niedziela, 21 września 2014

papużki nierozłączki czyli o przestrzeni w związku

Wspominałam już kiedyś o mojej potrzebie przestrzeni w życiu, w związku. TU konkretnie.


W naszym małżeństwie jest dużo przestrzeni. Nie czujemy potrzeby robienia wszystkiego razem. Czasem się zastanawiam czy jesteśmy aż tak bardzo nietypowi? Dziwią mnie niektóre zachowania naszych sparowanych znajomych i zastanawiam się  czy dziwią tylko mnie?
Przykłady.
Jeżeli mój mąż wyjeżdżał lub nie miał czasu, a miałam możliwość ruszyć się gdzieś z dzieckiem to po prostu jechałam sama z Piotrkiem. Jeździliśmy razem na wystawy, place zabaw, do muzeów i w inne ciekawe miejsca, do znajomych jeśli byliśmy zaproszeni. Wręcz zawsze wiedząc, że czeka mnie weekend z Piotrkiem bez męża szukałam w necie ciekawych możliwości spędzenia czasu i cieszyłam się jeśli ktoś miał ochotę się spotkać - zawsze to dla niego jakaś rozrywka, a jak wiadomo nie ma nic gorszego niż znudzone dziecko w domu. Oczywiście czasem było to trudne pod względem fizycznym bo sama musiałam pchać wózek i dźwigać plecaczek z prowiantem etc ale nie przyszłoby mi do głowy rezygnować z jakiejś fajnej opcji tylko dlatego, że mąż nie może z nami pojechać. Kiedy Piotrek miał 2 lata i musiałam wziąć urlop, a mąż nie bardzo mógł w tym samym czasie to po prostu zawiózł nas do Zakopanego i radziłam sobie tam z młodym lepiej lub gorzej sama, a on przyjechał na długi weekend. Nie było lekko i szkoda, że nie mógł być z nami cały czas, ale do głowy by mi nie przyszłoby nam siedzieć w młodym w Krakowie i zmarnować w ten sposób wolne tylko dlatego, że tata musi pracować. Tymczasem często umawiając się z dzieciatymi znajomymi słyszę "w ten weekend to raczej nie wpadniemy bo Leszek wyjeżdza", "też byśmy się wybrali do zoo z Wami  ale K ma zajęcia w szkole". Tak jakby w momencie wejścia w stały związek babka nagle traciła całą samodzielność, które wcześniej była oczywistością. Przepraszam, ale ja tego w ogóle nie pojmuję. Co z tego, że wyjeżdża? To z tego powodu będziesz kobieto siedzieć w domu lub w najlepszym razie wyjdziesz z dzieckiem tylko na pobliski placyk? Przecież masz prawo jazdy, samochód, jeździsz na co dzień, fotelik można przepiąć. Masz dwie ręce i dwie nogi, dziecko czy wózek nie waży 60 kg.
Dla mnie to jakaś totalna abstrakcja.OK rozumiem, że przy więcej niż jednym dziecku czasem jest to trudne, sama nie wybrałabym się w tym momencie sama dalej z chłopcami na wakacje, ale akurat znajomi o których piszę, mają jedynaków. Nie znam zresztą osobiście nikogo, kto miałby więcej niż dwójkę dzieci, a zazwyczaj tylko jedno, wiec nie wypowiadam się o mamach trójki lub więcej - wiem, że w takim przypadku jedna osoba zwyczajnie może nie dać rady, ale z jednym spokojnie, a z dwójką w codziennych sytuacjach też można funkcjonować (no jak wspomniałam nie piszę o wakacjach gdzieś dalej samej z dwójką maluchów, ale o codziennych sprawach)
Nasi sąsiedzi na przykład. Jacek był chory, więc z góry zakładali, że jakiekolwiek spotkanie odpada (a dodam, że był odseparowany kompletnie od nich by ich nie zarazić). Przyjdą bardzo chętnie ale w trójkę. 
????????????
Koleżanka po ślubie zmieniła a raczej zmienili konto e-mailowe. na wspólne. Bo tak wygodniej. I ja przestałam go używać, bo dla mnie oni nadal są osobnymi ludźmi choć parą i są sprawy, o których chce porozmawiać z nimi obojgiem, a są też takie, które kieruje tylko do jednego z nich.
Nie ma dla mnie problemu by mój mąż wyjechał na weekend w góry. Wściekłabym się gdyby robił to co tydzień zostawiając mnie z dziećmi, ale nie czuję się źle gdy chce spędzić dwa dni samotnie lub w gronie górskich kumpli. Kiedy tylko Tomek odrobinę podrośnie na 100% wybiorę się na 2-3 dni w góry sama lub z koleżanką. 
Kiedy rok temu byliśmy nad morzem tak organizowaliśmy opiekę nad Piotrkiem by każde z nas miało trochę czasu dla siebie - mąż poszedł na długi spacer brzegiem morza i ja też się wyrwałam.
W przychodniach gdzie bywam z dziećmi widuję bardzo dużo par. Matka zabawia dziecko, a ojciec służy chyba tylko do podawania potrzebnych rzeczy i pchania wózka. Nigdy w życiu nie przyszłoby mi do głowy prosić męża by brał wolne w pracy po to by towarzyszyć nam na szczepieniu. Po co? Przecież to żadna filozofia pojechać, załatwić, zabawić dziecko i wrócić. Jestem dużą dziewczynką, mam dwie ręce i spokojnie dam sobie radę. Z dwójka jest trudniej ale też daję radę. Urlop rzecz cenna, skoro jestem sama w stanie sobie poradzić lepiej zachować go po to by milej spędzić wspólnie czas, gdzieś pojechać lub na awaryjną sytuację typu choroba babci i konieczność zostanie z dzieckiem w domu.
Zresztą ja już tak mam, że lubię wiedzieć, że sama sobie poradzę i czuję dyskomfort gdy wiem, że nie. Dlatego źle psychicznie znosiłam końcówkę ciąży, gdy byłam w pewnym stopniu uzależniona od innych i czekam aż będę  stanie SAMA wybrać sie z chłopcami na basen czy nad jezioro, bo to na razie technicznie niemożliwe.
Serio, czasem mam wrażenie, że jestem otoczona papużkami nierozłączkami lub kobietami, którym po ślubie czy nawet i bez wygodnie jest udawać, że same sobie nie poradzą.

12 komentarzy:

  1. Bardzo dobry, ciekawy post Nessie, choć to tak, jakbyś trochę pisała o mnie- po ślubie zmiana o 180stopni, Ale, że nie mogę się teraz dłużej wypowiedzieć, napiszę później.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja z Wojtkiem też bez problemu radziłam sobie ze wszystkim sama, jeździłam z nim w różne miejsca itd. mam nadzieję, że z dwójką też dam radę, aczkolwiek jeśli mogę skorzystać z pomocy, to chętnie korzystam. Niedługo moja mama idzie na emeryturę i pewno nie raz będę ją prosiła o pomoc :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz to jest dokałdnie to o czym piszę. Jeśłi mąż akurat nie pracuje i może pojechać z nami do przychodni czy zostać z jednym dzieckiem - super. Jeśli babcia może - OK. Ale brać specjalnie urlop gdy sama dam sobie radę, może zziajana i spocona ale załatwię - po co?

      Usuń
  3. U mnie jest trochę inaczej- mąż łazi ze mną do pediatry, ale nie dlatego, że musi, bo ciamajda ze mnie, lecz z innej przyczyny. Gadam dobrze po włosku, niemniej jednak niektóre terminy medyczne są dla mnie niezrozumiałe, więc lepiej, żeby był przy mnie, bo nigdy nic niewiadomo. Z drugiej strony w takim schodowym mieście jakim jest Genua, niezależność mam trochę zablokowaną, bo schody nie mają tu 20 stopni, ale 150 i właź tu pod górę z wózkiem.

    Natomiast cała reszta jest już tylko moj- konto, e-mail czy facebook - nie wyobrażam sobie prowadzić tych rzeczy razem z mężem. Odrobina przestrzeni dla każdej ze stron jeszcze nie zaszkodziło żadnemu małżeństwu:).

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja dużo robię sama, bo w większości jestem do tego zmuszona, ale czas dzielimy po równo każdy ma ochotę na coś innego to robi to co chce, a jak mamy ochotę na rodzinne wyjście to bierzemy dzieciaki i jazda...

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się z Tobą w 100%. Wspólny adres mailowy??? Rany, ludzie to naprawdę mają pomysły.

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja trochę się zgadzam, a trochę nie. W kwestii samodzielności - pewnie. Chodzę sama z dzieckiem do lekarza, tak jak i mój mąż sam z nim chodzi. Jeżdżę na zakupy też, choć preferuję albo sama bez dziecka, albo we trójkę - ale jak nie mam wyjścia to pojadę. E-maile całe szczęście mamy osobne, podobnie jak konta bankowe (teraz jedno wspólne z powodu kredytu... ale nadal zachowaliśmy tamte). ALE takie rzeczy jak wycieczki w ciekawe miejsca właściwie wyłącznie razem. Z dwóch powodów - po prostu bardziej lubimy przeżywać fajne rzeczy razem niż osobno oraz ja się boję jeździć jako kierowca po nieznanych trasach. Ale to nie znaczy, że nigdzie się bez siebie nie ruszamy. I czasem musimy od siebie odpocząć. Ja chodzę z koleżankami do kina, zaliczyłam też moją wymarzoną weekendową wyprawę do Norwegii bez męża ;) Ale... chciałabym tą wyprawę przeżyć jeszcze raz - z nim, bo z nim moja radość jest pełniejsza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, że fajniej pojechać razem. Ale jeśli mąż pracuje, nie może wziąć urlopu a dzieje się coś ciekawego, jest pogoda i da się tam wjechać wózkiem (bo Tomek z nami) to pojadę sama. Na wakacjach też nie widzę powodu by non stop być razem. Mnie to męczy. Zresztą teraz rozdzielanie się jest podyktowane okolicznościami, bo póki co nie we wszystkie miejsca, które chciałby obejrzeć Piotr (kopalnia soli, elektrownia) zabiorę młodszego brata.

      Usuń
    2. Ja też bałam się jeździć po nieznanych trasach, ale się przemogłam, żeby nie być zależna od czasu i możliwości drugiej osoby, nienawidzę tego bez względu jak bliska byłaby ta osoba. Tak już mam.

      Usuń
  7. Dobre, naprawdę dobre. I jakie prawdziwe. U nas identycznie - czasem męża nie ma, bo pracuje, czasem ma coś innego na głowie, bywa, że czegoś mu się nie chce. I chociaż sama słabam fizycznie, nie oglądam się za siebie, biore się w garść i dla dobra/frajdy/przeżyć i doświadczeń dzieci (a także swoich) idę/jadę/się wybieram. Kiedyś byłam bardziej zależna, teraz nauczyłam się działać także sama.
    Nawet ostatnio opisałam na blogu jak radzę sobie z 2 dzieci na rowerach.
    http://www.asta79.blogspot.com/2014/09/if-we-only-live-once.html

    Co śmieszniejsze i co trochę mnie czasem irytuje, ta sama zasada nie działa w drugą stronę - jak ja czegoś/dokądś nie mogę, mąż też się nie ruszy, bo jęczy "a bo samemu tak głupio, a ja nie wiem, tego nie zrobię, bo..." I już z tym nie walczę. Taka natura. Cieszę się, że JA daję radę, bywa ciężko, ale zawsze jestem dumna, że coś mi się udało i że mam dzięki temu szczęśliwe dzieci.
    Pozdrawiam
    ania

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak maly sie urodzil - gdy D. Byl w pracy lub w szkole wsiadalam w auto jechalam gdzie chcialam - zero problemu :)

    I tak od 3 lat prawie sama sobie radze z malym jak trzeba cos zalatwic. Urzedy, przychodnie.. Itp wszedzie idzie z dzieckiem i jakos ciezko nie jest. nie ma wyjscia :)

    Najgorsze sa takie kobiety ktore twierdza ze bez pomocy sobie nie poradza :) - a ja powiem ze idzie.. Idzie zajmowac sie trzylatkiem bedac w ciazy.. To i kobieta bez dodatkowych kilogramow w brzuchu sobie poradzi z tym :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja z moją trójką wszystko robię i robiłam (niezależnie od ich wieku) tak jakbym robiła z mężem. Oczywiście wolę zrobić fajną wycieczkę całą rodziną . Ale gdy męża nie ma- a spędzamy osobno większą część niedzieli co tydzień, ze względu na jego pracę- chodzimy z dziećmi w różne miejsca. Wręcz wolę jakieś wyjściowe atrakcje bo nie przepadam za siedzeniem z dziećmi w domu. Trójkę dzieci również da się ogarnąć jednoosobowo, nawet dawało się wtedy gdy Ada była niemowlęciem; choć nie ukrywam że w dwie osoby jest łatwiej. Ale to nie znaczy że się nie da samemu.
    powiem ci że wydawało mi się że my z mężem jesteśmy dość nierozłączni- bo jednak większość wolnego czasu spędzamy razem- no ale nie żeby to był jakiś przymus.

    OdpowiedzUsuń