sobota, 22 listopada 2014

Ostatnie dni są dla mnie trudne emocjonalnie i fizycznie. Możecie mnie nazwać wyrodną matką, trudno, ale nie cierpię siedzieć z dzieciakami zamknięta w domu. Nie znoszę aresztu domowego, a taki mamy od środy.
Nie ma dla mnie problemu zostać samą z dwójką dzieci nawet na kilka dni. Może będę się nosem podpierała wieczorem, ale dopóki możemy wyjść na jakiś spacer, plac zabaw czy choćby do sklepu, no w najgorszym razie przed dom to dzień jakoś fajnie się układa. Siedząc cały dzień w domu męczymy się. Pamiętam jak dostawałam do głowy w zeszłym roku zimą z maleńkim Tomkiem i potem gdy dzieci były chore.....
Piotrek czuje się dobrze i roznosi go energia. Owszem jest mądry i samodzielny i nie wisi na mnie, rozumie, że muszę uśpić Tomka albo go przebrać, ale dostaje małpiego rozumu i zajęcia, które sobie wynajduje w takich okolicznościach przyrody wiążą się z hałasem, który mnie irytuje. Jeździ pchaczem Tomka, biega, skacze. Na dodatek z powodu zapalenia uszu gorzej słyszy, więc i głośniej mówi, my też musimy się do niego głośniej zwracać. W czwartek trzeba było prawie, że krzyczeć by coś usłyszał, teraz już lepiej. Tomek bał się, bo nie jest przyzwyczajony do podnoszenia głosu i choć robiłam to z uśmiechem to często reagował płaczem. Miałam więc w domu półgłuchego niewyżytego 4.5-latka oraz zapłakanego roczniaka. Kakofonia. Głowa mi pęka. Starałam się ciekawie zorganizować  im czas, ale z Tomkiem zabawa jest trudna - przewraca klocki, dobiera się do kleju i nożyczek. Jestem w stanie cierpliwie manewrować w ten sposób przez 2-3 godziny, potem czuję, że cała się gotuję. Zwłaszcza, że mam pms.
Ostatnie dni to więc ciągłe gryzienie się w język, liczenie w myślach do 10, głębokie oddechy.
Miałam nadzieję, że w weekend mąż mnie odciąży. Niestety walczy z przeziębieniem i odseparowałam go na weekend od dzieci. Umówiliśmy się, że w poniedziałek i wtorek on bierze na nie opiekę, a w środę i czwartek znowu ja idę na urlop, bo Piotrek pójdzie do przedszkola dopiero w piątek, na bal andrzejkowy. M nie może wziąć wolnego w środę i czwartek, bo jedzie w delegację z bezpośrednim przełożonym. Mam nadzieję, że wykuruje się do jutra, bo jeśli będę musiała zostać z dziećmi cały kolejny tydzień to po pierwsze oszaleję, a po drugie nie odrobię się z zaległości w pracy i szef mnie powiesi. Mamy teraz szczyt sezonu i każdy dzień nieobecności to duże tyły....

3 komentarze:

  1. Współczuję, bo też nie znoszę siedzieć w domu. O tej porze roku to nawet gdybyś mogła wyjść na dwór to i tak pobędziesz niedługo, bo zimno,wietrznie itd. Musicie wytrzymać.
    Pozostaje mi przesłać moc ciepłych myśli.
    marucia

    OdpowiedzUsuń