czwartek, 12 lutego 2015

"Impreza u Frycka" czyli Potwory i Chopin

W zeszłą niedzielę Tomek ponownie miał okazję bawić się na koncercie dziecięcym. Tym razem wspólnie z bratem. Mowa o koncercie krakowskiej Sinfonietty z okazji 25--lecia urodzin Fryderyka Chopina "Impreza u Frycka" - fotki ze strony Sinfonietty możecie obejrzeć tu. A jak nam się podobało?

Prawdę powiedziawszy nie planowałam tego wyjścia. Przewidywałam, że Tomek byłby zachwycony bazując na doświadczeniach z jazzowego koncertu przed tygodniem, ale akurat tata nie mógł zostać z Piotrkiem, a Piotrek jak wspominałam w przeciwieństwie do młodszego brata  nie jest wielkim fanem muzyki klasycznej tudzież większych koncertów w ogóle. Planowałam więc odpuścić. Sąsiadka jednak bardzo nas namawiała, dowiedziałam się, że grać będzie na nim jej kuzynka, którą znamy i lubimy, więc kupiłam trzy bilety mając nadzieję, że Piotrek podejdzie do sprawy z większym entuzjazmem wiedząc, że jego sąsiad i kolega Wiktor też idzie. Tak jak przewidywałam Tomek był zafascynowany, a starszy brat owszem koncertu wysłuchał, ale pokładał się na poduszkach, a po wyjściu stwierdził, że koncert był OK, ale muzyka nudna i smutna i on woli weselszą.
Od siebie mogę powiedzieć, że organizator naprawdę się postarał i jeśli mielibyście okazję wybrać się na kolejne koncerty z serii Sinfonietka to warto. Dyrygent i animatorka dwoili się i troili by zainteresować dzieciaki, w tle wyświetlana była kreskówka o Chopinie, była nauka poloneza, tańczenie krakowiaka, instrumenty ludowe, a poszczególne utwory przeplatane były anegdotami i konkursami z nagrodami. Przed wejściem na salę na małych melomanów czekały balony, słodki poczęstunek i nawet szampan dla dzieci. Jak na prawdziwym poważnym koncercie :-)
Niestety było tez trochę niedociągnięć, a największym z nich moim zdaniem była sala. Koncert odbył się w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manghha w Krakowie . Byłam już na wielu koncertach dziecięcych i zawsze odbywały się one w salach bez krzeseł - po prostu wszyscy siedzieli na podłodze na poduszkach, i dorośli i dzieci albo krzesła były, ale pozostawało sporo miejsca na tańce W Mandze była to typowa sala do mini-koncertów, pochyła z krzesłami i dla dzieci tak naprawdę pozostało niewiele miejsca, tyle co na samym dole tuż przed orkiestrą. Rodzice siedzieli na krzesłach lub okupowali tę podłogę z młodszymi dziećmi (tak jak ja z Tomkiem), a połowa miejsc siedzących i tak pozostała pusta gdyż dzieci tłoczyły się na samym dole. Kiedy doszły tańce, polonez wężykiem robiło się naprawdę tłoczno i momentami musiałam ratować Tomka przed zadeptaniem. Być może wybór takiej a nie innej sali podyktowany był faktem, że nie był to koncert stricte dla dzieci np. 0-3 lata, ale również dla starszych, które mogłyby już kulturalnie wysłuchać go siedząc. Poprzedni koncert z w ramach Sinfonietki odbył się w Dworku Białoprądnickim i tam chyba warunki lokalowe były lepsze. Irytowały też odrobinę dłużyzny. W drugiej części koncertu orkiestra zagrała cały koncert fortepianowy e-mol cos tam (przepraszam, nie siedzę w temacie), który moim zdaniem dla dzieci jest zbyt długi, smętny i nużący. Wiele z nich tak jak Piotrek zaczęło się pokładać i nudzić. My wyszliśmy odrobinę przed końcem. Moim zdaniem dla takiej widowni lepiej przygotować więcej krótszych różnorodnych utworów.
Trochę naszych fotek
 kącik dla dzieci w kafejce
 Tomek naśladuje brata i próbuje rysować
 Ta część imprezy bardzo przypadła moim lasuchom do gustu ;-)








3 komentarze:

  1. I tak fajnie, że wyszliście na taki koncert. U nas tego nie ma...

    OdpowiedzUsuń
  2. Z moja 10 miesiezna corka nie przeszly by te koncerty :/ Niestety Mala nei potrafi usiedziec na pyupie nawet 2 minut. Swoja droga bylaby zachwycona...dziecmi ;) Uwielbia dzieci i te mneijsze i te wieksze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale właśnie nie trzeba siedzieć na pupie :-) Na takich koncertach dzieci chodzą, raczkują, biegają, tańczą, moze na tym nie aż tak bardzo, ale na tym jazzowym w Ogrodzie Sztuki były nawet rozłożone zjeżdżalnie i trampolina. Polecam :-)

      Usuń