poniedziałek, 13 kwietnia 2015

o idealnym weekendzie, postępach rowerowych i gotowaniu w piachu




To był bardzo dobry, bardzo fajny weekend. Taki jak lubię. Wiosna zawitała do Krakowa w pełnej krasie, dzieci były zdrowe, wreszcie nie tkwiliśmy w domu tylko spędziliśmy sporo czasu na „świeżym” powietrzu i aktywnie. Plus rowerowy kamień milowy Piotrka. Czuję się bardzo pozytywnie naładowana energią, a synki zadowolone i uśmiechnięte.
Zaczęło się od tego, że wielkanocny zając przyniósł Piotrkowi rower. W zeszłym roku Piotruś jeździł na małym pedałowcu z bocznymi kółkami. Nie podejmowaliśmy prób bez tych bocznych kółek mimo tego, że dwa lata jeździł na laufradzie z różnych względów. Teraz ten mały lekko zardzewiały rowerek powędrował do o rok młodszego kuzyna by nauczył się pedałować, a Piotrek dostał nowiutki fajny rower (Kropko dziękuję za polecenie modelu). Nie przykręcaliśmy bocznych kółek tylko za radą również Kropki po prostu mu go daliśmy, a on wpadł w zachwyt i przyjął do wiadomości jako oczywistą oczywistość, że „dorosłe” rowery bocznych kółek nie posiadają. Myśleliśmy, że nauka zajmie mu trochę czasu. Szczerze mówiąc zakładaliśmy, że trzeba będzie asekurować go na kijku przez cały sezon i trochę mnie to martwiło, bo oznaczało to, że Piotrek z roweru by korzystał tylko wtedy gdy jedno z nas zajmowałoby się Tomkiem, bo nie da się pchać wózka i biegać z kijkiem jednocześnie. Okazało się, że moje obawy były zupełnie bezpodstawne. W piątek Piotr wsiadł na nowy rower po raz pierwszy. M godzinę biegał za nim po parku. W sobotę M musiał jechać do pracy, a ja wybrałam się z chłopakami do parku i szczerze mówiąc wahałam się czy w ogóle jest sens brać ten rower skoro jadę sama i mam Tomka w wózku, ale stwierdziłam, że spróbuję (w końcu dawałam radę nosić laufrada Piotrka, moją złożoną hulajnogę na pasku na ramieniu i Piotrka jednocześnie  to ja nie dam rady????), a nóż jakoś uda mi się to pogodzić, może Tomiś uśnie i przynajmniej naokoło wózka pojeździmy (nie chodzi o to, że na siłę chciałam, po prostu Piotrek bardzo cieszył się z nowego pojazdu i chciał trenować). Pojechaliśmy. Okazało się, że jednak faktycznie asekuracja Piotrka i bieg za rowerem są nie do pogodzenia z pchaniem wózka. W parku Jordana (naszym ulubionym, pisałam o nim TU) spotkaliśmy jednak przypadkiem szwagierkę z Antosiem. Chłopaki najpierw grzebały w piasku – i młodszy i starszy.


A potem Grażynka chwilę popilnowała Tomka, a my pojeździliśmy naokoło placyku. W końcu Piotrek zgłodniał, a mamy w zwyczaju w parku Jordana kupować pyszne zapiekanki, postanowiliśmy więc przelogować się na inny plac zabaw na drugim końcu parku. Piotrek upierał się, że chce jechać, powiedziałam zatem, że kawałeczek go popchnę, a potem wrócę po wózek z Tomkiem. Popchnęłam i…. w tym momencie w mózgu coś zatrybiło, Piotrek złapał równowagę i od tego momentu kij już nie był potrzebny J Poczeka na naukę Tomka. Piotrek wpadł w euforię i pedałował non stop do upadłego przez kilka godzin J W tym momencie do opanowania pozostało nam jeszcze ruszanie, ale sądzę, że to kwestia kilku spacerów. Na razie musze go lekko popchnąć, ale dalej radzi sobie świetnie sam, nawet z ostrymi skrętami i jazdą pod górę. Dziecko było przeszczęśliwe i ja też. Dla jednych to umiejętność jak wiele, dla mnie kamień milowy. Na dodatek kamień spadł mi z serca, bo teraz wiem, że Piotrek będzie mógł korzystać z roweru na każdym spacerze, kiedy tylko będzie chciał, po prostu będzie jeździł z nami w bagażniku, a nie tylko wtedy gdy oboje z M będziemy mieli czas i możliwość jednocześnie zająć się młodzieżą. Zobaczcie sami. Tak jestem matką chwalipięta, dumna kwoką, wcale się z tym nie kryję ))))))

Do domu wróciliśmy po 17 i Piotrek zmęczony padł jak stał. Brudny i spocony. Nie przejęłam się tym zbytnio, bo w niedzielę rano chodzimy na kurs pływania, więc uznałam, że najwyżej umyje się na pływalni To nasze trzecie zajęcia. Piotrek bardzo chętnie na nie chodzi, a ja się cieszę, że przezwyciężył strach przed głębszą wodą, który pojawił się z powodu długiej przerwy w basenowaniu po drenażu uszu. Co więcej zanurzanie głowy pod wodę jest aktualnie jednym z ulubionych zająć Piotrka. Spędza w ten sposób kąpiele, a na zajęciach mimo, że jeszcze nie potrafi swobodnie bez makaronu położyć się na wodzie, jeszcze zbyt się usztywnia to koreczek wykonuje z prawdziwym zapałem.  Pyta kiedy zapiszę go na lekcje nurkowania. Mój pływak mały (i chudzielec)
 
Po powrocie z basenu położyliśmy Tomka na drzemkę, przygotowaliśmy obiad, i kiedy wstał pojechaliśmy znów do parku (tym razem Młynówka Królewska od strony Armii Krajowej, kto z Krakowa ten wie), bo Piotrek bardzo bardzo chciał znowu „na rowerek”. Był więc rowerek, a potem jeden z naszych ulubionych placów zabaw i znowu pełna radość Tomka. Piaskownica to jest to. Piaskownica służy głównie do…. gotowania.




 
Na miły koniec weekendu odwiedziny u sąsiadów. Tam mecz piłki i znowu grzebanie w piachu



A potem dzieci przepadły z autkami i klockami, nawet Tomiś świetnie bawił się sam np. keyboardem zaglądając do kuchni po kolejne porcje pysznego sernika.
 
Oby więcej takich weekendów.

3 komentarze:

  1. Gratuluje sukcesu z rowerem, my z Niuńkiem mieliśmy przeboje i nadal nie jest przekonany co do jazdy na dwóch kółkach choć potrafi bo już to pokazał :)
    A tą czapę z okiem ma boska :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiamy Minionki ;-)

      Usuń
    2. Pamiętam naukę na rowerze mojego synka, przez jakiś czas umiał jeździć tylko prosto przed siebie :-) Nie umiał ruszać, nie umiał hamować ani skręcać. Z czasem coraz rzadziej przypominałam mu o skręcie czy hamowaniu.
      marucia

      Usuń