poniedziałek, 27 kwietnia 2015



Kolejny fajny weekend. Super pogoda, zaliczone kilka parków, rower (Piotrek już samodzielnie rusza i jest całkowicie samoobsługowy), basen. Czegóż można chcieć więcej. Pół soboty w Parku Lotników z koleżanką z liceum, z która kontakt odnowiłam dzięki FB, jej mężem i jej dwójką urwisów. Mój M w sobotę pracował i nie mógł nam towarzyszyć. Różnicę wieku mają taka jak u nas tylko dzieci starsze. - Pawełek 7.5 roku, Michałek 4 lata. Kasia rozumie mnie więc jak nikt i ja chętnie zasięgam jej rad. Duży Piotrek czyli wujek Piotrek bardzo mi pomógł zabierając małego Piotrka na prawie godzinną wycieczkę rowerową wokół parku. Trochę trudno mi aktualnie pogodzić potrzeby moich dzieci, gdy wychodzę z nimi sama. Piotrek jest zafiksowany na rowerze i nie lubi jeździć w kółko wokół placu zabaw (który zresztą zaczyna uważać za nudy), zaś Tomek uwielbia piaskownice i zjeżdżalnie i nie przepada za zbyt długim siedzeniem w wózku. Umawiamy się na kompromisy tzn. trochę Piotrek jeździ tak by nie niknąć mi z oczu (z tym jest różnie), robi pętelki, a ja szybkim krokiem podążam za nim z wózkiem, a potem lokujemy się na placu by Tomek mógł trochę poeksplorować, a Piotrek szuka sobie towarzystwa do zabawy, bo ja muszę towarzyszyć Tomciowi (jest na etapie chodzenia gdzie oczy poniosą i wspinania się wszędzie). Czasem kompromis się udaje, czasem nie. Różnie jest.











piątek, 24 kwietnia 2015

pierwsze postrzyżyny

Tomek ostrzyżony na króciutko. Spontaniczna decyzja w poniedziałek. Wracając z pracy wstąpiłam do fryzjerki we wsi obok. Miała 10 minut luzu za pół godziny. Zgarnęłam Tomka, picie, chrupki i parę zabawek i jakoś poszło, prawdopodobnie dlatego, że było akurat włączone solarium i szum zagłuszył warkot maszynki. Nożyczkami nie pozwolił sobie gmerać przy włosach. Teraz myślę, że może troche za krótko ma te włoski obcięte, ale z drugiej strony  ma je dość cienkie, rzadkie i to był ciągle taki niemowlęcy puch. Teraz powinny odrastać mocniejsze.
Taki chłopczyk się zrobił, już nie dzidziuś. Nie czuję nostalgii.





wtorek, 14 kwietnia 2015



Bo w internetach tak jest.
Czepianie się słówek. Sformułowań.
Człowiek pisze szczerze o tym co dobre i o tym co złe. Duma z dzieci, miłość, wspólne chwile radość z rodzicielstwa to takie oczywiste. Nad tym przechodzi się do porządku dziennego. Pamięta się momenty gdy ktoś po drugiej stronie klawiatury pisał o chwilach trudnych. Bardzo trudnych. O szukanie rozwiązań i sposobów. To jak się okazuje można wytknąć nawet po kilku latach, w sposób wyrwany z kontekstu w reakcji na zwykłą wypowiedź w dyskusji. Dołożyć interpretację.
 Ba,  można nawet jak się okazuje w ogóle nie czytać czyjegoś bloga ani innych wypowiedzi danej osoby w necie by "wyrobić" sobie zdanie na podstawie kilku wyrwanych z kontekstu i w moim mniemaniu bardzo krzywdząco zinterpretowanych faktów wspomnianych przez inną osobę. I już można wyrokować o tym, że moje dzieci czują, że ich nie lubię dlatego nie dawałam rady podać dwuletniemu dziecku lekarstwa po dobroci ani zmienić pięciolatkowi opatrunku bez histerii. Brawo.
Nie jestem idealną matką. Ba, daleko mi do takiej. Czy popełniam błędy? Masę. Czy są chwile, których żałuję w moich rodzicielstwie? Oczywiście. Jednak to ja najlepiej znam moje dzieci, mam głowę na karku i choć błądzę szukam rozwiązań i w razie wątpliwości czy problemów pytam się mądrzejszych od siebie.
Pracująca matka, która nie spędza z dziećmi zbyt wiele czasu w tygodniu nie ma prawa być nimi zmęczona? Ma. Mam do tego cholerne prawo. Mam prawo czasem ich nie lubić, bo dla mnie „nie lubić” znaczy „mieć chwilowo dość”. Tyle. Ale nawet jeśli tak jest to moim dzieciom nie daję tego odczuć.
Są szczęśliwe, radosne, mądre i charakterne.
A ja nie jestem idealną matką i nigdy nią nie będę.
To jest mój blog, o naszym domu, o naszym domu „pełnym przemocy, pruskiego drylu”, o domu „ w którym nie lubi się dzieci”, o domu, w którym „ucieka się od dzieci” i co tam jeszcze zdarzyło mi się usłyszeć i co jeszcze  Pomarańczowe, Niebieskie, W Kratkę i W Groszki i ich czytelnicy uważają. Whatever.

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

o idealnym weekendzie, postępach rowerowych i gotowaniu w piachu




To był bardzo dobry, bardzo fajny weekend. Taki jak lubię. Wiosna zawitała do Krakowa w pełnej krasie, dzieci były zdrowe, wreszcie nie tkwiliśmy w domu tylko spędziliśmy sporo czasu na „świeżym” powietrzu i aktywnie. Plus rowerowy kamień milowy Piotrka. Czuję się bardzo pozytywnie naładowana energią, a synki zadowolone i uśmiechnięte.

piątek, 10 kwietnia 2015

wracamy - reaktywacja bloga :-)

Zaniedbałam się z pisaniem. Brak czasu, brak energii, Ale wracamy :-)
Zabieg Piotrka przebiegł szybko i sprawnie i już następnego dnia dziecko biegało i skakało jak zwykle. Jedynym problemem była zmiana plastra na mosznie oraz po kilku dniach na brzuchu. Piotrek jest strasznym histerykiem pod tym względem i choć nawet nie dotykałam ranki to samo odklejanie plastra było dla niego takim dyskomfortem, że do dziś mam dreszcze na wspomnienie tych chwil. Najgorzej było w poniedziałek gdy usuwaliśmy już wszystkie plastry. Na spółkę z mężem unieruchamiając go na podłodze. Innej opcji naprawdę nie było. Na szczęście było minęło. Piotrek już w środę po świętach wrócił do przedszkola, A ja we wtorek jadę na kilka dni do Frankfurtu na targi. Nie ukrywam, że cieszę się, że na chwilę wyrwę się z domowej rutyny :-)