wtorek, 19 sierpnia 2014

Park Jordana


Są dwa parki w Krakowie, które darzę szczególnym sentymentem odkąd jestem mamą - Park Jordana i Młynówka Królewska.

Park Jordana to największy park w Krakowie. Powstał pod koniec 19 wieku, o tutaj możecie sobie o nim poczytać. Albo się go kocha albo nienawidzi - za tłumy na placach zabaw w weekendy, za dmuchańce, za bujaki, za to, że trudno znaleźć miejsce do parkowania w pobliżu zwłaszcza w wolne dni. Ja go bardzo lubię. Kiedy byłam mała jeździłam tam z mamą autobusem i do dziś wspominam te wyprawy, bo w czasach gdy place zabaw były obskurne i obdrapane tam można było się wybawić za wszystkie czasy i zjeść ciastko. Przez pierwsze półtora roku życia Piotrka mieszkaliśmy w odległości około pól godziny pieszo spacerem z wózkiem, więc była to nasza stała trasa. Po wyprowadzce nadal jeździmy tam przynajmniej raz w tygodniu (ok 15-20 minut autem i potem spacer w zależności od tego gdzie zaparkujemy). Czemu go lubię?
Bo jest zadbany, ładny i duży. Z początku na spacerach stricte wózkowych doceniałam przede wszystkim to, że nie kręciłam się w kółko na małej przestrzeni czego szczerze nie cierpię. Jest gdzie schronić się przed skwarem, zawsze można było znaleźć zaciszną ławeczkę i w spokoju nakarmić malucha. Jest czysto, bo park zamykany jest po zmroku i sprzątany. To jest park taki trochę w stylu londyńskim. Wiele godzin spędziliśmy piknikując na kocyku. Z czasem doceniliśmy place zabaw. Są dwa duże w odmiennym stylu (jeden z instalacjami drewnianymi, drugi taki futurystyczny z dużą ilością pajęczyn, ponadto na każdym wielkie piaskownice i urządzenia dla najmłodszych dzieci). Do tego trzeci mniejszy dla maluchów oraz wolnostojąca budka ze zjeżdżalnią. Wszystkie dobrze utrzymane (za wyjątkiem wiecznie psujących się koparek na placu od strony ulicy Reymonta). Na jednym z nich jest pompa i system rur, do których dzieci wchodzą i bawią się wodą i w błocie. Kiedy Piotrek był mały i bawił się głownie solo unikałam wycieczek do parku w weekendy ze względu na masę dzieci na tych placach, ruch, gwar i masę bujaków, które uwielbiał i bardzo protestował gdy odmawiałam wrzucenia kolejnego pieniążka. To może odrzucać od tego miejsca faktycznie. Potem jednak Piotrek dorósł i to co było minusem stało się zaletą, bo obecnie Piotrek na placu zabaw szuka przede wszystkim kompanów do zabawy a w parku Jordana zawsze ich znajdzie, a co do bujaków to umawiamy się na jedną lub dwie jazdy, a potem może sobie w nich siedzieć i udawać, że jedzie jeśli nikt nie chce skorzystać (panowie pilnujący pozwalają na to). Ja zaś chyba przyzwyczaiłam się do gwaru, Tomek wyjścia nie ma bo towarzyszy bratu ;-)W parku jeździ ciuchcia i można wypożyczyć śmieszne rowerki i inne pojazdy. Piotrkowi od dawna leciała ślinka na ich widok, ale miał za krótkie nogi. W zeszły piątek w wypożyczalni wyczailiśmy mniejszy rowerek i Piotrek popróbował jazdy. Był zachwycony. Jest też mały basen, po którym można popływać łódkami i urządzać wyścigi zdalnie sterowanymi motorówkami oraz miasteczko drogowe ze znakami drogowymi - zawsze o nie zahaczamy. Alejki są dobrze utrzymane, szerokie i dziecko ma gdzie szaleć na rowerze.
To co jeszcze lubię to infrastrukturę. W tym parku można spędzić wiele godzin nawet w chłodniejszej porze roku, nawet z dzieckiem wózkowym czy nieodpieluchowanym. Są tam dwie toalety dość duże by wjechać do nich wózkiem i w wózku dziecko oporządzić, a także ogólnodostępny przewijak w kawiarni (wiem Kiiki, że w porównaniu z udogodnieniami jakie mają rodzice małych dzieci w Skandynawii to nic, ale tutaj to prawdziwe coś;-). Kawiarnie są dwie oraz dwa kioski z napojami, frytkami,zapiekankami, lodami. Jednym słowem nawet zimą nie trzeba się martwić o serwisowanie dziecięcej pupy i znajdzie się ciepłe miejsce by malucha nakarmić i samemu rozgrzać herbatą czy posilić na szybko czymś prostym.
Parkowanie to faktycznie minus. Wzdłuż ulicy Reymonta w wolne dni jest zawsze ciasno, podobnie wzdłuż Błoń. Dla niektórych to bariera nie do przeskoczenia ;-) Mam na przykład koleżankę, która jest anty-jordanowska, ponieważ kilka razy nie udało jej się w tych miejscach zaparkować, a należy do typu ludzi, którzy muszą koniecznie podjechać pod samą bramę. Dla nas nie ma problemu. Wychodzimy z założenia, że skoro jedziemy do parku by się bawić i ruszać na świeżym powietrzu to możemy również kawałek od samochodu podejść. Parkujemy na parkingu obok stadionu Wisły, a jeśli jest zajęty to na ul.Chodakowskiego lub odchodzących od niej bocznych uliczkach zawsze coś się znajdzie (dla mojej koleżanki jest to "bez sensu" bo "równie dobrze mogłaby zaparkować na rynku") . Zazwyczaj mamy ze sobą rower i jazda do parku to dodatkowa atrakcja, nie idziemy dłużej niż kwadrans.
Myślę, że będziemy stałymi bywalcami jeszcze przez długie lata :-)




i Piotruś maluszek w parku Jordana




5 komentarzy:

  1. W czasie studiow gdy meiskzalam jeszcze na miasteczku studnckim czeso tam bywalam ;) Z corka jescze tam nei bylam ale sadze ze jak bedzie starasza to bedzime yczesto tam bywac ;p

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne miejsce na spacery, do pozazdroszczenia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Widać, że jest to świetne miejsce :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super! Nic, tylko się bawić:). W Polsce jest jednak najlepiej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety do tej pory w Krakowie byłam tylko dwa razy- w zasadzie przejazdem, ale mam nadzieję, że kiedyś uda nam się tam pojechać na trochę dłużej i na pewno tam pójdziemy, bo lubimy takie miejsca. A, że tłoczno? No jak jest fajnie, to jest tłoczno :) Ludzie wiedzą co dobre :)

    OdpowiedzUsuń