piątek, 6 marca 2015

chorobowo i o szczęściu w pechu

Piotrek był w domu cały zeszły tydzień. Niby wydobrzał, ale w marcu muszę na niego dmuchać i chuchać, bo 31-go ma zabieg w narkozie i musi być absolutnie zdrowy. Nie było łatwo, bo Piotr po kilku dniach bez przedszkola zaczyna bardzo tęsknić za kolegami i samym miejscem i dość mocno objawiał swoje niezadowolenie z faktu, że musimy tkwić w domu.  Doszliśmy do etapu, że ważniejsze od tego co robi, jest to z kim, a on chce się bawić z kolegami - i bardzo dobrze! Dzisiaj zostaje na noc u dziadków.
Gorzej z Tomkiem. Niestety nie obronił się i dziś rano włączyliśmy antybiotyk. Niestety. Ma szmery w oskrzelach, świszczący oddech i bardzo brzydko kaszle. Taki los młodszego rodzeństwa.
Ja od środy w pracy, usiłuję nadrobić zaległości i przygotować dużo spraw do przodu. Po 31 marca czeka mnie pewnie 2 tygodnie urlopu (bo Piotrek nie pójdzie jakiś czas znowu do przedszkola), a zaraz potem wyjazd na targi. Wiele spraw do załatwienia, przygotowania, a w międzyczasie jeszcze wizyta u urologa, badania krwi. Mam nadzieję, że te 3 tygodnie miną mi bez zwolnień.
W międzyczasie chodzę na dni otwarte do podstawówek. Wprawdzie Piotr na razie idzie do zerówki przedszkolnej, ale chcę sobie na spokojnie wcześniej wyrobić opinie i podjąć decyzję, bo jak wszystko w naszym przypadku temat jest mocno zagmatwany. O tym innym razem.
Szczęście w pechu to nasza kabina prysznicowa. W niedzielę M zdjął drzwi, bo mieliśmy zamówionego fachowca do naprawy uszczelki w toalecie i chcieliśmy by przy okazji wyregulował rolki. Nie wiem jak to się stało, bo nie było mnie przy tym, ale drzwi poszły w drobny mak. Niestety znalezienie samych drzwi lub choćby całej kabiny okazało się niemożliwe. Nasz prysznic nie jest bynajmniej jakiś wypasiony, po prostu w 2011 kupowaliśmy wyposażenie do dwóch łazienek w jednym sklepie i akurat mieli promocję na zestaw brodzika z kabiną. Okazało się teraz, że niedługo potem dystrybutor tych kabin i brodzików zbankrutował, a pochodziły one z Chin. Nie ma ich już na rynku, a brodzik jak się okazało nie był wycinany z półkola tylko lekkiej elipsy i nie sposób dobrać do niego kabinę innej firmy. Obdzwoniliśmy kilkudziesięciu producentów, sklepy, a nawet zakłady szklarskie oraz producentów kabin na zamówienie i wszyscy rozkładali ręce. Trochę się załamaliśmy, bo oznaczało to wykuwanie brodzika i zakup nowego kompletu, do tego koszty robocizny. Na dodatek to nie bardzo mogło czekać, bo nasza druga łazienka z wanną jest praktycznie nieużywana wieczorami. Graniczy z pokojem Tomka, a on śpi dość czujnie i zwykle budzi się gdy słyszy, że ktoś za ścianą się kapie. Sytuacja wydawał się beznadziejna a tutaj proszę, zajrzałam na OXL i akurat w poniedziałek, dzień po rozbiciu tej szyby, jakiś fliziarz wystawił na sprzedaż używaną kabinę z brodzikiem, która wyglądała jak nasza. Potwierdziliśmy i faktycznie jest identyczna. Łącznie z wysyłką wyszło nas to chyba cztery razy taniej niż wydawało się, że będziemy musieli zapłacić. Dziś kurier ma przywieźć przesyłkę. Czekamy.

2 komentarze:

  1. Warto czasem wszystkie możliwości sprawdzić a już będzie miało się szczęście...
    Zdrówka.dla młodego :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To się nazywa prawdziwy fart!
    Grunt, żeby Tomek się wykurował, czasami bez antybiotyku się nie da. No i zdrówka dla Was wszystkich, a dla Ciebie siły- bo musisz to jakoś wszystko ogarnąć i udźwignąć.

    OdpowiedzUsuń