środa, 20 sierpnia 2014

kryzysy Piotrusiowe


Po pierwsze przechodzimy kryzys przedszkolny.
Od dwóch tygodni Piotrek rano ociąga się z wejściem do sali, kilka razy bardzo płakał i wymyśla historie typu gorączka, bolący brzuch i inne takie. W naszym przedszkolu przed śniadaniem dzieci bawią się w sali starszaków, tam myją ręce i idą na śniadanie. Z początku sądziłam, że problem tkwi w tym, że często spóźniamy się na "pociąg na śniadanie" i zaprowadzałam go bezpośrednio na jadalnię. W ostatnich dniach jednak bardzo się pilnowałam i niestety niezbyt to pomogło. Rok temu podczas adaptacji dla Piotrka problematyczny był właśnie fakt, że rozpoczyna dzień w obcej sali, nie chciał "iść do starszaków", ale to minęło. Teraz mamy nawrót i czasem jedna z jego wychowawczyń musi z nim rano spędzić trochę czasu sam na sam w sali średniaków zamiast śniadania. Znowu zaczął skarżyć się na Norberta. Norbert to ruchowo nadpobudliwy chłopczyk w grupie, który nie usiedzi spokojnie i często potrąca dzieci. Piotrek tego nie lubił, ale z czasem zaakceptował, że on nie robi tego złośliwie tylko taki już jest.  Teraz powtórka z rozrywki.
Rozmawiałam z psycholog przedszkolną i ona generalnie wiąże to zachowanie z dwoma faktami. Po pierwsze od sierpnia zmieniła się jedna z wychowawczyń. Piotrek ją zaakceptował i zachowuje się w stosunku do niej przyjaźnie, dzieci ją polubiły, ale mój syn jest nieśmiały z natury w takich sytuacjach i jeszcze trochę się jej wstydzi. Do tego jak mi doniesiono trochę walczył z nią o władze tzn. nie słuchał, sprawdzał na ile może sobie pozwolić i jak to on próbował ugrać jakieś ustępstwa dla siebie. Okazało się, że zasady pozostały takie same mimo, że pani inna i to go rozczarowało.
Poza tym wraz z mobilnością Tomka pojawiła się zazdrość o brata i mamę. Tomek stał się bardziej absorbujący. Już nie wystarczy posadzić go, dać mu zabawkę i zabawiać rozmową jednocześnie bawiąc się z Piotrkiem. Już nie jest tylko towarzyszem-obserwatorem, ale aktywnie włącza się do wspólnego życia. Sięga po zabawki brata, które zawsze są atrakcyjniejsze niż jego własne i Piotrek musi sobie to wszystko poukładać w głowie. Chwilowo zaprzestał czułości wobec Tomka. Nie ma wrogości, otwartej niechęci ale są próby zaanektowania mamy na własność i czasem ignorowanie Tomisia. Myślę, że to też dobija się na przedszkolu. Cóż takie życie. Trochę boję się tego, bo za chwilę w przedszkolu pojawią się nowe maluszki i we wrześniu będzie sporo płaczu w szatni rano i to się może udzielać, poza tym od września wracam do pracy na pełny etat a to oznacza, że w czwartki i piątki będę musiała Piotrka zawozić do przedszkola wcześniej niż do tej pory by zdążyć zawieźć potem Tomka do teściowej i dotrzeć do pracy na czas. Po pracy będzie odbierał go mąż, ale ze względów logistycznych po Tomka jechać będę ja co oznacza, że oni dotrą do domu ponad godzinę przed nami, a Piotrek źle znosi sytuacje gdy wychodzę z Tomkiem sama a on zostaje. Cały czas tkwi w nim ten mój pobyt z bratem w szpitalu i boi się, że zniknę na dłużej. Wiele rzeczy musi sobie w tej małej łepetynie poukładać.

3 komentarze:

  1. Pamiętam, kiedy Łobuz zrobiła się mobilna i po prostu zaczęła starszego brata obkładać, a na dodatek - bardzo szybko zaczęła mówić. I Księciunio, który od urodzenia pałał wielką miłością do siostrzyczki - nagle musiał sobie zacząć radzić z pewnymi niesympatycznymi sytuacjami z jej strony. Np. kiedy wracaliśmy ze żłobka i przedszkola do domu, Księciunio starał się jej coś wytłumaczyć, a Łobuz na to w ryk "A Łału (tak nazywała Księciunia) do mnie mówi".
    To niestety trochę trwało - znów zaczęli sie dogadywać, kiedy Łobuz skończyła ok. 2,5 roku - zaczęły się wtedy wspólne zabawy.

    A teraz - raz lepiej, raz gorzej ;), jak to u rodzeństwa :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Potrzebuje trochę czasu, wszystko powoli i mu się ułoży tak jak powinno być, może wyczarterowac w tygodniu jakiś wypad tylko ze starszakiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tygodniu srednio. Albo pracuje albo Tomek jest ze mna.

      Usuń