poniedziałek, 23 lutego 2015

przedwiośnie w Kalwarii Zebrzydowskiej i siłownia dla dzieciatych - dużo zdjęć

W sobotę pogoda znowu nas rozpieszczała, przedwiośnie w pełni, więc kontynuując tradycję wycieczek weekendowych wybraliśmy się do Kalwarii Zebrzydowskiej. Zwiedziliśmy sanktuarium pasyjno-maryjne, obejrzeliśmy klasztor oo Bernardynów, ale głównym naszym celem był spacer dróżkami kalwaryjskimi, o których przeczytać możecie TU.
Niby mieszkamy dość blisko, a jednak nie zapuszczaliśmy się dotychczas w te rejony i mieliśmy o nich jedynie mgliste wspomnienia z dzieciństwa. No i chyba dzięki temu w ogóle się spontanicznie zdecydowaliśmy na ten wyjazd, bo szczerze mówiąc o tej porze roku nie był to najmądrzejszy pomysł z wózkiem parasolką. Większe auto było akurat w serwisie, a w yarisce kiedy jedziemy wszyscy razem nie ma szans zmieścić bardziej terenowej Mury 4. Widoki były przepiękne (polecamy!), pogoda wspaniała (choć może zdjęcia tego nie oddają), ale nam trochę miny zrzedły gdy zobaczyliśmy, że czeka nas spacer przez śnieg lub podmokłe łąki (nie wiem czemu byliśmy przekonani, że dróżki są wybrukowane). Piotrek był jednak bardzo zadowolony, wiec stwierdziliśmy, że damy radę JAKOŚ i JAKOŚ wspólnymi siłami daliśmy i tutaj wielkie brawa dla mojego męża, który przez większość drogi sam dzielnie ciągnął wózek z zawartością pod górę i przedzierał się przez błoto. Piotruś dotlenił się do tego stopnia, że po powrocie jak zasnął o 16.30 tak spał do 7 rano z przerwą o 3 w nocy na kolację/śniadanie i chwilę refleksji (tzn. monolog do półśpiących rodziców). Tomek był również bardzo dzielny. Trochę pochodził sobie tam gdzie warunki pozwalały, aczkolwiek nie za wiele bo jeszcze nie radzi sobie zbyt dobrze na lodzie czy błocie. Uciął sobie dwugodzinną drzemkę i nie przeszkadzało mu, że siedzi w średnio-wygodnym wózku, którym mocno trzepało. A kiedy nie spal to ze stoickim spokojem podjadał chrupki lub kotlety (było tak ciepło, ze można było momentami zdjąć rękawiczki - huraaaa!).
Nam również po tygodniu pracy za biurkiem dobrze zrobił taki zastrzyk świeżego powietrza. Taka namiastka górskiego łazikowania, które uwielbiam i za którym bardzo tęsknię. Mam nadzieję, że uda nam się w tym sezonie trochę podrzucać Tomka dziadkom by móc wybierać się z Piotrkiem na takie jedno-dwudniowe wycieczki w Beskidy. Widzę, że Młody powoli łapie bakcyla i chcemy w nim to zamiłowanie pielęgnować.  Jednak fakt posiadania brata w wózku mocno nas ogranicza w kwestii póki co i tak będzie pewnie jeszcze przez najbliższe 2 lata, dopóki Tomek nie będzie w stanie przejść dłuższych dystansów i przede wszystkim póki nie przestanie spać w dzień, bo pamiętam, że to było kluczowe w przypadku Piotrka. Wszędzie ten wózek trzeba było brać bo gdzieś musiał się w trasie przespać. Eh marzę o tym by Tomek był już starszy i by się pozbyć wózka raz na zawsze i znów stać się bardziej mobilnym. Jestem trochę zmęczona tym wózkowaniem, w sumie po Piotrku miałam naprawdę krótką przerwę zanim urodził się Tomek, więc de facto towarzyszy nam on od prawie 5 lat.
Na pewno do Kalwarii jeszcze wrócimy w suchszej porze roku :-)
Tradycyjnie trochę fot.









 lepsze od siłowni ;-)



 wszystko topnieje





 grzebanie w kopcu kreta obowiązkowe

1 komentarz:

  1. Cudne te zdjęcia :)
    Byłam tam kiedyś ale nic z tego nie pamiętam :/

    OdpowiedzUsuń