Na pewno byłaś wzruszona co?:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow ! brawo Piotruś !!!! I brawo Tata:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Strój boski! Występ - widzę piękny uśmiech na buzi, cudownie :-)
    I gratuluję postępów w grupach, my nie mamy tego problemu ale mimo to wiem dobrze jak cieszy taki postęp :-)

    Ma_niusia

    OdpowiedzUsuń