piątek, 13 lutego 2015

nie kocham moich dzieci jednakowo

Ten post rodził się we mnie od wielu, wielu miesięcy. Nadal nie do końca potrafię ubrać w słowa to co czuję.

Jak chyba każda kobieta oczekująca na narodziny drugiego dziecka zastanawiałam się jak to jest kochać dwoje na raz. W ciąży mnie uwagi poświęcałam Tomkowi w brzuchu niż Piotrusiowi gdy był na tym etapie, bo byłam zaabsorbowana starszakiem. Potem urodził się Tomiś i faktycznie serce urosło i kocham moich synków bardzo, bardzo i na pewno tak samo mocno. Jednak nie w ten sam sposób. Każdego kocham inaczej i im więcej czasu mija tym bardziej sobie to uświadamiam.
Mam nadzieję, że nie zostanie to źle odebrane ale... to Piotruś zajmuje w moim sercu miejsce szczególne i myślę, że zawsze będzie zajmował. Z kilku powodów. Zajście w pierwszą ciążę było spełnieniem moich marzeń, stało się to po długich miesiącach niepowodzeń, strachu i smutku. Tomek pojawił się trochę nieoczekiwanie. Był planowany, ale nastawialiśmy się psychicznie na równie długą drogę. Tymczasem w ciążę zaszłam praktycznie od razu po wdrożeniu odpowiedniego leczenia, więc owszem zaskoczyła nas. Piotrek jest do mnie bardzo podobny z charakteru i temperamentu. Wkurza mnie czasem, denerwuje, ale rozumiem jego zachowania i emocje bo w 90% zachowałabym się podobnie. Z wiekiem staje się coraz bardziej "mamowy". Wbrew pozorom to on najbardziej absorbuje moją uwagę (choć fizycznie Tomek), bo to z nim przekraczamy kolejne etapy dorastania. Uczymy się razem. To prawda, mam do niego szczególny sentyment.
Tomek zaś to taka kochana przylepka, ale mam wrażenie, że obserwuję go z trochę większego dystansu, bo tak bardzo różni się od brata i ode mnie. Jest "tatowy" Nawet śpi na brzuchu jak tata, podczas gdy Piotrek zazwyczaj na wznak jak ja. Obserwuję go trochę jak przybysza z innej planety, co chwilę zaskakują mnie jego reakcje i patrzę na niego bardziej przez pryzmat relacji z bratem niż solo.
Codziennie zastanawiam się jak sobie ułożą relacje ze sobą te moje synki-lustrzane odbicia

1 komentarz:

  1. Ja też czasem o tym myślę i się zastanawiam czy można kochać dzieci za coś..
    Bo ten ma charakterek wybuchowy jak.mama, a ten jak się złości to msrszczy nosek i mruży oczy jak tata, a ten taki smieszek jakby po gazie był hmm każdy jest inny ale kochamy wszystkich, a potem wymieniamy za co każdego z osobna :)

    OdpowiedzUsuń