środa, 1 października 2014

weekendowo piknikowo targowo czyli ostatni weekend września

Już październik. Tymczasem relacja z ostatniego weekendu wrześniowego.
Sobota to przedszkolny piknik "Dzień Rumianego Jabłuszka" i zawody drużynowe, w których nasza drużyna zdobyła srebrny medal. Powyżej dumny Piotr prezentuje trofeum. Teściowa zrobiła nam ogromną przysługę. Przyjechała rano i została z Tomkiem, więc my mogliśmy spokojnie z Piotrkiem wybrać się na piknik. Bardzo fajnie, bo zaczynał się o 10.00, a Tomek przed południem śpi konkretnie, przed naszym wyjściem już bardzo marudził, a piknik z powodu deszczu odbywał się we wnętrzach. Gwar, tłum - no nie ma szans by miał dobry humor w takich warunkach i jedno z nas musiałoby z nim wyjść, a zabawy były drużynowe. Piotrek na początku nafochowany, tzn. fochem pokrywał onieśmielenie jak to on, nawet nie chciał za bardzo podejść do swoich pań, ale potem mu przeszło. Jednak w lekcji zumby nie chciał uczestniczyć. Za dużo ludzi w sali gimnastycznej, za głośno. Ominęła nas także pokazowa lekcja języka hiszpańskiego na koniec, by był już bardzo zmęczony nadmiarem wrażeń i prosił by wracać do domu.
 Degustacja wypieków konkursowych
 Jabłkowe stempelki
 Jedzenie jabłka na sznurku
 Konkurencja, która najbardziej przypadła Piotrkowi do gustu. Nadziewanie jabłek różnymi smakowitościami. Jabłka potem powędrowały do pieca i odbierane były w ładnie zapakowanych i podpisanych paczuszkach przy wyjściu.
Niedziela dla odmiany przywitała nas piękną pogodą. Kilka godzin spędziliśmy w szkole taty, a mianowicie
To właśnie tam odbywały się Małopolskie Targi Żywności. Piotrka zafascynował ul doświadczalny i teraz upiera się, że na Mikołaja chciałby otrzymać właśnie ul. Spędził przy nim sporo czasu, a potem w ramach obiadu spałaszowaliśmy pyszne pierogi.
 Przy okazji to co Piotr uwielbia, czyli wieeeeeelkie maszyny.
 I Junior
Planowaliśmy spacer po krótkim odpoczynku w domu, ale Piotrek niespodziewanie usnął na kanapie w salonie i spał prawie 3 godziny. Martwiłam się, czy nie wykluwa się jakaś choroba, ale póki co wszystko OK. Resztę dnia spędziliśmy więc leniwie w domu i na tarasie.
Piotrek być może zostanie judoką;-) Zobaczymy. Tydzień temu w przedszkolu odbyła się lekcja pokazowa, w której uczestniczyłam. Piotrek wykonywał wszystkie polecenia i wyglądał na zadowolonego, ale po zajęciach stwierdził, że na judo nie chce chodzić, bo jest za głośno. Myślę, że zniechęcił go tłum bo w lekcji pokazowej brało udział dużo dzieci (więcej niż normalnie w grupie), na dodatek na sali gimnastycznej siedzieli jeszcze rodzice. Pierwsza lekcja w ramach kursu odbyła się wczoraj i jeszcze rano w przedszkolu upewniałam się, czy aby na pewno nie chce bym go zapisała. Nie i nie. M odebrał go po południu i dowiedział się, że Piotrek okropnie rozpaczał, że nie mógł iść na zajęcia z kolegami z grupy. Od wczoraj jęczał, że jednak chce chodzić na to judo, więc dziś rano wyprosiłam u trenera by go dopisał do grupy, mimo że teoretycznie była już zamknięta. Zapłaciłam składkę za październik i zobaczymy, czy mu starczy zapału. Chciałabym by mu się spodobało, bo uważam, że to fajny sport, na zajęciach nauczyłby się m.in. bezpiecznego upadania i przyszłościowo mam nadzieję, że zyska trochę pewności siebie. Piotrek jest nieśmiały (choć nie zawsze objawia się to z taką samą intensywnością) i kiepsko znosi nowe środowisko, jest niski i drobny i boję się, że w szkole dzieciaki mogą mu dokuczać z powodu wzrostu i wady wymowy (o ile do tego czasu nie uda się nam tego ćwiczeniami skorygować). Fajnie by umiał coś czego inne dzieci nie umieją.
Powoli przygotowujemy się do 1 urodzin Tomasza :-)

4 komentarze:

  1. Na pewno mu się spodoba tylko czasem trzeba będzie go zachęcić do tego, dzieci szybko rezygnują z wybranej drogi :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mi się podoba to jak aktywnie spędzacie czas z Piotrkiem. Wciąż wyszukujecie nowe atrakcje, jestem pod wrażeniem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne atrakcje :) Ja też mam zamiar spędzać aktywnie czas z dziećmi. Jak się przeprowadzimy, będę miała większe możliwości.

    OdpowiedzUsuń