środa, 7 stycznia 2015

z drogi śledzie narciarz jedzie

Ani ja ani mój mąż nie umiemy jeździć na nartach. Nasi sąsiedzi za to jak najbardziej. W zeszłym roku wymieniali sprzęt synowi i dostaliśmy od nich dziecięce narty, buty i kask. Piotrek do tematu podszedł entuzjastycznie, ale to jednak jeszcze nie był ten właściwy moment. Pierwszy raz narty miał na nogach gdy M pojechał z nim i sąsiadami do Białki. Zjechał raz z oślej łączki, a potem emocje wzięły górę i po prostu zasnął w samochodzie. Stwierdziliśmy, że na razie wystarczy podjazd u sąsiadów i górka w parku, ale tak się złożyło, że śniegu w zeszłym roku w Krakowie było jak na lekarstwo (nie żeby mnie to jakoś szczególnie martwiło ;-) i narty założył w sumie tylko dwa razy. Trzeci raz na nogach miał je w zeszły wtorek i wtedy zatrybiło. Pogoda cudna, śnieg idealny, a Piotrek poinstruowany przez sąsiadów od razu załapał jak się pochylić by się nie przewracać i miał niezłą frajdę. Mamy nadzieję, że w tym roku będzie miał częściej okazję pojeździć. Mąż również ma ochotę się nauczyć przy okazji podstaw. Tu jednak pojawia się pewien problem natury logistycznej i bynajmniej nie jest nim Tomek, którym na jeden czy dwa wypady jednodniowe w góry teściowa by się zaopiekowała. Żeby M mógł dla siebie wypożyczyć narty, popróbować, może pod okiem jakiegoś instruktora ktoś musi w tym czasie towarzyszyć Piotrkowi. A ja odpadam chwilowo. Poparzona noga, zwłaszcza udo, goi się kiepsko. Po domu chodzę w bieliźnie i wietrzę rany, ale każde wyjście wiąże się z zakładaniem spodni lub rajstop, które nawet przy opatrunku szorują po obolałych miejscach. Na czwartek i piątek biorę urlop by mieć możliwość powietrzyć nogę, bo w pracy jest to niemożliwe. Jeśli do poniedziałku nie będzie poprawy idę na zwolnienie. Lekarz straszy, że to potrwa kilka tygodni, bo oparzenie jest dość rozległe. W tym momencie na samą myśl o ubraniu ocieplanych spodni i wędrowaniu w śniegu po pagórkach robi mi się słabo.
Jeszcze kilka fotek. Sanki tradycyjne też były (Tomek nieszczególnie zachwycony) i rachityczny bałwan (bałwan w niedzielę gdy śniegu było jeszcze mniej i gorszej jakości).





3 komentarze:

  1. Jaki słodki narciarz :)
    Z oparzeniami nie ma żartów jak nie zadbasz od razu rana może zacząć się jołczyć...Mąż po wypadku z gorącą wodą siedział miesiąc w domu ale w jego przypadku to, że wypadek zdąrzył się na trasie było tylko na plus bo dostał maści ze srebrem których u nas w Polsce nie ma :/

    OdpowiedzUsuń
  2. kup sobie maść sorcoseryl lub odpowiednik tej maści, bo dość droga i szybko Ci się powinno zagoić. używam tej maści zawsze wtedy kiedy się skaleczę, aby przyspieszyć proces gojenia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajne zdjęcia! Ja w tym roku córkę zabieram po raz pierwszy do Białego Dunajca i zastanawiam się, czy też będzie miała z tego frajdę, zobaczymy :)

    OdpowiedzUsuń