piątek, 5 września 2014

przytłacza mnie

Czasem przytłacza mnie świadomość, że nie mogę tak po prostu wyjść. Wczoraj mialam ochotę rzucić wszystko i jechać wieczorem gdziekolwiek. Nie pojechałam, bo Piotrek mial łzy w oczach i nie chciał zostać z tatą, chciał bym utulila go do snu.
U mnie emocje są na wierzchu. Tak mam. Trudno mi je ukrywać . Są dni gdy potrzebuję chwili samotności by się uspokoić, są dni gdy łzy same płyną z oczu, a ja muszę się trzymać do wieczora dla moich dzieci. Uśmiechać na siłę, normalnie rozmawiać. Czasem nie mam rano psychicznie siły na kolejny dzień. Chcialabym zwinać się w kłebek i tak leżeć. Jednak wstaję i robię to co zawsze przez kilkanaście godzin.
Trochę jakbym nie miała prawa do końca być sobą. Nie mogę. Dla nich muszę być skałą i opoką.

8 komentarzy:

  1. I taka siła w Tobie jest najcenniejsza, bo robisz to dla dzieci :) przyjdzie czas, że odwdzięczą Ci się za takie dni...

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozumiem Cię dobrze, bo często odczuwam podobne pragnienie, a czasem to nawet i z łóżka nie chce mi się wychodzić. Dla dziecka jednak muszę być silna.

    OdpowiedzUsuń
  3. oj mialam podobnie wczoraj wieczorem. Zamknelam sie w lazience zrobilam sobei kapiel i plakalam. Po prostu gorszy dzien ;) Moj maz mowi ze w zyciu nei chcialby sie ze mna zamienic miejscami i nie skad my kobiety mamy tyle sily, uporu i determinacji ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. ja nie do końca się z Tobą zgodzę. Oczywiście, nie można wyjść albo rozpaczliwie płakać przez dwie godziny. Ale nie jestem też fanką "uśmiechania się na siłę". Ja od najmłodszych mówię czasem dzieciom- wiesz, jest mi dzisiaj trochę smutno/jestem zmęczona/ nie mam siły. nie mam ochoty teraz się uśmiechać. można to wykorzystać i porozmawiać już z takim dzieckiem jak Piotrek o złych dniach, o gorszym samopoczuciu którego i on doświadcza. Zdziwisz się na pewno ile empatii dzieci potrafią okazać.
    ale poza tym to cię doskonale rozumiem, to tylko tak na marginesie. rozumiem poczucie wyczerpania, desperackiej potrzeby samotności.

    OdpowiedzUsuń
  5. W tym jesteśmy podobne- u mnie też wszystkie stany emocjonalne na wierzchu. Tyle, że ja czasami nie wytrzymuję i rozsypuję się przed wieczorem. Nie wiem, czy to dobrze, czy to źle, bo wiem, że ośmioletnia Eliza nie wszystko jest w stanie pojąć i zrozumieć, nawet jeśli staram się Jej wytłumaczyć dlaczego się popłakałam, albo dlaczego krzyczałam.
    Macierzyństwo jest cudowne, jest celem, drogą, przygodą... Ale jest też pewną formą uwiązania i nikt mnie nie przekona, że jest inaczej. Ile mam na Twoim miejscu zrobiłoby inaczej? Ile z nas po prostu by wyszło, będąc przekonaną, że Piotrowi z tatą krzywda się nie stanie? Myślę, że niewiele. I absolutnie nie potępiam tych, które by to zrobiły. Chodzi mi o sam fakt, że jednak- nie jesteśmy już paniami samych siebie...

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam podobnie, jak Natalia - mówię o swoich uczuciach z dziećmi.
    Przytulam. Mam nadzieję, że dziś już lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jasne, że nie ukrywam normalnych emocji, mówię, że jestem smutna czy zmęczona. Ale gdy rozpacz chwyta za serce i wyć się chce to tego dziecku pokazać nie wolno bo mu się świat posypie.O to mi chodzi.

    OdpowiedzUsuń