środa, 3 września 2014

zabiegi, zabiegi, zabiegi i praca na full

Odbyliśmy już 10 zabiegów z zaplanowanych 12. Jeszcze tylko jutro i w piątek.
Jesteśmy już z Piotrkiem znudzeni i zmęczeni tym maratonem, wstawaniem przed 6, wracaniem do domu prosto na prysznic i spanie, ale damy radę jakoś. W zeszłym tygodniu nawet nie było najgorzej. To jest miłe miejsce, ciche i spokojne a zabiegi nie są uciążliwe - 10 minut inhalacji przy bajce z laptopa, 10 minut naświetlania i 10 minut tlenoterapii znowu przy bajce. Piotrek był chyba mile zaskoczony, że to nic strasznego, że miło i przyjemnie i wszystko było OK. W czwartek i piątek gdy towarzyszył nam Tomek w zasadzie mój udział ograniczał się do zabawiania juniora. Niestety w tym tygodniu górę wzięło zmęczenie i znużenie. Piotrek jęczy, że nie chce mu się jechać na zabiegi, zwłaszcza po południu bo rano gdy nie ma jeszcze strefy i mały ruch parkujemy przed przychodnią i załatwiamy sprawę szybko, zaś po południu musimy kawałek podejść z płatnego parkingu. Kręci się, wierci, majstruje przy maseczce, a najbardziej marudzi podczas naświetlań bo nie znosi takiego bezczynnego siedzenia z zamkniętymi oczami. Czytam mu wtedy książkę, ale to średnio pomaga. Wczoraj zaliczyliśmy kryzys. Młody rozpłakał się i w połowie inhalacji stwierdził, ze chce już iść do domu..... Mimo wszystko musimy iść za ciosem i jeszcze dwa dni się przemęczyć i zobaczymy czy konieczny będzie antybiotyk czy nie. Oby nie.
Weekend minął nam tak trochę bezbarwnie. Nie lubię takich weekendów. Rota, który krąży po okolicy i tydzień temu dopadł mnie, a kilka dni temu moja mamę tym razem zaatakował M i biedak nie bardzo nadawał się do życia. Z kolei ja w sobotę rano miałam wizytę u ortopedy i punkcję kolana. Jest już lepiej. Nadal spuchnięte, ale mniej i mniej boli. Być może czeka mnie jeszcze jedno odsysanie płynu, ale to już w późniejszym terminie i na fundusz. Po zabiegu kolano bardzo mnie bolało, M leżał z głową w misce, więc tkwiliśmy w domu. Dopiero pod wieczór gdy ból zelżał zapakowałam chłopców do auta i pojechaliśmy do Parku Jordana. Tam po raz pierwszy wypożyczyłam Piotrkowi elektryczne autko - chłopak cały przejęty i happy. Niedzielę zaś spędziłam w większości u teściów, bo kolano znów bolało, a M czuł się dalej nieciekawie. W planach było zakończenie wakacji w Wioskach Świata , no ale nie daliśmy rady. Mam nadzieję, że najbliższy weekend spędzimy jakoś ciekawiej, bo po takich jak ostatni jestem znużona i zniechęcona.
Od poniedziałku pracuję na pełny etat, a właściwie mam nadzieję, bo nie wiem czy dam radę przyjść do pracy jutro i w piątek - tym razem rota ma teściowa...Trochę kiepski początek biorąc pod uwagę, że w poniedziałek mam wolne ze względu na poradnię wcześniaczą Tomka dokładnie w środku dnia.....




3 komentarze:

  1. Uuu ale dopadł was ten Rotawitus, masakra takie paskudztwo teraz lata...

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze raz życzę zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
  3. mam pytanko i wielką prośbę czy możesz mi podać namiary na swojego endokrynologa, szukam dobrego w krakowie :) mój mail: moje.hobby25@gmail.com z góry bardzo dziękuję

    OdpowiedzUsuń