poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Weekend

Weekend w wiekszosci przelezalam lub przesiedzialam na podlodze slaba jak kot. Czyms sie strulam. Nie mialam sily podniesc Tomka. W sobote pojechalismy w odwiedziny do tesciowej i tam doslownie padlam. Zasnelam na kilka godzin. M przez dwa dni prawie w100% zajmowal sie dziecmi. Dzis juz troche lepiej tylko spuchniete kolano szczypie. W sobote ortopeda, umowie tez jakis dalszy termin na NFZ, bo cos mi sie wydaje ze to dluzsza sprawa i nie damy rady na dluzsza mete udzwignac prywatnych wizyt.
Dzis pierwsze zabiegi Piotrka. Bylo OK. 10 min inhalacji, 10 min naswietlania i 10 min tlenoterapii. Ogladal bajki na laptopie tylko nudzil sie podczas naswietlan bo zapomnielismy okularow przeciwslonecznych i musial miec zamkniete oczy

piątek, 22 sierpnia 2014

kolejne atrakcje :-/

Po laryngologu. Piotrek ma zawalone zatoki. Trzeba je jak najszybciej udrożnić zanim zacznie się sezon infekcyjny bo będzie nieciekawie. Mamy skierowanie na 12 zabiegów inhalacji, tlenotrapii i naświetlania specjalną lampą. Zabiegi trzeba wykonywać w ciągu by to miało sens, najlepiej codziennie, najlepiej dwa razy dziennie. Jest to trochę nierealne logistycznie, bo to jest ok 45 minut jazdy samochodem łącznie z parkowaniem i dojściem (strefa i brak parkingu obok tego miejsca ergo wciskanie się gdzieś na chodniku - Kraków, Kraków, Kraków i jego uroki). Możemy jeździć albo na 7.30 albo na 18.30 (bo praca). Rano i tak się spóźnię troche do pracy bo choćbym stanęła na głowie nie zdążę odwieźć Piotrka do przedszkola czy domu i dojechać do biura na 9, po południu muszę sie pół godziny zwolnić by zdązyć na 17 do przedszkola (bo nie ma sensu by M odbierał go pół godziny wcześniej niż ja bym to zrobiła po to bym jechała po niego po domu, bliżej jest jechać prosto z przedszkola). Liczę na wyrozumialość pracodawcy.... Mąż rano nie ma za bardzo możliwości (pracuje od 7.30), po południu ustaliliśmy, że zajmie się Tomkiem gdy my pojedziemy na zabiegi (tak będzie lepiej bo Piotrek nie znosi inhalacji, trzeba go pilnować, przekonywać by siedział spokojnie z tym że domu inhalujemy się góra 10 minut, a tam trzeba będzie pół godziny. M nie ma w takich przypadkach tyle cierpliwości co ja - wypróbowane, przetestowane). Do tego jeszcze domowe inhalacje na zapalenie płuc rano i wieczorem.
W każdym razie najbliższe dwa tygodnie upłyną mi pod znakiem budzenia Piotrka przed 6 i poranków w biegu lub przekonywania go po przedszkolu, że jazda na zabieg to jest strasznie fajna sprawa.Tak ustawiłam telefonicznie te terminy zabiegów by były jak najbardziej w ciągu na miarę naszych możliwosci logistycznych bo to ważne by to zadziałały, jakoś damy radę.
Plan na najbliższy tydzień:
poniedziałek - inhalacje domowe, leki, praca, zwolnienie się, po Piotrka do domu (teściową ubłagałam by została z nim do środy), zabieg, powrót do domu, inhalacje, leki,  i na 21 na kolację służbową
wtorek - inhalacje, leki, od rana ważne rozmowy, usmiechanie się, zwiedzanie Krakowa, kolacja, powrót pewnie w nocy
środa - obudzić Potwora przed 6, szybko leki, inhalacje, zabieg, odstawić Piotra do domu i do pracy
czwartek i piątek będę korzystała z tego, że to ostatnie dni kiedy jeszcze nie pracuję więc na zabiegi pojedziemy i rano i wieczorem z tym że akurat w towarzystwie Tomka bo nie będzie już mojej mamy, a M wróci późno (mam nadzieję, ze Piotrek jakoś przywyknie, a Tomek pobawi się sam przez pół godziny gdzieś na podłodze), w międzyczasie podjechać do sądu złożyć wniosek  o odpis postanowienia bo już się uprawomocni
potem kolejny tydzień już praca na full
poniedzialek - praca, zabieg
wtorek - wstawanie przed 6, zabieg, do przedszkola, praca, zabieg
środa - wstawanko przed 6, praca
czwartek - odstawić Piotrka do przedszkola, Tomka do teściowej, przedszkole, potem zabeig, M po Tomka i w piątek tak samo

W międzyczasie pasowałoby wcisnąc jakoś ortopedę, bo znowu kolano mi spuchło, pewnie znów krwiak, najlepieje wtedy gdy M jest w domu bo tym razem boję się jechac z dziećmi. Nie wiem co mnie czeka tym razem. Ostatnio wielka strzykawka krwi. Tylko kiedy??????

kryzysy Tomisiowe + sypiące się zdrowie

Tomek przechodzi zdaje się skok rozwojowy. Nie śledzę zazwyczaj tych tabelek, ale tym razem zajrzałam i wiekowo by się zgadzało. Od trzech tygodni wieczorem mamy w domu cyrk. A my z Piotrkiem sypiemy się zdrowotnie i łapię z tego powodu doła.

wtorek, 19 sierpnia 2014

Park Jordana


Są dwa parki w Krakowie, które darzę szczególnym sentymentem odkąd jestem mamą - Park Jordana i Młynówka Królewska.

czwartek, 14 sierpnia 2014

Tomiś ma już 10 miesięcy

Tomasz skończył 10 miesięcy. DZIESIĘĆ! Dopiero się urodził, a za chwile będzie dmuchał swoją pierwszą świeczkę.

wtorek, 12 sierpnia 2014

pierwsze przedszkolne przyjaźnie

Wczoraj zrobiło nam się bardzo miło. Piotrek ma w przedszkolu kolegę Jacka, z którym lubi się bawić. Wczoraj M odbierał Młodego i akurat natknął się na jego rodziców, którzy zostawiali liścik do nas w jego szafce. Jacek ma w przyszłym tygodniu urodziny i zapytany o to jak chciałby spędzić ten dzień, o czym marzy, odpowiedział, że chciałby iść do kina z Piotrkiem na Samoloty 2. Piotrek wprawdzie ten film już widział, ale chętnie pójdzie jeszcze raz z Jackiem, dla którego będzie to pierwsze wyjście do kina. Miło :-) Jest szansa na zacieśnienie znajomości, bo Jacek mieszka blisko przedszkola, więc samochodem mają do nas 7 minut i jest że tak powiem w podobnej sytuacji życiowej co Piotr - ma 14-miesięcznego braciszka. Fajnie, tym bardziej że raczej kontakty rodziców w naszym przedszkolu nie są zbyt zażyłe. Rano każdy się śpieszy, dzieci odbierane są w różnych porach i zazwyczaj przywożone są samochodami z różnych części Krakowa. Ja na macierzyńskim teoretycznie miałam czas, ale w praktyce zazwyczaj towarzyszył nam Tomek w foteliku, który fotelika nie lubi i włącza syrenę więc też zwykle zwijałam się szybko. Tyle że przy okazji w szatni rozmawiałam z rodzicami, ale na rodziców Jacka do tej pory się nie natknęłam bo przyprowadzają go później a odbierają wcześniej niż my. Były po drodze dwa pikniki - na pierwszym Piotrek jeszcze świrował bo był w trakcie adaptacji, drugi nam przepadł ze względu na jego chorobę. Mam nadzieję, że znajomość się rozwinie w fajnym kierunku.

sobota, 9 sierpnia 2014

mistrz parkowania

To, że Piotrek jest  fanem wszystkiego co jeździ to wiecie. To jednak tylko wycinek tego zjawiska. Piotr ma również obsesję na punkcie znaków drogowych, przepisów ruchu drogowego oraz prawidłowego parkowania. Namiętnie komentuje podczas spacerów, że tamto auto stoi ladnie i równo, a tamto krzywo, a tutaj kierowca zostawił za mało miejsca dla przechodniów. Mówię Wam - strażnik miejski jak nic. Matki, która z parkowaniem w ciasnych miejscach ma nadal spory problem też nie oszczędza. Instruuje mnie co mam robić, jak wyrównać, gdzie podjechać gdy ja z potem na szyi usiłuję się gdzieś wcisnąć ;-)
Obsesyjnie dba o sposób parkowania swoich autek oraz roweru. Nie ma przebacz. Gdy proszę go by przesunął jakieś autko on nie podnosi go ot tak tylko nim odjeżdża, po czym wykonuje manewr parkowania tyłem, albo wycofuje na trzy. Tak samo kombinuje z rowerem gdy zostawia go przy płocie na placu zabaw. Widzicie tę fotkę? To nie jest bałagan. Tak wygląda pokój Piotrka (najczęściej autek jest jeszcze więcej). Zazwyczaj parkują naokoło całego dywanu oraz wzdłuż wszystkich uliczek i przed domkami. Strasznie się wścieka gdy ktoś mu jakiś przesunie albo gdy Tomek towarzysząc nam chwyci jego samochodzik i przestawi. Prorokuję walki i bitwy już niedługo gdy junior stanie się mobilny.....Odkurzanie podłogi w jego pokoju to skomplikowana operacja logistyczna - najpierw trzeba Piotrka przekonać by raczył autka pochować do pudła (czasem są to dłuższe negocjacje), a potem on mozolnie wszystko układa od nowa.

czwartek, 7 sierpnia 2014

nieśmiałość

Jestem nieśmiała. Czasem mniej, a czasem ta cecha mnie wręcz paraliżuje. Nie lubię tego u siebie, nie akceptuję - częściowo dlatego, że mój ojciec traktował to jak WADĘ a nie CECHĘ charakteru i krytykował mnie gdy nie miałam śmiałości czegoś zrobić. Wiem, że wiele okazji w życiu z tego powodu nie wykorzystałam. Bardzo staram się pilnować, by nie zaszczepić Piotrkowi tego przekonania, które mój ojciec wtłoczył do mojej głowy - że to coś złego. Obserwuję go i będę go wspierać bez względu na to czy wyrośnie na wyluzowanego lwa salonowego czy osobę, która lepiej czuje się w kacie w gronie bliskich przyjaciół. Myślę, że na świecie potrzebni są i tacy i tacy ludzie i każdy może odnaleźć szczęście na swój sposób. Z drugiej strony nie chcę by go to paraliżowało, by nie był taki jak ja w dzieciństwie. Miałam jedną koleżankę i byłam wykluczona ze szkolnego życia towarzyskiego. Bolało mnie to. Czułam się gorsza.
Piotrek kiedy poszedł do przedszkola bardzo trudno się adaptował. Początkowo siedział w kącie i nie chciał się integrować. Przedszkole bardzo mu pomogło w rozwijaniu relacji społecznych. To była decyzja najlepsza z możliwych by poszedł tam w wieku 3 lat i miał ogromne szczęście, że trafił na tak wspaniałe, zaangażowane w swoją pracę wychowawczynie.
Obserwuję więc Piotra i czasem wydaje mi się, że są w nim dwie osoby. Śmiała, pewna siebie i zalękniona. Takie rozdwojenie jaźni. Na pewno nie przepada za wystąpieniami publicznymi i tłumami. Na przedstawieniu przedszkolnym dobrze czuł się tylko w czasie grupowych tańców, występ indywidualny bardzo go stresował. Na imprezach typu pikniki nie chce podchodzić do stoisk, przy których jest dużo ludzi, nawet krępował się wejść do wozu strażackiego z innymi dziećmi. Takie masówki szybko go męczą. W kontaktach międzyludzkich zaś ma fazy. Cykle. Są okresy, że na placu zabaw woli bawić się sam, wstydzi się podejść do innych dzieci albo prosi mnie bym zapytała czy chcą się z nim pobawić. Na urodzinach Antosia też z początku był skrępowany choć to przecież kuzyn, a urodziny odbywały się u teściów gdzie bywa często. Po prostu nie widział wujka i cioci miesiąc i speszyła go uroczysta atmosfera. Wstydził się podejść do sąsiada Wiktora z prezentem na jego urodzinach z tego samego powodu choć bawią się razem dość często. Za chwilę jednak świetnie bawił się na sali z obcymi dziećmi w grupowe gry. Z drugiej strony są okresy wręcz odwrotne, między innymi podczas wakacji. Piotrek brylował w towarzystwie starszych dzieci. Sam podchodził, zagadywał i po chwili okazywało się, że to on jest głównym organizatorem zabaw i prowodyrem. O dziwo starsze dzieci słuchały go, wykonywały jego "polecenia". Zaczepiał dorosłych i opowiadał, opowiadał, opowiadał. Wnuczka naszej gospodyni określiła go mianem "niezły bajerant" bo w opowiadaniu niestworzonych historii nie ma sobie równych.Po powrocie nadal fajnie dogaduje się z dziećmi, na placu zabaw od razu znajduje towarzyszy do zabawy, ale w przedszkolu każdego ranka jest odrobinę speszony gdy mówi paniom dzień dobry. Za chwile już czuje się swobodnie, ale ten pierwszy moment jest trudny. Ma także zapędy jak my to nazywamy dyrektorskie. Deleguje zadania. Przykład pierwszy z brzegu? Na wsi w weekend chciał wejść do piwnicy a wiedział, że nie wolno mu samemu, poprosił więc Gniewka "Gniewko idź do babci i poproś ją by z nami poszła do piwnicy a ja tu na was poczekam".
Ciekawa jestem w jakim kierunku się to rozwinie.


poniedziałek, 4 sierpnia 2014

35 urodziny i gruba kreska

Dzisiaj kończę 35 lat. Okrągła rocznica jakby nie patrzeć. Myślę o swoim życiu i uśmiecham się. Generalnie to mam ostatnio trochę gorszy nastrój, ale po zastanowieniu dochodzę do wniosku, że dotyczy on spraw przyziemnych, krótkoterminowych - głównie pracy, perspektyw w niej, szukania nowej i dołka finansowego. No nie jest to fajne ALE trzeba spojrzeć na sprawę globalnie. Jest dobrze. Mam rodzinę. Jesteśmy w miarę zdrowi. Mamy gdzie mieszkać i co jeść. To jest najważniejsze.
Tyle się zmieniło w naszym życiu przez ostatnie 5 lat. W 30 urodziny czułam smutek i złość. Kolejny raz się nie udało. Okres. Poważnie bałam się, czy dane będzie nam zostać rodzicami. 2 miesiące później począł się Piotruś. Dziś mam 35 lat. Męża,z  którym wiele przeszliśmy, są góry i doliny ale jesteśmy razem. Dwoje wspaniałych synów. Wybudowaliśmy dom. Spełniły się marzenia.
Dzisiaj również symbolicznie grubą kreską zamykam pewny rozdział w życiu. W maju zmarł mój ojciec i akurat dzisiaj mieliśmy w sądzie rodzinnym wyznaczony termin rozprawy w sprawie zgody na odrzucenie spadku w imieniu naszych dzieci. Zgodę uzyskaliśmy. Sprawa jest zamknięta. On nie żyje, nie będzie nas już nękał, a ja i moja rodzina jesteśmy zabezpieczeni pod względem prawnym od reperkusji jego życia. Koniec. Koniec życia w lęku. Jeszcze trochę papierologii i wizyta u notariusza gdy postanowienie się uprawomocni.
Imprezy urodzinowej nie było, bo przede wszystkim żyłam tą sprawą w sądzie nie miałam natchnienia nic organizować.Teraz czas zadbać o siebie.
Nie powiem, żeby te cyferki nic mnie nie obeszły. Trochę dziwnie mi ze świadomością, że już bliżej do 40-ki niż do 30-ki. Musze wziąć się za siebie, bo ciało jest mocno zaniedbane przez dwie ciąże i ostatnie lata gdy koncentrowałam się głównie na dzieciach i domu. Psychicznie za to nie czuję w ogóle tych lat. To prawda pokolenie dzisiejszych studentów to dla mnie jakiś kosmos, ale nadal w środku mam wiele wątpliwości i nie czuję się dojrzała.

piątek, 1 sierpnia 2014

nowa pani w przedszkolu

Dzisiaj dowiedziałam się, że pani Dorotka przeprowadza się daleko i przenosi się do przedszkola bliżej miejsca zamieszkania. Od poniedziałku przyjdzie nowa pani Aneta. Smutno mi trochę. Piotrek wprawdzie bardziej jest zżyty z panią Patrycją (gdyby to ona odchodziła byłaby tragedia, a tak jest tylko trochę smutny), ale panią Dorotkę też lubił. Mam wrażenie, że była to najbardziej charyzmatyczna osoba w całym przedszkolu, taki typ organizatora. Miała spore doświadczenie i w wielu problematycznych sprawach dotyczących Piotrka kierowałam się jej wskazówkami, zwłaszcza podczas adaptacji przedszkolnej. Ciepła, uśmiechnięta i stanowcza. Mam nadzieję, że pani Patrycja udźwignie nową rolę. We wrześniu ona też zaczynała dopiero pracę w naszym przedszkolu i była trochę niepewna i zagubiona. Dzieci ją od razu polubily,ale musiała wypracować sobie autorytet. Po roku widzę, że jest bardziej stanowcza i pewna siebie i bardzo dobrze. Teraz to na niej przez pewien czas spoczywać będzie ciężar odpowiedzialności za grupę zanim nowa pani nie pozna dzieci a dzieci je nie zaakceptują.