czwartek, 23 października 2014

moje dziecko nie jest centrum Twojego świata

Mówcie co chcecie, ale między światem rodziców, a światem osób bezdzietnych jest przepaść.
Bezdzietni nie są w stanie zrozumieć do końca rodziców, a rodzice często zapomnieli już jak to jest żyć tylko dla siebie, bez ciągłej, całodobowej odpowiedzialności za małego człowieka. Te dwa światy ścierają się. Mam wrażenie, że często brak wyobraźni, empatii, odrobiny elastyczności i dobrej woli.
Wiele rodziców zapomina, że ich dzieci nie są pępkiem wszechświata dla osób postronnych, zwłaszcza bezdzietnych. Chociażby sławetna dyskusja na temat karmienia piersią w miejscach publicznych. Sama nie karmiłam dzieci w ten sposób (Tomka przez krótki okres i wtedy akurat zawsze w domu). Wiadomo, że dziecko trzeba nakarmić, ale można zrobić to ładnie i dyskretnie, a można zrobić z kp happening laktacyjny pod hasłem "patrzcie, ja tutaj jestem matką i ja tutaj będę teraz karmić o!". Nie cierpię tego. Jeśli muszę Tomkowi zmienić pieluszkę, a w pobliżu brak toalety z przewijakiem (np na spacerze) to szukam ustronnego miejsca za drzewem i robię to w wózku, albo rozkładam podkład na podłodze w zwykłej toalecie. Spotykam jednak również mamy, które nie certolą się i robią to gdzie bądź i naprawdę rozumiem, że taki widok u osób nieprzyzwyczajonych może wywoływać mdłości. Nie można zamykać się z dzieckiem w domu, ale drażnią mnie rodzice, którzy uparcie tkwią z dzieckiem w restauracji lub innym miejscu, w którym źle się ono czuje, płacze, krzyczy tylko po to by pokazać, że dziecko w niczym ich nie ogranicza. Wiadomo, że czasem nie ma wyjścia. Trzeba załatwić sprawy w urzędzie, pojechać gdzieś komunikacją miejską i czasem mimo wysiłków rodzica dziecko i tak będzie się wściekać. Cóż. Trudno. Takie życie. Ale gdy się da można postarać się dostosować do potrzeb malucha - dla jego dobra i komfortu otoczenia.
Z drugiej strony brak zrozumienia po drugiej stronie. Małe dzieci są ruchliwe i głośne. Tomek na przykład lubi "śpiewać" gdy ma dobry nastrój. Głośno i piskliwie testuje jakie dźwięki potrafi wydobyć z siebie. Często robi to w tramwaju i wiem, że to jest głośne, ale przecież nie wysiądę z nim 3 przystanki przed miejscem docelowym. Ślini się i pluje, a nie da się mu jeszcze wytłumaczyć, że komuś może się to nie podobać ;-) Male dzieci dużo mówią. W restauracji zadają milion pytań, więc nie siadaj obok stolika, przy którym rozlokowała się rodzina jeśli masz ochotę na spokojną lekturę książki, bo one cicho nie będą. Taka ich natura. Male dzieci przechodzą bunty i testują rodziców. Bywa, że urządzą histerię w sklepie i temu też nie da się zaradzić na zasadzie zaklejenia dzioba plastrem by było cicho.
Jeszcze kilka lat temu sama tego nie pojmowałam.
Żyjmy jakoś razem.

13 komentarzy:

  1. Mam koleżankę która promuje coś w stylu "karmiące cyce na ulice" dla mnie to jednak intymna sprawa i jak karmiłam piersią to tylko i wyłącznie w miejscu gdzie byłam tylko ja i Igo.
    Chciałabym zobaczyć Wasze łóżeczko, bo nasze też jest na samym dole i nie mam problemu z karmieniem dzikuska ;)

    Całujemy ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja karmiłam w miejscach publicznych- nie demonstracyjnie ale swobodnie. Karmienie to czynność którą wszyscy wykonujemy publicznie. Co innego zmiana pieluszki- to tylko w ustronnym miejscu, najchętniej w toalecie.
    Ja myślę że to nie tylko problem rodziców i nie-rodziców, taką mamy mentalność że odnosimy się do siebie jak jeże i wszystko nam w innych przeszkadza co od nas inne..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w drugim zdaniu miało być"jedzenie" w miejscu "karmienie"

      Usuń
  3. Szczerze mówiąc to już rzygam (przepraszam, no ale inaczej się nie da) tymi wszystkimi dyskusjami na temat kp. Mam wrażenie, że zostało to już przerobione w każdym względzie, z każdego punktu widzenia itd., a dalej gada się o tym non stop :( Też mnie mierzi to wojowanie cycem, bo ja tu karmię helllloooooo. Lilkę publicznie przez te dwa lata karmiłam 2razy i powiem, że za każdym razem byłam mega skrępowana.

    Powiem tak- ja doskonale pamiętam jak to jest nie mieć dzieci :) Czasami nawet tęsknię za takim tygodniem bez tych dwóch dam :) Ale to fakt- ludzie, którzy nie mają dzieci, nigdy, nawet mimo czasami szczerych chęci, nie zrozumieją do końca, jak to jest...
    Myślę, że ludziom w ogóle brakuje empatii i wyobraźni- nie wiem, jesteśmy jacyś tacy non stop podminowani, ciężko nam pomyśleć o tej drugiej osobie.

    OdpowiedzUsuń
  4. W urzędach to zazwyczaj dawałam chłopcom bułe i wytrzymali, a jak nic to nie dało to ktoś się zawsze litował nad nami i nas przypuszczał...A dostaje sporo rad od bezdzietnych bo jakby oni mieli dzieci to inaczej by je wychowali, co za problem...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja to z kolei nie rozumiem po co tyle dyskusji na ten temat. To wszystko co napisałaś jest oczywiste i nie pojmuję jak ludzie mogą twgo nie rozumieć. Trudno oczekiwać od małego dziecka by zachowywalo się jak dorosły, oczekiwanie od rodziców, że zamkną się z dzieckiem w domu to z kolei okrucieństwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja często spotykam się z niezrozumieniem, nawet moja przyjaciółka, która niby zna moje dzieci i wie jak szaleją w domu nie do końca pojmuje dlaczego nie bardzo mi się kwapi przyjechać z nimi do jej malej kawalerki i wolę by ona do nas wpadła bo dzieci maja przestrzeń do zabawy a Tomek miejsce na drzemkę.

      Usuń
  6. Camilla przez pierwsze dwa lata darla sie w restauracjach, wiec do nich po prostu nie chodzilismy. Wychodzilam z zalozenia, ze ludzie nie musza miec ochoty sluchac mojego niezadowolonego dziecka, gdy spozywaja posilek. A i dla mnie zadna przyjemnoscia nie bylo jedženie w biegu, zeby szybko skonczyc i wyjsc. Z Cati jest inaczej, ona w restauracjach wrecz uwielbia bywac, siedzi w wozku lub krzeselku cala zadowolona i nikomu nie przeszkadza, bo tylko sobie gada i zasmiewa sie. Co do kp - karmie ja tam, gdzie akurat jestem, gdy zglodnieje. Bez ceregieli, bez robienia przedstawienia, siadam, i karmie. Po prostu. Wychodzimy czesto na wiele godzin i sam mus owocowy w saszetce, ktory zawsze biore ze soba, nie zawsze wystarcza, a nie lubie bawic sie w targanie sloiczkow i karmienie jedzeniem, ktore zapewnia wybrudzenie siebie, wozka i wszystkiego co pod reka. Takie jedzenie praktykujemy przy stole.
    Wrzaski w autobusie mnie sama wkurzaja, a Catka ostatnio zaczela je praktykowac. Wyglupiam sie wtedy, zajmuje ja czyms, na ile sie da oczywiscie.
    Co do kontaktow z bezdzietnymi znajomymi - tutaj ludzie rzadko odwoedzaja sie w domach, raczej umawiaja sie w knajpach. Dopoki wiec karmie piersia na caly etat (mimo, ze mloda je juz inne rzeczy, cycek nadal do kazdego niemal posilku i pomiedzy nimi idzie w ruch), nie ma mowy o wyjsciach na dluzej niz 2-3 godziny, a tyle to zajmuja mi dojazdy w te i we wte z domu do miasta, wiec sensu brak. Ale jakos mi to specjalnie nie przeszkadza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. Ostatnio widziałam rodzinę w Auchan z wielkim wózkiem, mama niosła maleństwo, które było już purporowe, wściekle, zapłakane, a dalej spokojnie robili zakupy. Byli razem, naprawdę jedna osoba nie mogla z nim wyjść tudzież zostać w domu? Takie udowadnianie na silę, że można robić wszystko i tak samo jak w czasach bezdzietnych a dzieci są na przyczepkę.

      Usuń
  7. Nessie - ja nie wiem, czy gorsze reakcje sa wlasciwie tych, ktorych juz dzieci wyfrunely z domu... w mysl zasady - zapomnial wol jak cieleciem byl...

    OdpowiedzUsuń
  8. Nic dodać, nic ująć. Mądrze napisane.

    OdpowiedzUsuń
  9. Masz całkowitą rację! Sama kiedyś nie rozumiałam, jak można chociażby bez przerwy gadać tylko o dzieciach, a jednak, można, ale tylko z tymi dzieciatymi, nie chciałabym być bezdzietną uczestniczką takiej dyskusji, zanudziłabym się na śmierć ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Całkowita racja- żyjmy i dajmy żyć innym. Ale tak jak piszesz- z dwóch stron musi pojawić się zrozumienie. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń