poniedziałek, 24 listopada 2014

dlaczego nie robimy porządków świątecznych

Na różnych blogach czytam o przygotowaniach do Świąt. O listach spraw do załatwienia, o myciu okien, o generalnych porządkach.
My nie robimy na Święta żadnych generalnych porządków.
Generalne sprzątanie i mycie uznaję tylko raz w roku - na powitanie wiosny. Dla ścisłości: przez codziennie porządki rozumiem wytarcie kurzu z odsłoniętych powierzchni, pozbieranie z grubsza szpargałów i umieszczenie ich w przeznaczonych dla nich miejscach, przejechanie podłóg odkurzaczem i mopem, umycie kuchenki oraz obu łazienek. Takie porządki robimy raz na tydzień, czasem rzadziej i w ten sposób posprzątamy przed Wigilią. Generalne sprzątanie dla mnie to ponadto mycie okien, balustrad, tarasu i balkonu, wycieranie kurzu z wszystkich powierzchni (czyli wspinanie się po drabinie), mycie kloszy, zgarnianie pajęczyn z wszystkich kątów, odkurzanie pod meblami, wyciąganie rzeczy z szafek i mycie mebli od środka, przy okazji segregacja i wyrzucanie, rozmrażanie lodówki, szorowanie piekarnika oraz sprzątanie piwnicy. Nic i nikt ni zmusi nas byśmy w ten sposób przygotowywali dom do Świąt. Dlaczego?
Jesteśmy leniwi i nie chcemy psuć sobie przedświątecznej atmosfery. W listopadzie i grudniu chcę zająć się pieczeniem pierniczków, robieniem ozdób na choinkę, wybieraniem prezentów dla dzieci, słuchaniem kolęd, oglądaniem dekoracji bożonarodzeniowych w mieście, oglądaniem filmów familijnych i czytaniem świątecznych wydań babskich pism. Jak nie kupuję na co dzień to raz w roku robię sobie przyjemność. Nie mam zamiaru wieczorami lub w weekendy dodatkowo harować i obudzić się w Wigilię zmęczona i wyczerpana.
Dodatkowo koniec roku to w mojej firmie sezon. Pracy jest bardzo bardzo dużo, wracam do domu padnięta, a w związku z chorobami dzieci jestem w wiecznym niedoczasie i ciągle nadganiam zaległości. W lutym i marcu jest dużo spokojniej.
Szkoda mi czasu z dziećmi i mężem na dokładne sprzątanie. W tym momencie konkretne porządki możliwe są jedynie gdy Tomek śpi lub gdy jedno z nas się nim zajmie. Czyli około 22 lub w weekendy. Wspólnego czasu jest tak mało, że szkoda marnować go na wycieranie kurzu w szafce z talerzami. Dom jest duży i samo usunięcie pajęczyn z wszystkich kątów to godzina pracy minimum. W lutym gdy będzie spokojniej w pracy wezmę 2-3 dni urlopu i w czasie gdy Tomek będzie u teściowej a Piotrek w przedszkolu spokojnie dokładnie posprzątam bez dzieci wiszących na mnie.
A prawda. Zapomniałam. Nie sprzątamy jakoś specjalnie przed Świętami również dlatego, że porządki wiosenne zaczynami 1 lutego. Kiedyś pisałam dlaczego tak wcześnie. Do tego stopnia nienawidzę zimy, że w lutym wpadam w depresję i jedyny sposób by ją przegnać to udawać, że wiosna tuż tuż. W lutym zaczyna mnie nosić, widzę każdy kłębek kurzu, każdą smugę na szybach i muszę, po prostu muszę zmyć ten brud po zimie. Na 1 marca dom od wewnątrz jest już zazwyczaj wypucowany i wyszykowany na powitanie wiosny. Lubię czekać na nią tak odświętnie. Źle się czuję gdy pierwsze wiosenne promienie wpadają do brudnych wnętrzy. W lutym sprzątanie sprawia mi przyjemność, to rodzaj katharsis. Z tego punktu widzenia generalnie porządki w listopadzie i grudniu mijają się z celem, zwłaszcza, że nawet gdybyśmy je zrobili to i tak po miesiącu uznałabym, że dom zarósł brudem i ponownie robiłabym to samo.
Takie mamy podejście do tematu :-) Mój maż uznaje lutowe wi0senne sprzątanie za nieszkodliwe wariactwo i schodzi mi z drogi ;-)

8 komentarzy:

  1. Heh, widzę, że mamy więcej wspólnego ze sobą, niż myślałam :) Tylko, że ja aż tak odważna chyba nie byłam, żeby przyznać się w zeszłym roku, że mam totalnie wywalone na tzw.generalne porządki :)
    Jeszcze rok, dwa po ślubie miałam takie naleciałości, że myłam okna w grudniu, kiedy pizgało niemiłosiernie... A potem, doszliśmy razem do wniosku, że przecież nie ma co się spinać. Owszem, nie siedzimy w tym dniu w pokoju gdzie na meblach można pisać, ale porządki przed świętami mają dokładnie taki sam charakter jak w soboty- kurze, podłogi itd... I dobrze nam z tym :) A okna myję wtedy, kiedy mnie "najdzie"- czasami 2razy w ciągu miesiąca, a czasami mam i 3-4miesięce pauzy. Ot- cała ja :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja to w ogole nigdy nie robie takich calosciowych porzadkow, tylko gdy mnie najdzie na szafki, to sprzatam i myje szafki, gdy lampy i drzwi, to je czyszcze itp. A zima fajne jest to, ze czesto gasze swiatlo, zapalam mnostwo swiec, rozpalam ogien w kominku i nagle robi sie duzo czysciej ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja to muszę bo wtedy i zmieniam ciuchy w szawce i robię listę zakupów i wyrzucam niepotrzebne rzeczy... Choć jakoś kiepsko mi w tym roku to idzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zmieniam i wyrzucam na wiosnę :-)

      Usuń
    2. ja też sprzątam gdy mnie najdzie ochota - tak wiec zdarza się, że w sierpniu mam nagle wyszorowane szafki w kuchni w październiku szoruję fugi w podłodze itd itp. Przed świętami sprzątam tak jak co tydzień. Ważne dla mnie jest przystrojenie domu dużo wcześniej, pieczenie pierniczków, lepienie pierogów z kapustą i grzybami. Też wtedy lubię cieszyć się ciepłem rodzinnym, w spokoju spędzać wieczory z kieliszkiem nalewki, gazetką w ręku :-)
      marucia

      Usuń
  4. :) ja trochę sprzatam, bo mam odchyl na punkcie świąt i robię wszystko by były wyjątkowe, ale przyznaję, że mycie okien w mieście w grudniu jest po prostu bez sensu - po kilku dniach wyglądaja dokładnie tak samo. No i sprzątanie z dziećmi to jest prawdziwy dramat. Ja mam jedno i już jest problem, a co tu dopiero dwojka.

    OdpowiedzUsuń
  5. He he, po tylu latach zaprzyjaźniania się z własnym domem jakoś ustaliły mi się zwyczaje i sprzątam zwykle jak wracam z pracy, czyli co 3 tygodnie te szafki i te okna też :)) Akurat po takim czasie moje dzieciaki potrafią zagruzować a potem mamy zabawę w drugą stronę :) Czyli jak widać z komentarzy odchyły bywają różne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie mycie okien to cały dzień pracy, jest ich bardzo dużo i na dodatek ze szprosami plus 3 dachowe ;-)

      Usuń