piątek, 27 lutego 2015

wściekła to mało powiedziane

Kim trzeba być by świadomie zarażać wirusem członków w sumie najbliższej rodziny??????
W niedzielę byliśmy zaproszeni do teściów.  Przyjechaliśmy i na miejscu dowiedzieliśmy się, że teściowa zadzwoniła również do szwagrów z wieścią, że się pojawiamy i namówiła ich by również przyjechali. Z 3.5-letnim Antkiem.
Jak się dzisiaj od szwagierki telefonicznie dowiedziałam "faktycznie w niedzielę Antka coś brało" i szwagier od rana czul, że go jakiś wirus rozkłada. Świetnie, że dowiaduję się tego po fakcie! Chłopcy pól dnia bawili się razem i mamy efekty. We wtorek Piotrek zaczął chrypieć. W tym momencie Piotrek jest rozłożony, Tomek ma katar, ja czuję się fatalnie i maż zaczyna pociągać nosem. Czy muszę dodawać jakie to niesie ze sobą konsekwencje w kontekście L4/opieki nad dzieckiem/urlopu/ zaległości w pracy i niezadowolenia szefa tak abstrahując od choroby? Szwagierka twierdzi, że nie może izolować Antka jak tylko się gorzej poczuje. A w d..... to mam!!!!!! Wiedzieli, że mamy dwoje dzieci, ze u nas choruje się podwójnie, że pracujemy oboje na etatach w przeciwieństwie do szwagra, wiec na każdy dzień nieobecności w pracy potrzebujemy przysłowiowego papierka i nie mamy ich nieograniczonej ilości.

3 komentarze:

  1. Rozumiem Twoje oburzenie- nie znoszę takiego pieprzonego egoizmu i myślenia tylko o własnej przyjemności. Pomijając fakt, że dla samego Antka lepiej byłoby gdyby został w domu, to wobec Was i Waszych dzieci było to bardzo nie fair. Współczuję i zdrówka...

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, że u nas to się nie zdarza, chociaż brat jak chciał pomóc chłopcy zarazili go ospą i długo narzekał ale nigdy gdy są chorzy do nas nie przychodzą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ale ospa jest zarazliwa w fazie wykluwania wiec nie wiedzieliscie ze pradkuja ;-) to inna sytuacja

      Usuń