wtorek, 28 października 2014

weselnie i niestety chorobowo

Update poweekendowy.

W sobotę bawiliśmy się na weselu znajomych. Wytańczyłam się, wyszalałam, winko umiarkowanie. Zabawa bardzo udana. Długo się wahaliśmy czy skorzystać z transportu busem czy jechać własnym autem. Kościół bardzo daleko od nas, a sala weselna w ogóle 30 km od Krakowa, w końcu do kościoła podwiózł nas teść, na sale dotarliśmy ze znajomymi, a wróciliśmy busem o 1 w nocy. W sam raz. Szkoda tylko, że orkiestra więcej jadła niż grała. To był jedyny minus. 4 kawałki i przerwa, a w przerwach jakaś smętna muzyka filmowa, zamiast puścić cokolwiek do tańca lub chociażby kaczuszki dla dzieciaków, które smętnie biegały między balonami.
To z miłych spraw, a z mniej miłych od poniedziałku jestem na zwolnieniu. Drugi raz w tym miesiącu, nie licząc 3 dni urlopu na sprawy okołodzieciowe. To tyle w temacie szukania nowej pracy.... Chory jest Tomek. W środę w zeszłym tygodniu zaczął smarkać i lekko pokasływać, ale nie było tragedii. Na inhalacjach i gropronosinie dziecko w sobotę rano było praktycznie już zdrowe. Wiem, bo specjalnie w piątek wieczorem pojechałam z nim na kontrolę, bo stwierdziłam, że na wesele pojadę tylko i wyłącznie mając pewność, że Młody jest w dobrej formie. W sobotę Piotrek pojechał na noc do mojej mamy, a do Tomka przyjechała teściowa. W domu mamy chłodno, tak lubimy i dobrze na tym wychodzimy. W nocy dzieci dobrze śpią nawet gdy mają akurat katar. Teściowa postanowiła podkręcić ogrzewanie, coś pomieszała w regulatorze i w efekcie zagrzała dom chyba do 26 stopni. Wróciliśmy w nocy, w domu żar tropików, a osłabione infekcją dziecko po dniu spędzonym w takim upale na nowo dostało gluta, glut w nocy zszedł na oskrzela i mamy zapalenie oskrzeli i antybiotyk. Na szczęście Tomek zachowuje się tak jakby chory w ogóle nie był, dobrze je, dobrze śpi i rozrabia radośnie. Piotrek jakoś się trzyma, my też, ale mnie chyba powoli zaczyna coś rozbierać. Boję się, że za chwilę w domu będzie szpital.
Chorobę do domu niestety przywlókł mój kuzyn, chrzestny Tomka. On pomieszkuje u nas w ciągu tygodnia, bo szuka pracy w Krakowie i uczestniczy w różnych szkoleniach. W zeszłym tygodniu mieszkał u nas tydzień, trochę niewyraźny był, wychodził na papierosa lekko ubrany, przemoczył nogi no i klops. A prosiłam go by uważał na siebie i od razu się leczył gdy źle się poczuje, w ogóle sygnalizował ze coś jest nie tak bo w domu są małe dzieci i każda choroba zazwyczaj oznacza chorobę obu i nasze kombinacje wyższego stopnia ze zwolnieniami w pracy. Trudno, stało się. Zdenerwowałam się jednak trochę dzisiaj, bo zadzwonił z informacją, ze przyjeżdża na 2 noce a słyszałam od jego mamy, że jett chory na max, zresztą przez telefon słychać było, że jest cały zachrypnięty. No niestety odmówiłam gościny w tym układzie. Może jestem jędzą, ale najważniejsze są nasze dzieci, a w sytuacji gdy jedno jest chore, drugie jakoś się trzyma, ale na pewno jest osłabione nie możemy sobie pozwolić na przywlekanie do domu kolejnej zarazy. Wiem, że wirusówki są zaraźliwe w fazie wylęgania, ale nie mam pewności czy u niego to wirusówka czy zakażenie bakteryjne i nie mogę ryzykować.
No i tak się kręci. Trzymajcie kciuki byśmy nie dali się chorobom.
Tutaj Tomek - już całkiem sprawnie chodzi z pchaczem oraz wzdłuż mebli i ścian, a także na czworaka po schodach. Jeszcze nie opanował zawracania, gdy pchacz dotrze do ściany ;-)

oraz Piotr i jego tachimetr. Dzisiaj mój maż prowadził zajęcia w przedszkolu w ramach poznawania zawodów rodziców. Był bardziej zestresowany niż przed maturą :-)



2 komentarze:

  1. Te choroby to jakieś paskudztwo ostatnio łapią wszystkich z zaskoczenia. Zdrówka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ludzie są naprawdę nieodpowiedzialni, zzeby przylazic do malych dzieci z chorobą. Ja też musiałam ostatnio upomnieć siostre H., która odwiedzila nas i zaczela przy Laurze pociagac ostro nosem. Zwrocilam jej uwagę i co usłyszałam - od teściowej zapewnienie, ze to na pewno tylko alergia i od samej chorej, że nie mam się martwić, bo nie będzie całowała małej! Aż mi się krew zagotowala...

    OdpowiedzUsuń