wtorek, 29 lipca 2014

trzymaj ręce i kij w ręce

Moja pani profesor od angielskiego z liceum kiedyś w żartach opowiedziała nam, że spotkała się z takim tłumaczeniem zdania "hold hands and stick together". Od tej pory jest to hasło moje, mojej przyjaciółki i mojego przyjaciela, a od pewnego czasu mogę odnieść je również do mojego kuzynostwa. Ostatni weekend był bardzo, bardzo mocny emocjonalnie. Pojechaliśmy na wieś na zjazd kuzynów. Było dużo śmiechu, wygłupów przy piwku, grillowania, a także ważne i szczere rozmowy do 5 rana. Sporo trupów wyleciało z szaf i bardzo dobrze.

wtorek, 22 lipca 2014

Bliźniak i Waga

Ciągle zaskakuje mnie jak różne są moje dzieci.  No nie da się uniknąć porównywania. Może trochę za wcześnie na takie oceny, ale wydaje mi się, że już w wieku 9 miesięcy mogę zaobserwować pewne cechy Tomka, które nie występowały u brata lub występują w innym nasileniu.

poniedziałek, 21 lipca 2014

"sytuacja alarmowa, proszę o pomoc"

Zwizualizujcie sobie taką sytuację.
Godzina 6.45. Mój mąż już wyszedł do pracy. Mama jak sądzę wyjeżdża autobusem do nas. Ja w szlafroku karmię Tomka, Piotrek jeszcze śpi i dostaję od mamy smsa o treści jak w tytule posta. Oczywiście od razu do niej dzwonię i słyszę szum, gwar tak jakby komórka była włączona gdzieś w torebce. Dzwonię raz, drugi, trzeci - to samo. Wysyłam smsa "co się stało, gdzie jesteś?". Zero odpowiedzi. Znowu dzwonię - tym razem komórka wyłączona. Domyślacie się co się stało? Oczywiście mama wrzuciła telefon luzem do torebki i wcisnął jej się taki guziczek z boku uruchamiający smsa S.O.S., przy okazji odblokowała jej się cała klawiatura. Mama w końcu zorientowała się, że ktoś dzwoni, ale telefon się zawiesił i musiała go resetować dlatego przez chwilę w ogóle nie było z nią połączenia. Mimo wszystko przez te kilka minut myślałam, że zejdę na zawał. Nawet mój mąż, do którego też sms doszedł byl zaniepokojony choć to on pierwszy zauważył, że tresć smsa jest taka sztuczna, bezosobowa i że pewnie sytuacja wyglada tak jak było w rzeczywistości. Niemniej jednak do końca nie był przekonany, bo takie sformulowanie wbrew pozorom pasuje do stylu mojej mamy. Zawsze mnie irytuje, że gdy ma do przekazania ważne informacje, gdy jest jakaś napięta sytuacja to zamiast krótko i konkretnie powiedzieć o co chodzi to rzuca hasła i człowiek musi dowiadywać się wszystkiego na zasadzie kolejnych pytań.
No najadłam się nerwów. I to uczucie bezradności. Co robić? Co się stało? Gdzie ona jest? Czy zdarzył się jakiś wypadek, może nie jest w stanie się poruszyć. Dzwonić do MPK, na policję? Jechać trasą autobusu, do którego prawdopodobnie wsiadła? Dwójka dzieci w domu, nieubrane, jedno śpi - czy dzwonić do sąsiadki z prośbą by z nimi zostala, czy na gwałt ubierać i głodne pakować do samochodu?
Ufffff

niedziela, 20 lipca 2014

super weekend domowo-basenowy


Zazwyczaj nie przepadamy za stacjonarnymi weekendami i staramy się przynajmniej w jeden dzień gdzieś ruszyć, choćby na plac zabaw. Miniony weekend jednak spędziliśmy w całości w domu za wyjątkiem krótkiego wypadku na frytki do maka w niedzielę wieczorem (powód – głównie upał, który nas bardzo męczy i żadne z nas nie ma wtedy ochoty na spacery), a mimo to zaliczam go do bardzo udanych.

piątek, 18 lipca 2014

na przeciwnych biegunach

Czasem, rzadko ostatnio rozmawiam z bezdzietnymi koleżankami.
"Co u ciebie słychać?"
"Wiesz Piotruś ma zapalenie płuc"
"Ale co u Ciebie?????"
"No nie wychodzimy bo Piotruś jest chory....."

"wiesz tak się cieszę, młody w końcu zaadaptował się w przedszkolu, teraz chodzi z radością a ciężko było"
"aha....... no fajnie......."

"jak się czujesz?"
"jestem z Tomkiem w szpitalu, mały jest chory, na szczęście antybiotyk już zaczyna działać"
"aha, ale poza tym w porządku?"
"nooo  najważniejsze by Tomek wyzdrowiał, nie zastanawiam się nad  innymi rzeczami póki co"


Nasze światy coraz bardziej się oddalają. Nie chcę wracać do starego.




środa, 16 lipca 2014

fotosy z wakacji

Fotki z naszego wyjazdu. Bardzo lubię tę powyżej. Kto wie może Piotr też połknie górskiego bakcyla jak rodzice? Niżej więcej zdjęć.

niedziela, 13 lipca 2014

nasze pierwsze wakacje we czworkę (a w zasadzie w piątkę)



We are back.
Urlop był przede wszystkim deszczowy. Cóż to było do przewidzenia. Rozważam wyjazd na kilka miesięcy no Afryki w roli szamanki przyciągającej deszcz by ustawić się finansowo na resztę życia ;-)

wtorek, 8 lipca 2014

Wakacje

Z komorki bez polskich czcionek.
Jestesmy na tygodniowych wakacjach w Szczawnicy. Mialam stracha bo jechalismy na dwa auta z moja mama. Trzy razy glupio sie zgubilam po drodze i w efekcie jechalismy w skwarze (auto bez klimy) z wrzeszczacym w foteliku Tomkiem, no ale jakos nas doturlalam.
Osrodek fajny, zadbany z placem zabaw i wlasnym kawalkiem potoczku. Z dzieci glownie starsze dziewczynki, co Piotrkowi bynajmniej nie przeszkadza. Podrywa ile wlezie i pyta kiedy bedzie mial slub. Serio :-) Tomek poza trudna droga jest super elastyczny za wyjatkiem wieczornego spania. W dzien spi w wozku, a kiedy nie ma mozliwosci to nie spi w ogole lub malo, z godnoscia znosi budzenie po 5 min snu w aucie przy przenoszeniu do wozka, wszystkich czaruje i w ogole. Kiepsko je i w zasadzie jedziemy na mleku i owocach. Klade to na karb faktu, ze dzis w nocy wyrosla wreszcie w calosci lewa dolna jedynka a prawa jest tuz pod dziaslem.
Pogoda....hmmmm. moje deszczowe fatum sie za mna ciagnie. Deszczowe urlopowanie mamy opanowane do perfekcji, ale mam juz dosc folii na wozek, kaloszy, gumowych portek, suszenia. W niedziele gdy tylko przyjechalismy upal zamienil sie w deszczyk. Wszystko mokre. W poniedzialek do 15 skwar. Wybralismy sie do Niedzicy, gdzie moja mama zabrala Tomka na zamek a my z Piotrkiem zwiedzilismy elektrownie. Prawie 3-godzinna trasa specjalistyczna. Super. Po powrocie lunelo. Dzis bylo troche pochmurno ale OK a gdy bylismy juz ubrani w celu pojechania do centrum i wyjechania wyciagiem krzeselkowym na Palenice.... lunelo. I pada do teraz. Chyba dobrze, ze zabralam cala torbe zabawek...