poniedziałek, 20 października 2014

moje - twoje, czyli walka o własność w rodzeństwie - prośba o rady



Doszliśmy do etapu, gdy ustosunkować trzeba się do tematu własności i jej poszanowana w kontekście rodzeństwa. Przyznam, że trochę się miotamy i będę wdzięczna doświadczonym multi-mamom za podzielenie się swoimi doświadczeniami w tej kwestii.

Zawsze byłam przeciwna zmuszaniu dziecka do dzielenia się swoimi rzeczami na przykład w piaskownicy. Myślę, że dziecko najpierw powinno zrozumieć co to znaczy posiadać coś na własność, najpierw należy mu pokazać, że jego własność szanujemy, a dopiero potem jest ono w stanie pojąc ideę wymiany, darowania czy pożyczania. Uważam, że dziecko ma prawo nie chcieć się czymś dzielić i trzeba go uczyć, że inni również nie maja takiego obowiązku, a jednocześnie pokazywać korzyści płynące z wymiany, pożyczania i zachęcać je do tego - ale w żadnym wypadku nie zmuszać ani nie karać gdy tego nie zrobi. Piotrkowi powtarzałam do znudzenia "to jest łopatka tego chłopczyka, jeśli chcesz się nią pobawić zapytaj go czy możesz, może pożyczysz mu w zamian wiaderko?"  Itede itepe. Trochę trwało zanim Piotr dojrzał do wymiany i przestał zazdrośnie strzec swojej własności, ale uważam, że to normalne.  Był okres walk, ale teraz  zazwyczaj zgodnie bawi się z rówieśnikami, nie zabiera cudzych rzeczy bez pytania, nie obraża się gdy ktoś nie chce mu czegoś pożyczyć i zazwyczaj chętnie pożycza własne zabawki.
No i cud miód orzeszki, wszystko było cacy do momentu gdy Tomek zrobił się mobilny i zaczął bezpardonowo dobierać do zabawek brata. Wcześniej nie było problemu. Tomek bawił się swoimi rzeczami, a Piotrek swoimi, a kiedy widziałam, że budowla z klocków jest w niebezpieczeństwie przenosiłam młodszego w inne miejsce lub proponowałam cos innego w zamian i zazwyczaj łatwo było odwrócić uwagę Tomka. Piotrek również nauczył się, że jeśli nie chce by brat brał jego rzeczy to musi przynieść mu w zamian inna zabawkę i wszystko grało. W pokoju Piotrka stało pudełko z kilkoma gadżetami niemowlęcymi by Tomek miał się czym zająć gdy spędzaliśmy tam czas razem, w salonie rozkładaliśmy jak do tej pory drewnianą kolejkę i wszyscy byli zadowoleni. Do czasu.
W tym momencie Tomek jest w stanie dotrzeć sam wszędzie tam gdzie nie ma schodów (na razie) i dobrze wie czego chce. Fascynuje go to co robi brat, co owszem pochlebia starszakowi, ale po pewnym czasie również męczy i irytuje. Jeśli zabierze mu się coś czym nie powinien manipulować Tomek ostro protestuje. Problem w tym, że na razie chłopcy nie bawią się zbytnio razem. Różnica wieku między nimi (3 i pół roku) nie jest duża, ale też nie jest to rok gdy roczniak i dwulatek de facto mogą bawić się tym samym i w to samo. Na razie Tomek naśladuje Piotrka, raczkuje za nim, Piotrek się z nim przekomarza, razem chlapią się w wannie, "gonią" po salonie, ale na wspólną zabawę zabawkami jeszcze przyjdzie czas. Piotrka irytuje, że Tomek zafascynowany budowlami z lego zmierza w ich kierunku i oczywiście burzy, że rozbiera drewniane tory i nimi stuka i rzuca, generalnie nie do końca używa jego zabawek zgodnie z przeznaczeniem. Ma ponad 4 lata i dużo rozumie, ale jednak jest to jeszcze małe dziecko. Obiecywałam sobie, że nigdy przenigdy nie użyję argumentu "bo on jest młodszy", ale życie zweryfikowało moje założenia. Staram się tłumaczyć Piotrkowi, że dzieci w wieku Tomka jeszcze nie rozumieją tak wiele, że nie potrafią precyzyjnie budować, .że badają przedmioty na zasadzie stukania i rzucania i że Tomek nie chce mu nic zniszczyć celowo i on niby przytakuje, że rozumie, ale widzę, że jest skołowany. Mama i tata przecież uczyli go by szanował swoje rzeczy, by nie rzucał klockami, by obchodził się z samochodzikami ostrożnie (cały taki temat przerobiliśmy, bo Piotrek przyzwyczajony do pancernych niemowlęcych autek po przerzuceniu się na resoraki jeździł nimi tak samo opierając się całym ciężarem na ręce i notorycznie je rozwalał). Myślę, że ma trochę poczucie niesprawiedliwości.
Doradźcie mi coś doświadczone multi-mamy. Ja nie posiadam rodzeństwa i praktycznie nigdy w życiu nie byłam w sytuacji gdy musiałam na co dzień dzielić się z kimś swoją własnością. M ma brata starszego o 8 lat, więc w dzieciństwie nie mieli zbyt wiele wspólnych spraw i rzeczy. Codziennie kilkaset razy nie wiem jak podejść do tematu. Ustaliliśmy z Piotrkiem wstępnie, że małymi klockami może bawić się tylko w swoim pokoju (nie mamy zbyt dużo blatów, mebli i nawet w pokoju układa je głownie na podłodze - ma tylko jeden mały stolik). Uzgodniliśmy też, że jeśli nie chce by Tomek mu towarzyszył może zamknąć się w swoim królestwie. Problem pojawia się gdy tylko jedno z nas jest w domu lub gdy drugie jest zajęte i nie ma komu przejąć Tomka gdy Piotrek prosi o wspólną zabawę w pokoju klockami czy torem samochodowym. Tomek wtedy musi być w tym samym pomieszczeniu i zaczyna się jazda. po kilku minutach Piotrek jest zniecierpliwiony, a Tomek wkurzony i rozżalony, że nie pozwalają mu wchodzić w środek zjeżdżalni dla aut :-) Mówię Wam cyrk na kółkach. Teraz gdy chodzi już przy meblach nawet rysunki Piotrka na jego stoliku i inne prace plastyczne na półce nie są bezpieczne.  
Jak sobie radziłyście z tym tematem? Nie chcę Piotrka zmuszać do dzielenia się swoją własnością, a z drugiej strony nie chce też wprowadzać sztywnych rozgraniczeń na "moje"" i "twoje". Z trzeciej zaś strony rozumiem, że Piotrkowi może być trudno zaakceptować akt, że coś co było jego, czy to rzeczy czy przestrzeń w pewnym stopniu stało się wspólne. Większość zabawek Tomka to stare zabawki Piotrka, on je pamięta i choć już go nie interesują to jednak widzę, że ten temat go nurtuje i chyba w głębi duszy boi się, że straci kiedyś również to co ma teraz. A to jest typ zbieracza jeśli chodzi o autka....
Czekam aż będą trochę starsi i więcej będzie można im wytłumaczyć.

8 komentarzy:

  1. U mnie obowiązuje zasada "kto pierwszy chwycił". Nie ma osobnych zabawek. Jeśli Agnieszka się czymś bawi,nie pozwalam, by Tymon jej to zabierał. I analogicznie, Agnieszce nie wolno zabierać zabawek, którymi akurat bawi się Tymon. Zabawka puszczona z ręki wraca do puli.

    Bywa ciężko, zwłaszcza, ze Tymon jest agresywny w stosunku do siostry, a ona podłapuje jego metody. Często się tłuką, a ja z jednej strony jestem załamana i zmęczona, a z drugiej wiem, że tego nie przeskoczę.

    Sama mam trójkę rodzeństwa. Zawsze walczyliśmy o "zasoby" choć zabawek był pełen pokój... To normalne, choć dla rodzica frustrujące...

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas roznica wieku jest na tyle duza, za Cami sama oddaje siostrze zabawki, ktore jej juz nie interesuja, a jesli mloda sie przyczepi do ktorejs z Monster High, to daje jej sie pobawic bez problemu, a anwet wykorzystuje to do akcji zabawy, Cati robi wtedy za "mega bobo", slodka i lubiana przez lalki postac :D Puzzle uklada sie bez towarzystwa siostry, a potem, gdy mloda je rozwala, jest raczej smiech niz wkurzenie. Ostatnio Cati dobiera sie do pudelek, w ktorych sa gry planszowe i puzzle i rozwala wszystko z zapamietaniem, a my musimy pilnowac, by fruwaly po pokoju puzzle tylko z jednego pudelka, inaczej srobi sie mieszanka, z ktorej nikt chyba nie bedzie potrafil nic ulozyc. Ale Camilla jest na tyke juz duza, ze nie wkurzaja jej akcje mlodszej siostry, wiec nie pomoge

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja mam taką samą różnicę wieku między Niuńkiem, a Niko i z wiekiem idzie im coraz lepiej, pierw probowałam interweniować w ich sprawach ale to nic nie dawało, gdy zostawiłam ich samych sobie po którejś awanturze doszli do porozumienia. Teraz jak nie umieją się pogodzić to zabieram zabawkę i chowam oczywiście jeśli jest wspólna, natomiast tak jak z książkami do szkoły są rzeczy których się nie rusza i każdy ma swoje...

    OdpowiedzUsuń
  4. Za wiele tu nie poradze, bo mam ten sam problem. Posiadam siostre, ale jest miedzy nami 6 lat, wiec w dziecinstwie slyszalam od rodzicow "oddaj, jestes starsza" i po sprawie. Bardzo to krzywdzace dla starszego dziecka, wiec sama obiecywalam, ze nigdy w ten sposob swojego nie potraktuje. Coz, nigdy nie mow nigdy... ;)
    Miedzy moimi dziecmi jest tylko 19 miesiecy roznicy. Na poczatku probowalismy przekonywac Bi, zeby podzielila sie z bratem, tlumaczylismy ze on jest malutki, wezmie i zaraz rzuci. Starsza jest jednak uparta i zawziecie walczy o swoje. Niestety, Mlodszy ma paskudny zwyczaj, ze jak sie wkurzy to potrafi zaniesc sie placzem az do omdlenia. Z tego wzgledu, czesto musimy krzyknac na Bi, albo wrecz wyrwac jej z rak zabawke, ktora upatrzyl sobie Niko... Bardzo mi sie to nie podoba i mam nadzieje, ze w miare jak beda rosli, takich sytuacji bedzie coraz mniej. Kiedy Mlodszy tylko wyje, ale widze, ze nie wpada w histerie, stosuje metode "kto pierwszy, ten lepszy". Mimo, ze mamy zabawki typowo dziewczece oraz typowo chlopiece, ktore z dzieci pierwsze ktoras dorwie, te sie nia bawi. A jesli chodzi o dobrowolne dzielenie, to Niko szybciej odda siostrze zabawke, niz ona jemu. ;) Niestety, jak Mlodszy ma "atak", zabieram Bi obiekt pozadania (bo na negocjacje najczesciej nie ma czasu), a Starsza juz zakumala i krzyczy z pretensja, ze ona byla pierwsza... Ech, uroki rodzenstwa... ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. No to ja mam zupełnie inne podejście. wrzucam furę zabawek do piaskownicy i nie mam zupełnie problemu kto się nimi bawi, i moje dzieci też nie. i szczerze powiem że nieco denerwuje mnie ten cały wersal pytania dwulatka o każdą foremkę, choć oczywiście respektuję to jeśli widzę że jakaś mama wymaga.
    Co do zabawek w domu, dzielą się na trzy kategorie: wspólne (to największa kategoria), osobiste (max jedna półka) i niebezpieczne dla malucha (ten etap mamy już poza sobą). Rzeczy osobiste znajdują się na wydzielonej półce poza zasięgiem tych członków rodziny, którym ciężko wytłumaczyć. Co usprawniło odkładanie ich na miejsce, bo jak najmłodsza znalazła coś walającego się po podłodze no to sorry :) Co do wspólnej puli zabawek- staram się żeby dzieci nie przywiązywały się do przedmiotów i prawa własności. pokazuję, że urok zabawek leży w bawieniu się nimi z innymi. Pokazuję na zdjęciach jak oni byli malutcy i jak rozrzucali zabawki wokół siebie, niekoniecznie używając ich zgodnie z przeznaczeniem. mnie się wydaje że warto zobaczyć że wiele rzeczy jest naturalnych,taka jest po prostu kolej rzeczy- i tak ukazywać to dziecku. pokazać mu co on dostanie w przyszłości-np odziedziczy po tacie skrzynkę z narzędziami.
    mam nadzieje że choć trochę pomogłam, chociaż mamy pewną różnicę w wyjściowym podejściu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. No to dziewczyny nie pocieszyłyście mnie. Szykujemy się na etap walk.
    Natalijko ja może inaczej podchodzę do tematu, bo jednak między moimi dziećmi jest większa różnica wieku niż miedzy Nelą i Julkiem i Piotr zdążył świadomie pobyć jedynakiem ze świadomością posiadania własnych rzeczy. Teraz to staje na głowie.Dla mnie to nie jest wersal, tylko uczenie szacunku do drugiej osoby, ja jestem bardzo wrażliwa na punkcie nienaruszania mojej przestrzeni.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja Ci nic mądrego nie napiszę, bo popełniam błąd za błędem, także ten... Staram się nie wymuszać na Elizie, ani nie prosić Jej, żeby dała coś, czego Lilka się akurat domaga, ale powiem tak- zależy dużo od tego, jak Lilka mi histeryzuje. Bo jak już daje czadu od godziny, to wiem, że to źle- proszę Elizę, żeby dała Jej TĄ zabawkę. Pilnuję tylko tego, żeby Lila nie niszczyła zabawek i rzeczy Elizy, bo niestety mały łobuz ma do tego tendencję.

    OdpowiedzUsuń
  8. A może spytaj Piotra, jak on widzi rozwiązanie i powiedz mu, że czujesz się trochę zagubiona, bo zależy Ci na tym, by dobrze się czuł on i Tomek również. Krótki komunikat. Dzieci bywają zaskakująco twórcze i dojrzałe.

    OdpowiedzUsuń