czwartek, 28 maja 2015

5 lat temu

o 18.45 urodził się mój starszy syn.
Po trudnym porodzie skończonym cc.
Tego dnia mój świat stanął i ruszył na nowo - zupełnie inny.
Dziś jest wspaniałym, wrażliwym, piekielnie inteligentnym, mądrym, zabawnym, bardzo sprawnym fizycznie i moim zdaniem przystojnym pięciolatkiem.
Sto lat Synku! To był dobry rok. Spokojniejszy niż pełen zmian i rewolucji czwarty rok życia. Jesteś już zaprawionym w bojach przedszkolakiem i starszym bratem. Świetnie być Twoja mamą.







poniedziałek, 25 maja 2015

o wyjeździe w góry, którego nie było i pikniku przedszkolnym

Na weekend mieliśmy zaplanowany wyjazd w góry na rajd rodzinny bocheńskiego oddziału PTTK. Tomek miał zostać z babciami. W piątek jednak zrezygnowaliśmy z wyjazdu ze względu na fatalne prognozy pogody. Miało lać, wiać, generalnie syf, kiła i mogiła. Oczywiście skoro nie pojechaliśmy to z relacji znajomych wiemy, że nie było aż tak źle. Taki nasz pech. Jednak dobre się stało,

czwartek, 21 maja 2015

klony

Niedawno skanowaliśmy zdjęcia z dzieciństwa mojego męża i i jego o 8 lat starszego brata. Doszliśmy do wniosku, że mamy w domu klony rodziny S. Moim jedynym wkładem jest chyba tylko kolor oczu Tomka - szaroniebieski w przeciwieństwie do ciemnookiego taty, wujka i brata. Niestety nie mamy zdjęć wujka z wczesnego dzieciństwa, ale popatrzcie.

środa, 20 maja 2015

bo mężczyzna ma być zaradny i twardy

Wszyscy mamy jakieś wyobrażenia na temat tego jakimi dorosłymi będą nasze dzieci. Można twierdzić, że jest nam to obojętne byleby były szczęśliwe i do pewnego stopnia jest do zapewne prawdą, ale przecież wychowując dzieci kształtujemy je według wartości, które są dla nas ważne. Spędzamy z nimi czas w sposób, który sami lubimy podświadomie przekazując im pewne wzorce zachowań. Jeśli nie żeglujesz raczej nie wybierzesz się z dzieckiem na wakacje pod żaglami prawda?
Ja mam w głowie pewien wzorzec mężczyzny i nie ukrywam, że zarówno mi jak i mojemu mężowi zależy na tym, by wychować naszych synów na takich właśnie facetów, a przynajmniej spróbować. Otóż ponad wszystko nie cierpię facetów ciepłych kluch, facetów dwie lewe ręce, facetów kanapowców, którzy wszystko muszą mieć podane pod nos w opcji all inclusive. Mój mąż jest typem harcerza, górskiego wędrowcy i majsterkowicza. Świetnie radzi sobie w terenie. Potrafi oszacować siły i trudność trasy, nie szarżuje, zawsze jest odpowiednio spakowany i przygotowany i nigdy nie narzeka, że zimno, mokro, trudno, gorąco, zimno, brudno, błoto, a but obciera. Świetnie orientuje się w terenie, potrafi zbudować szałas, rozpalić ognisko. Czuję się przy nim pod tym względem bezpiecznie. Nie boi się cięższej pracy fizycznej. Potrafi i wyszlifować ściany i zbudować schody na górę skarpy i płot z palet, kiedy trzeba przy -20 stopniach kopał kilofem rów w zamarzniętej ziemi by zakopać rurę i spał co drugą noc zimą na budowie w nieogrzewanym domu bez wody rano jadać normalnie do pracy. Jest twardy i jest to coś, co bardzo w nim cenię. Jestem z niego dumna. Chciałabym by nasi synowie też tacy byli. Dlatego staramy się zaszczepić Piotrkowi, a niedługo również Tomkowi pasję do gór. Nie ukrywam, że również dlatego, że sami lubimy ten sposób spędzania wolnego czasu, ten sport i chcielibyśmy wrócić na górskie szlaki z podrośniętymi dzieciakami. Dlatego M angażuje Piotrka w prace w domu i wokoło domu, a nasz syn z zapałem struga belki i wkręca śruby. Mogą być muzykami, artystami, kimkolwiek, ale jeśli wyrosną na mężczyzn-fajtłapów uznamy to za życiową porażkę.


poniedziałek, 18 maja 2015

przesilenie wiosenne

Dopadło mnie przesilenie wiosenne. Od czwartku wegetuję.
Najchętniej całymi dniami leżałabym pod kocykiem i drzemała - rzecz jasna nie leżę, bo pracuję a kiedy nie pracuję czas skutecznie zajmują mi dzieciaki. Piotrek też zaliczył spadek formy. W sobotę nigdzie się nie ruszyliśmy. Trochę pomagal tacie w kopaniu i sadzeniu, a później padł i spał pół dnia. Za to Tomek wulkan energii. Wczoraj Piotrek już OK, był basen, spacer i wycieczka rowerowa, za to ja jestem dalej dętka. Obolała dętka, bo na szytym dziąśle zrobily mi się bolesne afty. Jutro zdjęcie szwów, już się boję.
Mam nadzieję, że do weekendu wrócą mi siły, bo wybieramy się na rajd PTTK. Jeśli prognozy będą w miarę.

poniedziałek, 11 maja 2015

Jutro mam resekcje zęba. Boję się jak cholera.
Dzisiaj na parkingu podziemnym zaparkowalam obok stanowiska dla wózków sklepowych. Jechałam spóźniona do pracy, zadowolona, że załatwiłam stresującą dla mnie sprawę w sądzie. Wyjeżdżając zahaczyłam o slupek. Wgięte drzwi, lakier w wielu miejscach bardzo nieładnie zerwany. Nie do domowoej naprawy.
Wyć mi się chce bo to miała być kasa na jakieś wakacje dla dzieci! Nie na pilny zabieg i nie na naprawę auta. Wakacje, które muszą być za niecałe dwa miesiące bo wtedy jest zamknięte przedszkole i wtedy mamy urlop. Wyć mi się chce bo wyjazdu nie będzie  :-(

czwartek, 7 maja 2015

Beskid Sądecki przełecz Glisne z dzieciakami, czyli w górach jest wszystko co kocham

Jestem górskim człowiekiem. Beskidzkim. W dzieciństwie z mamą jeździłam zawsze w te strony i jakoś tak mi się życie ułożyło, że zarówno mój mąż, jak i mój eks oraz większość bliższych znajomych gustują w tego typu spędzaniu wolnego czasu.

wtorek, 5 maja 2015

Zamek Ogrodzieniec

W piątek odwiedziliśmy Zamek Ogrodzieniec. Trochę w deszczu, momentami zimno, ale warto.
Można tam fajnie spędzić z dzieckiem spokojnie kilka godzin.

poniedziałek, 4 maja 2015

wspaniała majówka

Nasza majówka była wspaniała :-) Fajnie rodzinnie spędzony czas, aktywnie, na powietrzu. Ponad wszystko nie znoszę siedzenia w czterech ścianach
Czasem tak jest , że gdy nie planujemy wychodzi fajnie. My nie mieliśmy za bardzo wizji spędzenia tego weekendu. Prognozy pogody były dołujące (zimno, deszcz). Zamierzaliśmy w sobotę ewentualnie jechać na jeden dzień do rodziny na wieś jeśli nie będzie tragicznie.
W piątek było chłodno i pochmurno, ale zdecydowaliśmy się wybrać do Ogrodzieńca. O tym więcej w kolejnym wpisie. Udało nam się wstrzelić w dziurę we froncie i owszem padało, ale nie non stop, więc znośnie. Choć przyznam się, że byłam momentami poirytowana kolejnym deszczowym długim weekendem/urlopem. W sobotę rano po całonocnym deszczu zrezygnowaliśmy z wyjazdu na wieś, bo cały czas padało i prognozy docelowo też nie zachęcały. Stwierdziliśmy, że nie ma sensu jechać gdy Tomek nie będzie mógł posiedzieć w piaskownicy, a Piotrek wyszaleć się na polu, a siedzieć w małym domu nie uśmiechało się nam. Zamiast tego ja pojechałam z Piotrkiem do naszego ulubionego Muzeum Inżynierii Miejskiej, a na popołudnie zapowiedziały się moja przyjaciółka oraz kuzynka. Nieoczekiwanie przejaśniło się, przestało padać i spontanicznie zarządziliśmy grilla. Z braku mięsiwa odpowiedniego (upichciłyśmy spaghetti wcześniej i zakupiłyśmy tylko mielone – no bo lało) grillowaliśmy głownie pieczarki, a dzieciaki bawiły się przed domem. Niedziela zaś - niedziela to była bajka. Piękna pogoda (w sensie, że nie upał, ale słonecznie i bez deszczu) wybraliśmy się ze znajomymi na krótką wycieczkę w Beskid Sądecki (przełęcz Glisne). Było świetnie i o tym też będzie wkrótce osobny wpis.
Po takim weekendzie czuję się naładowana energią jak bateryjka Duracell.