piątek, 22 sierpnia 2014

kryzysy Tomisiowe + sypiące się zdrowie

Tomek przechodzi zdaje się skok rozwojowy. Nie śledzę zazwyczaj tych tabelek, ale tym razem zajrzałam i wiekowo by się zgadzało. Od trzech tygodni wieczorem mamy w domu cyrk. A my z Piotrkiem sypiemy się zdrowotnie i łapię z tego powodu doła.
Do tej pory Tomek nakarmiony zasypiał około 21 i spał do rana sporadycznie budząc się na mleko raz w nocy.  A teraz odkładam go, zasypia, po czym budzi się po pół godzinie i do mniej więcej północy przebudza się co 20 minut. Czasem chce mleka (tego nie ogarniam bo je w dzień naprawdę sporo), czasem possać smoka (tak musieliśmy wrócić do smoczka, nie było innej opcji), czasem próbuje w półśnie chwytać się szczebelków w łóżeczku i wstawać. Położony w naszym łóżku wspina się po nas, wbija palce w oczy, szarpie za włosy i prawdę powiedziawszy jesteśmy tym tak wykończeni, że wolimy kursować na zmianę do jego pokoju i siedzieć przy jego łóżeczku lub tulić go na kolanach. Do tego idą mu górne jedynki, są już naprawdę tuż tuż pod dziąsłem ale to tuż tuż też ciągnie się od 2-3 tygodni. W dzień Tomiś ma zazwyczaj dobry humor, wszystko jest w porządku, a w nocy dopóki nie zaśnie naprawdę głęboko odreagowuje nowe umiejętności. Jestem tym szczerze mówiąc wykończona. Ja wiem, że są dzieci, które śpią w ten sposób i wiele lat, ale mój starszy syn i Tomek do tej pory przyzwyczaili nas do innego trybu życia. Jestem przyznaję dość sfrustrowana tym, że nie mam już tych "wolnych" wieczorów - tzn tych 2-3 godzin, które przeznaczałam na pracę, tłumaczenia czy chwilę z mężem, tej chwili resetu od myślenia o dzieciach. Do tej pory planowałam dzień pod katem tych childfree godzin wieczorem. Mam sporo dodatkowych zleceń, które mogę zrobić tylko gdy chłopcy śpią no i i pracuję z doskoku - tu siądę na 10 minut do kompa, tutaj uda się na pół godziny, a zwykle na serio zabieram się do pracy po północy, kładę się spać około 2 i śpię cztery. Zaczyna się to odbijać na mojej odporności. Kąciki ust mi pękają, w gardle drapie. Ehhh ledwo pogoda zrobiła się jesienna wracają choróbska...
A Piotrek ma poczatki zapalenia płuc. Wczoraj odebralam rtg płuc i od razu pojechałam po niego do przedszkola i do pulmonologa przeczytawszy opis, dziś jeszcze kontrolnie pediatra. Na szczęście same początki. Antybiotyk i inhalacje. Podobno jest to ściśle powiązane ze spadkiem odporności na tle alergiczno-astmatycznym. 2 września mamy testy skórne. Brr. Wizja nakłuwania mu rączki i przekonywania by się nie drapał wydaje mi się aktualnie ponad siły. Zastanawiam się czy to ma sens, bo te testy podobno tak naprawdę wiarygodnie wychodza po 5 roku życia, więc Piotrkowi brakuje jeszcze niecałego roku ale chyba trzeba działać. Równolegle robimy mu diagnostykę laryngologiczną. Dzisiaj po południu laryngolog. W posiewie z nosa pojawiły się bakterie, mamy antybiogram, cytologi nosa zinterpretować sama  nie potrafię, ale widzę, że niektóre parametry są poza normami a na rtg zatok nosowych według opisu są zaciemnienia, więc wnioskuję, że są zatkane. Piotrek mówi znów głośno i tak jakby przez zatkany nos choć kataru nie ma zbyt wiele i śpi z zamkniętą buzią, nie chrapie. Bałam się czy znów nie zaczyna mu się gromadzić płyn w uszach. On nie miał zakładanych drenów przy okazji wycięcia migdałków ze względu na bardzo wąskie kanaliki słuchowe tylko nacinane błony bębenkowe. Na szczęście tympanometria wyszła idealnie i nawet nie nastąpił nawrót nadprodukcji woskowiny. To super wiadomość. Pani przeprowadzająca badanie zasugerowała alergię, podobno wtedy śluzówka jest rozpulchniona i dzieci w okresie nasilenia objawów gorzej słyszą nie ze względu na wadę słuchu tylko z powodu uczucia przytkania.
Mnie zaś tak żebyśmy się nie nudzili dwa tygodnie temu spuchło kolano. Ortopeda stwierdził zapalenie kaletki przedrzepkowej, przepisał lek przeciwzapalny, który nie pomógł. W wtorek byłam na nakłuwaniu i zamiast płynu popłynęła krew. Okazało się, że był to krwiak z jakiegoś starego urazu (żadnego sobie nie przypominam szczerze mówiąc). Nie wolno mi na tym kolanie klękać, co chwila sobie to przypominam gdy chcę przyklęknąć by asekurować Tomka na przykład. Piotrek niepocieszony, bo nie bardzo mogę jeździć z nim autkami po dywanie.
No i tak to się kręci. Tomek, odpukać, na razie zdrowy. Nie wiem co począć z Piotrkiem. Muszę iść do pracy w poniedziałek i wtorek i to od rana do późnego wieczora, muszę. Mamy wizytę ważnego gościa  - przedstawiciela naszego najważniejszego strategicznego dostawcy. Ja kilka rzeczy zawaliłam, podjęłam decyzje bez konsultacji, decyzje nie do odkręcenia. Jeśli będę przy rozmowach i na wieczornych kolacjach tak pokieruję rozmową by temat gładko zatuszować (mój szef nie zna zbyt dobrze angielskiego), jeśli nie to zastąpi mnie kolega, który od pewnego czasu kopie pode mną dołki i na pewno nie omieszka wszystkiego dokładnie tendencyjnie przetłumaczyć. Szef na dodatek jest już wyraźnie wkurzony, że pracuę tylko 3 dni w tygodni i są opóźnienia przez to, w zeszłym tygodniu kilkakrotnie się upewniał czy aby na 100% od września wracam na cały etat bo to ważne by stanowisko prawidłowo funkcjonowało bo zaczyna się sezon, ustawił wizytę tego gościa tak by wypadła w tych dniach, w których jestem. Rozumiecie  co chodzi. Taki lajf. Piotrek teoretycznie może chodzić do przedszkola,ale lepiej by został w domu tylko jak? Moja mam nie zaopiekuje się dwójką choć będzie wtedy w domu z Tomkiem, M nie może. Chyba będę błagała teściową by wzięła urolp....

9 komentarzy:

  1. O matko, przede wszystkim zdrówka i żeby wszystko było ok

    OdpowiedzUsuń
  2. Och Kochana, takie sytuacje są najgorsze, bo chciałoby się być i tu i tu. Zwłaszcza, że nie można machnąć ręką i powiedzieć: "to tylko praca". Chyba faktycznie proś teściową o pomoc bo warto, żebyś przy tych rozmowach była.

    Co do tych testów skórnych, to ja już słyszałam tyle opinii, że cholera wie, kiedy i czy w ogóle one są wiarygodne!

    Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
  3. O rany, życzę dużo zdrowia, trzymajcie się jakoś! I faktycznie, proś teściową o pomoc.

    OdpowiedzUsuń
  4. Niefajnie. Mam nadzieje, ze tesciowa pomoze. Gorne jeynki u nas tez tuz tuz, dziasla az biale takie spuchniete i tez juz to trwa i trwa

    OdpowiedzUsuń
  5. O kurczę, dużo zdrowia życzę! Oby teściowa pomogła!

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej mój Kuba od kilku dni znów ma bardzo podobne objawy jak Piotrek tzn. mówi tak nosowo- słychać że jest przytkany, ciężko mu się oddycha w nocy,prze poprzednie 2 miesiące było idealnie bez leków, wcześniej brał syrop na alergię i avamys do nosa. Niestety ja nie mogę doprosić się żadnego lekarza o skierowanie na wymaz czy cytologię nosa :( U mojego też wiążę to z alergią tylko teraz nie wiem na co, miał robione testy skórne w czerwcu, na alergeny wziewne i pokarmowe. Z wziewnych wyszło brzoza leszczyna i żyto. Nie było źle nie płakał i wytrzymał bez problemu. Mam nadzieję że Piotrek też da radę :) Zdrówka Wam życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My wymaz, cytologie i rtg robilismy priv.... z tym.ze na kazde rtg dziecka nawet rtg musisz miec karteczke od lekarza z podpisem i pieczatka.

      Usuń
  7. Współczuję, ale tak patrząc na Twoje zmagania z dziećmi, nerwy i to, że odbija się to na zdrowiu, głównie Twoim nie lepiej by było zatrudnić nianię na kilka godzin? Taką, która zaopiekuje się Tomkiem nawet gdy Ty jesteś w domu ale potrzebujesz czas dla Piotrka czy właśnie popracować, czy w sytuacji gdy któryś z chłopców choruje. Ja wiem, to kosztuje, ale Wasze choroby kosztują więcej i nerwów i pieniędzy a i tak nie jesteś w stanie ogarnąć wszystkiego na raz i nie zawalić pracy. Oczywiście tylko podpowiadam, do tego pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja za tydzien wracam do pracy na pelny etat, bede w domu poznym popoludniem i i tak wtedy nie pracuje bo to jedyny czas dla dzieci w tygodniu. Damy rade, wiekszosc rodzin tak ma.

      Usuń