poniedziałek, 21 lipca 2014

"sytuacja alarmowa, proszę o pomoc"

Zwizualizujcie sobie taką sytuację.
Godzina 6.45. Mój mąż już wyszedł do pracy. Mama jak sądzę wyjeżdża autobusem do nas. Ja w szlafroku karmię Tomka, Piotrek jeszcze śpi i dostaję od mamy smsa o treści jak w tytule posta. Oczywiście od razu do niej dzwonię i słyszę szum, gwar tak jakby komórka była włączona gdzieś w torebce. Dzwonię raz, drugi, trzeci - to samo. Wysyłam smsa "co się stało, gdzie jesteś?". Zero odpowiedzi. Znowu dzwonię - tym razem komórka wyłączona. Domyślacie się co się stało? Oczywiście mama wrzuciła telefon luzem do torebki i wcisnął jej się taki guziczek z boku uruchamiający smsa S.O.S., przy okazji odblokowała jej się cała klawiatura. Mama w końcu zorientowała się, że ktoś dzwoni, ale telefon się zawiesił i musiała go resetować dlatego przez chwilę w ogóle nie było z nią połączenia. Mimo wszystko przez te kilka minut myślałam, że zejdę na zawał. Nawet mój mąż, do którego też sms doszedł byl zaniepokojony choć to on pierwszy zauważył, że tresć smsa jest taka sztuczna, bezosobowa i że pewnie sytuacja wyglada tak jak było w rzeczywistości. Niemniej jednak do końca nie był przekonany, bo takie sformulowanie wbrew pozorom pasuje do stylu mojej mamy. Zawsze mnie irytuje, że gdy ma do przekazania ważne informacje, gdy jest jakaś napięta sytuacja to zamiast krótko i konkretnie powiedzieć o co chodzi to rzuca hasła i człowiek musi dowiadywać się wszystkiego na zasadzie kolejnych pytań.
No najadłam się nerwów. I to uczucie bezradności. Co robić? Co się stało? Gdzie ona jest? Czy zdarzył się jakiś wypadek, może nie jest w stanie się poruszyć. Dzwonić do MPK, na policję? Jechać trasą autobusu, do którego prawdopodobnie wsiadła? Dwójka dzieci w domu, nieubrane, jedno śpi - czy dzwonić do sąsiadki z prośbą by z nimi zostala, czy na gwałt ubierać i głodne pakować do samochodu?
Ufffff

3 komentarze:

  1. Nie dziwię ci się, że się zdenerwowałaś. Najważniejsze że był to fałszywy alarm:)

    OdpowiedzUsuń
  2. To się strachu najadłaś...mój brat ostatnio też jak jechał na gwizdkach do nas bo starszy napisał mu pomocy, mama uziemiona WC, a Nikosiowi trzeba było pieluchę zmienić...

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie zazdroszczę. Kurczę, znając mnie- pewnie bym zeszła.

    OdpowiedzUsuń