wtorek, 14 kwietnia 2015



Bo w internetach tak jest.
Czepianie się słówek. Sformułowań.
Człowiek pisze szczerze o tym co dobre i o tym co złe. Duma z dzieci, miłość, wspólne chwile radość z rodzicielstwa to takie oczywiste. Nad tym przechodzi się do porządku dziennego. Pamięta się momenty gdy ktoś po drugiej stronie klawiatury pisał o chwilach trudnych. Bardzo trudnych. O szukanie rozwiązań i sposobów. To jak się okazuje można wytknąć nawet po kilku latach, w sposób wyrwany z kontekstu w reakcji na zwykłą wypowiedź w dyskusji. Dołożyć interpretację.
 Ba,  można nawet jak się okazuje w ogóle nie czytać czyjegoś bloga ani innych wypowiedzi danej osoby w necie by "wyrobić" sobie zdanie na podstawie kilku wyrwanych z kontekstu i w moim mniemaniu bardzo krzywdząco zinterpretowanych faktów wspomnianych przez inną osobę. I już można wyrokować o tym, że moje dzieci czują, że ich nie lubię dlatego nie dawałam rady podać dwuletniemu dziecku lekarstwa po dobroci ani zmienić pięciolatkowi opatrunku bez histerii. Brawo.
Nie jestem idealną matką. Ba, daleko mi do takiej. Czy popełniam błędy? Masę. Czy są chwile, których żałuję w moich rodzicielstwie? Oczywiście. Jednak to ja najlepiej znam moje dzieci, mam głowę na karku i choć błądzę szukam rozwiązań i w razie wątpliwości czy problemów pytam się mądrzejszych od siebie.
Pracująca matka, która nie spędza z dziećmi zbyt wiele czasu w tygodniu nie ma prawa być nimi zmęczona? Ma. Mam do tego cholerne prawo. Mam prawo czasem ich nie lubić, bo dla mnie „nie lubić” znaczy „mieć chwilowo dość”. Tyle. Ale nawet jeśli tak jest to moim dzieciom nie daję tego odczuć.
Są szczęśliwe, radosne, mądre i charakterne.
A ja nie jestem idealną matką i nigdy nią nie będę.
To jest mój blog, o naszym domu, o naszym domu „pełnym przemocy, pruskiego drylu”, o domu „ w którym nie lubi się dzieci”, o domu, w którym „ucieka się od dzieci” i co tam jeszcze zdarzyło mi się usłyszeć i co jeszcze  Pomarańczowe, Niebieskie, W Kratkę i W Groszki i ich czytelnicy uważają. Whatever.

7 komentarzy:

  1. Nessie, nie ma sie co przejmowac...To tylko internet, ludzie ktorych osobiscie nie znamy i zapewnie nie poznamy...
    Mnie ktos kiedys (anonimowo oczywiscie) sie uczepil, poniewaz opisujac zachowanie mojego 10-miesiecznego wowczas synka, uzylam okreslenia "glupiutki". Dowiedzialam sie, ze jestem beznadziejna, nieswiadoma matka i nie szanuje swoich dzieci. Takie rewelacje! ;)

    Rowniez jestem matka pracujaca, ale kiedy jestem z dziecmi w domu, staram sie spedzac czas Z NIMI. Nawet kiedy nie mam sily i w zasadzie czasu tez, bo obowiazki domowe musza byc odwalone. Czesto jestem zmeczona, czesto mam ochote wyjsc i wrocic za kilka dni. Szczerze mowie, ze w pracy to ja odpoczywam. Ale to nie znaczy, ze moich dzieci nie kocham... :)

    To wlasnie internet tworzy taki falszywy obraz rodzicielstwa. Wszystko musi byc cud, miod i malina. Niedawno przeczytalam na jakims przypadkowym blogu, ze matka 16-miesiecznej dziewczynki nigdy nie stracila cierpliwosci, nie bywa zmeczona, nie nudzi jej codziennosc z dzieckiem, ani w kolko te same zabawy (spojrzmy prawdzie w oczy - roczniak ma raczej ograniczony repertual). Wrecz przeciwnie, nie moze sie tym nacieszyc i ma ciagly niedosyt. Szczerze to juz mialam napisac komentarz, ale stwierdzilam, ze po co mam zaczynac blogowa wojne. Niech sobie pisze co jej paluchy na klawiature naniosa. Nie wiem tylko po co puszczac w eter takie bzdury? W zyciu nie uwierze, ze jakakolwiek matka, niewazne jak kochajaca, od czasu do czasu nie ma dosc, nie jest niedospana i zmeczona. Nie ma dzieci idealnych. Jedne sa niejadkami, inne sa chorowite, jeszcze inne uparte, placzliwe i charakterne. Serio, ale jak czytam slodko-pierdzace wywody niektorych mamusiek, twierdzacych, ze cokolwiek robia ich pociechy one akceptuja to z szerokim usmiechem i brawami, oraz ze ich dzieci nigdy nie placza, nie buntuja sie przeciw drzemkom, nie robia sajgonu z mieszkania i nie pluja jedzeniem i piciem, to mam ochote jednej z druga powiedziec "tak, oczywiscie", uniesc brwi i wystawic srodkowy palec. To sa blogi, ktore omijam szerokim lukiem i jesli na nie wchodze to czystym przypadkiem...

    Dlatego cenie sobie, ze w sieci sa takie blogi jak Twoj - ktore pokazuja normalne, codziennie zycie rodziny. Czasem jest pieknie, czasem sa problemy, czasem dzieciaki sa chore albo zwyczajnie rozbrykane i zbuntowane. A rodzice maja swoje slabosci. Ot, zycie...

    Pozdrawiam i sorki, ze sie tak rozwleklam! Czasem jak cos czytam w necie, to az mnie nosi... ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Po pierwsze lubić a kochac to wielka różnica, kocha się zawsze lubi dość często :)
    Każdy ma takie etapy lecz niektórzy wolą lać lukier na maciezyństwo, a nie pokazywac prawdę...

    OdpowiedzUsuń
  3. No cóż - ja też pewnie gdybym pisała bloga oberwałabym od niejednej mamy - często jestem wkurzona na swoje dziecko, często mam dość, jestem zmęczona byciem mamą, odpoczywam w pracy itd choć oczywiście syn jest dla mnie wszystkim , najważniejszym i najkochańszym.
    Na blogu piszemy to co chcemy, przedstawiamy tylko część naszego życia a na podstawie tych zapisków my tworzymy sobie obraz o danej osobie.
    Nie przejmuj się, po prostu jesteś szczera i już.
    marucia

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem do czego dokładnie odnosi się Twój dzisiejszy post,ale ja też lubię Twój blog,najbardziej właśnie za to,że jest taki prawdziwy,żadnego cukrowa nia i lukrowania. W sieci roi się od wspaniałych graficznie blogów, z mnóstwem bajkowych zdjęć, na których zawsze widać modnie (czysto!) ubrane dzieci, do tego blogi wiecznie radosnych mam, czasem czytam i takie,ale zawsze czuję, że to nie moja bajka.Nie krytykuje, nie osądzam, nie komentuję, ale wiem, że takie blogi w dużej mierze oddają tylko część rzeczywistości. Twój blog pokazuje realia bycia mamą pracującą, sztuki najtrudniejszej ze wszystkich sztuk i nie daj sobie wmówić, że jesteś mamą do d... Bo to nieprawda. Nie jesteś cyborgiem czy perpetum mobile .Żadna z nas nie jest, a jeśli tak się przedstawia,to niestety mija się z prawdą i z premedytacją falszuje obraz samej siebie.
    Pisz jak dotąd, dla mnie nie raz bywasz wsparciem i pocieszeniem.
    Pozdrawiam
    Mama chłopców :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tez od dlugiego czasu tu zagladam, z tych samych powodow, jak wyzej wymienione. Przyszla mi jedna rzrcz na mysl - u Ciebie zwykle nie ma wielu komentarzy pod postami - co nie znaczy ze blog nie jest popularny! Poprostu tu chetnie sie zaglada, bo jest normalnie i prawdziwie - do tego nie raz dodawalas mi sil, gdy opisywalas- to charakterystyczne u Ciebie na blogu, szczegolowo, jak sobie logistycznie poradzilas z czyms, np z odwozeniem dwojki do lekarza, przedszkola itp, itd. Nigdy nie komentuje bo nie mam potrzeby, zreszta nigdzie na blogach nie dodaje komentarzy. Mysle ze brak komentarzy nie przeklada sie na popularnosc bloga. Mysle ze Twoj jest calkiem popularny. I tylko czasem kogos boli ze sobie dajesz rade :) dlatego takie komentarze.
    Pozdrawiam

    Mama 3 latka

    OdpowiedzUsuń
  6. I ja zgadzam się z przedmówczyniami. Często zaglądam, rzadko komentuję. Po prostu nie mam takiej potrzeby. Fajnie, że jest to taki blog z życia wzięty, bez przesłodzonych wystylizowanych zdjęć i bez wstrętnego (żeby nie powiedzieć chamsko-nachalnego) sponsoringu. Te wszystkie słodkie blogi tak bardzo polecają to i tamto, a wszystkie te rzeczy dostają za darmo - czego oczywiście explicite nie powiedzą. Tu nie ma takich historii i to doceniają czytelnicy, również ci ukryci i niekomentujący. Nessie, go girl, tak trzymac!

    OdpowiedzUsuń
  7. a ja lubię Cię czytać, uczciwe są Twoje wpisy :)

    pozdrawiam, oliwek

    OdpowiedzUsuń