piątek, 18 lipca 2014

na przeciwnych biegunach

Czasem, rzadko ostatnio rozmawiam z bezdzietnymi koleżankami.
"Co u ciebie słychać?"
"Wiesz Piotruś ma zapalenie płuc"
"Ale co u Ciebie?????"
"No nie wychodzimy bo Piotruś jest chory....."

"wiesz tak się cieszę, młody w końcu zaadaptował się w przedszkolu, teraz chodzi z radością a ciężko było"
"aha....... no fajnie......."

"jak się czujesz?"
"jestem z Tomkiem w szpitalu, mały jest chory, na szczęście antybiotyk już zaczyna działać"
"aha, ale poza tym w porządku?"
"nooo  najważniejsze by Tomek wyzdrowiał, nie zastanawiam się nad  innymi rzeczami póki co"


Nasze światy coraz bardziej się oddalają. Nie chcę wracać do starego.




7 komentarzy:

  1. To zazdroszczę Ci Nessie, tej pewności. Ja ostatnio czuję się wypalona jako... mama. Albo to jakieś rozdwojenie osobowości może :) Z jednej strony- mam dość. Mam właśnie dość gadania tylko o dzieciach, życia Ich życiem. Męczy mnie utarty jednakowy schemat dnia z uwzględnieniem pór posiłków, drzemek itd... A z drugiej- potrafię siedzieć nad łóżeczkiem Lilki patrzeć ze wzruszeniem jak śpi, rozczulać się kiedy ładnie czymś się bawi... Tyle, że cały czas mi towarzyszy to uczucie, że tylko dzieci, tu nie ma mnie, jako mnie. I wiem, oczywiście, że pretensji nie mogę mieć tu do nikogo poza sobą. Może za długo jestem już po prostu w domu, może nie zadbałam po drodze o to, żeby zostawić sobie choć kawałek tylko mojej przestrzeni...

    A w temacie posta- to fakt, ludzie którzy nie mają dzieci, nie są w stanie do końca zrozumieć tego, jak dziecko staje się epicentrum naszego świata, że wszystko co robimy i o czym myślimy, ma gdzieś tam zakodowane obecność dziecka w naszym życiu. My- "dzieciaci" jesteśmy w o tyle lepszej sytuacji, że mamy w praktyce "obcykane" jak to jest żyć bez dzieci i z dziećmi, bo zasmakowaliśmy każdego z tych światów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kryzysy mam i ja ale wiem ze czasu bym nie cofnela.

      Usuń
  2. Wiesz, jak chyba we wszystkim trzeba umieć znaleźć złoty środek. Nie lubię mam, które potrafią rozmawiać TYLKO o swoich dzieciach i są tak na nich skupione, że tak naprawdę nawet Cię nie słuchają. Ale z drugiej strony trudno jest oczekiwać elaboratu o ciekawym życiu od mamy siedzącej przy łóżku chorego dziecka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokladnie. Chodzi mi o to, ze gdy dzieje sie cos ekstremalnego dotyczacego dzieci typu choroba czy wazna zmiana zyciowa to na tym sie koncentruje 24h/dobe a niedzieciaci uwazaja ze mozna sie wylaczyc tak jak po pracy odpoczywac od spraw zawodowych. Nie mozna.

      Usuń
  3. Hmm temat dzieci to temat morze, jak pogoda i inne :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hehe, bedac w Polsce spotkalam sie z dwoma kolegami z liceum - obaj maja po dziecku, gadalismy oczywiscie o dzieciach :))) Spotkalam sie tez z sasiadka z dziecinstwa (wiwat fb!), z ktora nie widzialam sie 20, moze 25 lat. obie mamy po dwojeczce, gadalysmy o... porodach :D I czulysmy sie jak by nie bylo tej przerwy w spotkaniach. Z niedzieciatym znajomymi kontakty sie praktycznie urwaly, ja nie mam ochoty sluchac o ich imprezowaniu, oni - o chorobach moich dzieci

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie jest troche inaczej bo moja przyjaciolka nie ma dzieci i nie zanosi sie.

      Usuń